piątek, grudnia 23, 2016

34. tydzień ciąży

34. tydzień ciąży. Na horyzoncie poród. Wszystko dzieje się zbyt szybko. Rozwarcie i silne bolesne skurcze. Lekarka mówi, że w takim stanie pociągnę tydzień, najdłużej dwa. Nie dotrwamy do końca. Po świętach kładę się do szpitala na podanie dziecku sterydów na szybszy rozwój płuc. I na CC. Chociaż, szczerze mówiąc, mam głupie przeczucie, że to właśnie w święta, niezapowiedzianie, wybije godzina zero. 

Wczoraj czułam się tak źle, że w popłochu spakowałam torbę do szpitala. Wreszcie, można by rzec. 

Nie śpię po nocach. Liczę skurcze. Płaczę. Zastanawiam się, jak będzie. Boję się. Mam mętlik w głowie. Nie wiem, jak kiedyś kobiety wychowywały po ośmioro dzieci. Czuję, że ja nie podołam, że mnie to przerasta już teraz, w tym momencie. Uzasadnione to czy nie. Może to tylko hormony. Może będzie prościej niż mi się wydaje. 

Szykujemy pokój dla trzech córek. Zmieniliśmy mebelki. Kupiłam kosz Mojżesza dla najmłodszej. Póki co Anielka musi pozostać w łóżeczku, a drugiego nigdzie nie upchnę. 

Mam wszystko dla Pauliny. Wszystko gotowe. Wszystko czeka. Tylko ja psychicznie gotowa nie jestem wcale a wcale. Chociaż ciało z takim utęsknieniem czeka na koniec. Jak na wybawienie. Bo ta ciąża dała mi się wyjątkowo we znaki. 
Od jakiegoś czasu walczę z kolką nerkową. Miała minąć po kilku dniach, ale po 6 tygodniach nadal miewam napady. 
Wychowanie Nel staje się coraz trudniejsze. 

Czuję się zmęczona i przytłoczona. I nawet wizja świąt mnie nie cieszy. Moja głowa potrzebuje spokoju, duch - równowagi. Ja jak chorągiewka na wietrze. 

Nawet ten chaotyczny post pokazuje to, jak bardzo wszystko jest niepoukładane. Nie wiem czemu.

środa, września 28, 2016

Wyciszam się

Po ponad dwutygodniowej walce z jakimś paskudnym wirusem, który ostatecznie skończył się na tym, że wszystkie trzy, tzn. Nel, Anielka i ja, wylądowałyśmy z gorączką i zapaleniem ucha, chyba wreszcie nasze życie wraca na dawne tory. 

A  ja się wyciszam. Nie spinam się już, że miał być nowy blog i rewolucja w życiu. Chyba nie dam rady zmienić i zaplanować wszystkiego. Cóż, tak naprawdę  to  ja nie lubię rewolucji. Jakieś tam powolne zmiany - może tak. I spokój. O, spokój ducha cenię sobie najbardziej.

Wiecie z czym najtrudniej mi się pogodzić? Z tym że, będąc matką prawie trójki, nie mam możliwości i miejsca na bycie idealną. Nie da się być zrelaksowaną, oczytaną, zadbaną wizualnie kobietą, maksymalnie angażującą się w związek żoną, wspaniałą kucharką, cudowną, ciepłą i cierpliwą matką i zorganizowaną panią domu. Jeżeli chcę do tego dążyć, to już teraz mogę nastawić się na porażkę.

Przytłoczył mnie nadmiar obowiązków. Tyle zaległych spraw na głowie, które powinny być skończone na wczoraj, a wiem, że nie wyrobię się z nimi nawet na za tydzień. 

Co dzień wieczorem staram się pobyć sama ze sobą i przemyśleć, czego mi trzeba. I po co to wszystko. Dla mnie samej? Dla mojego dobra? Czy dla innych ludzi? Tak żeby na zewnątrz dobrze to wyglądało... Zanim dojdę do jakichkolwiek wniosków, zasypiam.

Postanowiłam, że pora ustalić jakieś priorytety i ich się trzymać. Robić tylko to co najważniejsze. Nie łapać wszystkich srok za ogon. 

Najpierw jednak muszę odgruzować swoje życie i przygotować przestrzeń na nowe. Bo dla mnie porządek wokół mnie - to porządek w głowie. Czas przejrzeć szafę i wywalić z niej wszystko co niepotrzebne. Odhaczyć z listy zadań te naprawdę naglące sprawy. A taką rzeczą jest na przykład moja torba do szpitala. Zagrożona ciąża, strach przed licznymi komplikacjami. Nie wiem, co mi się po drodze może przytrafić. Ostatnia choroba i gorączka uświadomiły mi kiedy jechałam do szpitala, że jest możliwość, że będą chcieli mnie tam zatrzymać. A ja nie mam gotowej nawet koszuli nocnej... Chcę się czuć bezpieczna. Muszę znaleźć sekundę na te najpilniejsze rzeczy, chociaż sen zamyka mi powieki przed godziną 20. 

Nie chcę narzekać, ale przechodzę bardzo trudny okres. Kiedy do tego wszystkiego dokłada się brak pomocy i wsparcia od najbliższych, robi się nieciekawie. Jestem strzępkiem nerwów. Z ciągłą nadzieją, że zaraz będzie lepiej. Że wyjdę z tego. Że słońce wstanie jutro. Dla mnie i razem ze mną. 

Nie mam wpływu na to, co mi się przytrafia. Ale mogę zmienić swoje myślenie o tym. 

Teraz potrzeba mi jedynie spokoju. 

sobota, września 17, 2016

Wieści z frontu

Nowy blog już jest. Jestem gotowa na nowe wyzwania i opiekę nad samą sobą. Ale czasu, niestety, brak. Ostatnio to i nawet chęci, bo wiadomości z gabinetu ginekologicznego są niezbyt dobre.

CHOROBY
Nelka przedszkolak znosi do domu wirusy. Tak, już. 
Jeszcze nie wykurowaliśmy się do końca. Od tygodnia smarkamy, kaszlemy i gorączkujemy. Głównie to ja i Nel, bo Anielka dzielna jest i nie daje się. Lekki katarek ma. Wyjątkowo paskudna choroba nam się trafiła. Nel od 1,5 roku w ogóle nie chorowała, a teraz jedzie po całości. Przedwczoraj bardzo płakała i narzekała na ból ucha. Zapalenie ucha. W nocy z ucha poleciała krew. Wczorajsza wizyta u laryngologa wyjaśniła wszystko: pęknięta błona bębenkowa.

HUMORY
Nie dopisują.
Jestem przemęczona. Opieka nad dwójką dzieci w gorączce i chorobie to jakiś koszmar. W dodatku ciąża. Nie wysypiam się, nie odpoczywam i generalnie mam dość.

CIĄŻA
Jest nie najlepiej. 22 tydzień. Skurcze nie dają mi normalnie funkcjonować. Duphaston zmieniliśmy na Luteinę dopochwową.
Łożysko robi się mocno przodujące. Jest bardzo nisko położone, podobnie jak cała ciąża. Cesarka może być dla lekarzy wyzwaniem.
Mam zalecenie, by leżeć i odpoczywać. Jeżeli nie będę się oszczędzać i dojdzie teraz do jakiegokolwiek krwawienia, nie dość że resztę ciąży spędzę w szpitalu, to jeszcze jest to ogromne zagrożenie dla życia Małej. Tak, Małej. Na 100% będzie dziewczynka - sama widziałam :)
Nie powiem, ostatnia wizyta nie napełniła mnie optymizmem. Niestety. Ciężko oszczędzać się przy dwójce dzieci. Nie mam nikogo do pomocy. Zresztą ja i tak naprawdę staram się dużo leżeć, mocno ograniczyłam prace domowe, a brzuch jak bolał, tak boli nadal.


TRZECIE IMIĘ
Jeżeli chodzi o imię dla nowej członkini naszej ekipy to mamy kilka typów i nie możemy zdecydować się na jedno konkretne. Tu swoją cegiełkę dokłada Nelka, która obstawia imię, którego my nie bralibyśmy w ogóle pod uwagę. Ale bierzemy, w końcu ona też ma tu coś do powiedzenia.
I tak mamy oto: Lenę, Magdalenę (to najbardziej Marcin), Oliwię (to Nelka), Martę (to ja) i Zosię. Jednak najbardziej wszyscy skłaniamy się ku Madzi.

poniedziałek, września 12, 2016

Przedszkolak

Matka płacze. Matka lamentuje. Matka wspomina, jak to było jeszcze nie tak dawno temu przecież, kiedy się urodziła. 
A teraz pchnąć ją dalej w świat? Tak maleńką jeszcze? Uczyć samodzielności? Integrować z ludźmi, innymi dziećmi? Czyż nie ma jeszcze na to czasu?

Do podjęcia ostatecznej decyzji zmusił mnie mąż, niejako kolejna ciąża i... sama bardzo chętna Kornelia. 

Nel jest przedszkolakiem. Wprawdzie dziś już na urlopie chorobowym, ale jednak. 

Zaadaptowała się świetnie. Wstaje rano z dziką radością, by biec do przedszkola. 

Jest taka dzielna. Zupełnie odwrotnie w stosunku do swojej rodzicielki. 

Czuję, jakby ktoś wyrwał mi cząstkę mnie. Teraz po trochu co dzień będzie ode mnie odchodzić. I tak, bardzo się tego boję. Jakbym miała ją stracić. Ale wiem również, że to niemądre, że muszę jej na to pozwalać. Odciąć kiedyś tę pępowinę. W końcu, jak to mówią, wychowuję ją dla świata, nie dla siebie. 
Tylko ciągle mam obawy, czy jeszcze nie zdążyłaby się uspołecznić? Czy nie zabieram jej czegoś cennego, magicznego czasu w domu z mamą? Ale przecież jeszcze chwila, a tak mało będę mogła dać jej siebie. Trzecie dziecko jeszcze bardziej ograniczy mi czas przeznaczony na zabawy z nią. 
A Anielka? Już nigdy nie będzie miała takiej okazji, by mieć mnie tylko dla siebie. Również z powodu ciąży, która niebawem się rozwiąże. 

Czy te 6 godzin w ciągu dnia to naprawdę taka tragedia? Dla kogo? Przecież nie dla niej. Ona jest szczęśliwa. I ja odpocznę. Jak tylko przyzwyczaję się do miażdżącej i wyciskającej łzy z oczu ciszy podczas jej nieobecności.

Jezu, jedno dziecko w domu to naprawdę luksus. Prawie jakbym wolne miała. Póki co jeszcze tego nie ogarniam.

środa, sierpnia 24, 2016

Koniec? A może początek?

KONIEC?
Rozważam zakończenie pisania tego bloga...
Dzieci zajmują w moim życiu, sercu i codzienności pierwsze miejsce. To oczywiste. Ale to do czego ostatnio doszłam to fakt, że nie ma w tym wszystkim mnie. Nie dbam o siebie. Nie jestem dla siebie dobra. Zapomniałam o sobie. Zatraciłam się w tym matkowaniu. Skoro ja nie jestem dla siebie dobra, to kto będzie? Czy można być kochanym dla innych, skoro należycie nie kocha się siebie? 

CZAS NA ZMIANY!
Niebawem będę mieć w domu trzy dziewczynki. Te dziewczynki staną się kiedyś kobietami. I wiecie co? To ode mnie zależy, jak same będą się traktować. One patrzą i będą patrzeć na MNIE. To ja jestem dla nich pierwszym wzorem, powinnam być. Wzorem kobiety. Pewnej siebie, zadbanej, uśmiechniętej, tętniącej życiem. Nie wiecznie zmęczonej kury domowej z podkrążonymi oczami, co to już nawet nie zauważa swoich nieumytych włosów, starych zniszczonych ubrań i objawów jakiejś choroby. 

ODDANIE, MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA, POŚWIĘCENIE...
czy to źle, że kobieta czyni to swoim dzieciom, mężowi? Nie! To należy czynić każdemu człowiekowi. Sobie także! 
Problemy zaczynają się, kiedy do tego stopnia nie lubisz siebie, że się zaniedbujesz. Ale powiem Ci jedno: wówczas nie lubisz się jeszcze bardziej. Taka prawda. I koło się zamyka.

TRZECIA CIĄŻA
Nie wiem, jak było u Was, ale dla mnie każda ciąża to okres, kiedy masakrycznie spada mi poczucie własnej wartości podczas patrzenia w lustro. Czuję się mega niekobieco i mega nieatrakcyjnie. A ta ciąża jest chyba najgorsza pod tym względem.
Po drugiej ciąży niemal od razu po porodzie wróciła mi waga sprzed ciąży, a w pół roku po ważyłam 5kg mniej niż przed ciążą. 52kg. Latałam nad ziemią. Czułam się rewelacyjnie. Bardzo zdrowo się odżywialiśmy, odrzuciłam całkowicie pszenicę i słodycze, wcale mi tego nie brakowało. Bazowałam na jaglance, owsiance, kaszach, warzywach i dobrych rybach. Mięso też się zdarzało. Byłam zdrowa, nigdy nie miałam tak wysokiej hemoglobiny, cera promieniała. Chciało mi się jeszcze więcej tego zdrowia. Ruchu. Planowałam właśnie zakup rolek, bo biegania nie znoszę. I wtedy dwie kreski. I apetyt tak wielki jak nigdy w życiu, na wszystko. W poprzednich ciążach odrzucało mnie od jedzenia. Teraz nie mam hamulców. Tzn. staram się je mieć, ale ciężko mi to idzie. Wróciłam do pszennych buł, bo pierwszym objawem ciąży był odruch wymiotny na widok jaglanki i owsianki. Spadł nastrój. Cera się pogorszyła. Brak mi sił. Nie mogę patrzeć w lustro.

WRESZCIE POWIEDZIAŁAM "STOP!"
Nie zamierzam już więcej zrzędzić. Pora wziąć się w garść. Umiem zdrowo jeść. I czas wrócić na dawne prawidłowe tory. Nie będę sobie odpuszczać, bo ciąża i i tak czuję się fatalnie. Wcale nie muszę się tak czuć. I czekać na poród, by wrócić do dobrych nawyków. Wszystko w moich rękach.

POWÓD
Postanowiłam, że trzecia ciąża i trzecie dziecko to będzie ten powód, dla którego wreszcie zacznę troszczyć się o siebie. O swoje ciało i duszę. Bo jak nie teraz to kiedy? No, kiedy? Nie chcę być sfrustrowaną matką. A widzę, że taka zaczynam się robić. A co będzie przy trójce szkrabów?
Ponadto pragnę, by moje córki były szczęśliwymi, spełnionymi kobietami. By czuły się wartościowe. I wyrosną na takie, pod warunkiem, że w domu będą miały matkę emanującą pozytywną kobiecością i delikatnością. 

PLAN
Wracam do zdrowego odżywiania i pielęgnacji ciała, która nie ogranicza się tylko do szybkiego prysznica.
Zamierzam nauczyć się także: korzystać z wolnych sekund w ciągu dnia (książka, film, serial, domowe spa), cieszyć się małymi rzeczami (ciepła kawa?), kupować tylko dla siebie, zostawiać dziewczynki M. i spędzać czas z samą sobą, ale też od czasu do czasu podrzucać je teściom i spędzać wieczór z mężem. Tego też mi brakuje. Partnera, nie tylko ojca moich dzieci. I nie chcę wtedy jechać z nim do Ikei po szafkę do pokoju. Chcę randek. Chcę kina, restauracji. Chcę uczucia, dreszczyku namiętności. Chcę wiedzieć, że jeszcze coś dla siebie znaczymy, że mamy o czym ze sobą rozmawiać.
Do tej pory bałam się, że jeżeli zostawię dzieci pod opieką kogoś innego to świat się zawali. Ciągle nie mogę się przełamać, by zostawić Nelkę na noc u dziadków, chociaż wielokrotnie to proponowali.

CO Z TEGO WYNIKNIE?
Same pozytywy. Wierzę w to. Będę bardziej cierpliwa. Będę mniej się złościć, mniej obwiniać innych. Sama sobie dam to, czego potrzebuję. Bo nikt nie wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. 
Przy dwójce, a potem trójce dzieci nie będzie łatwo, ale nie musi być, prawda? :) I tak podołam. Bo ja też jestem WAŻNA. I MUSZĘ się opiekować SOBĄ, by mieć siłę opiekować się moją rodziną.

NOWY BLOG
Mam zamiar stworzyć bloga o mnie i dla mnie. O kobiecie. Wyłączam temat dzieci w sieci. Dziewczynki są w moim życiu na co dzień, tutaj będę tylko ja. Po co od razu blog? Chcę kontrolować swoje postępy, swoje myślenie. Chcę widzieć, czy w ogóle się zmieniam. Nie chodzi tu tylko o zmiany w obszarze jedzenia, ciała. Chodzi także o psychikę. Bo z nią pracować najciężej. Ale właśnie tu potrzebna jest największa rewolucja.

Jak tylko blog będzie gotowy, zaproszę Was. Może się przyłączycie i razem ze mną zawalczycie o siebie?

P.S.
Już nieraz wspominałyście, że lubicie mój blog w takiej formie jak jest teraz, wpisy o naszej codzienności itd. Niestety, ja nie odczuwam już przyjemności z pisania tutaj. Wypaliłam się chyba. Ale za to bardzo lubię Was. I dziękuję, że byłyście i wspierałyście dobrym słowem. Zrozumiem, jeżeli nie zjawicie się w nowym miejscu, a Wy zrozumcie, że mi taka zmiana jest potrzebna :)

Trzymajcie się! Buziaki!


czwartek, sierpnia 18, 2016

A jednak!

Wczorajsza wizyta u ginekologa wprawiła mnie w osłupienie. W tym szoku trwam w sumie do dziś. Bo niby się nie nastawiałam, ale nadzieja była. 
Lekarz się pomylił. Teraz jest pewien, że w brzuchu noszę kolejną DZEWUSZKĘ! :D

Cieszę się, nie powiem, że nie. Dziewczynki są fajne. 
To nie chodzi o dziecko. Tylko w sercu mnie gdzieś kłuje, bo kolejna ciąża jest już raczej niemożliwa, więc nigdy nie dowiem się, jak to jest być mamą chłopca. Ale... nie powiedziane, że nawet gdybym mogła zajść czwarty raz, to trafiłby się chłopak, tak? Więc nie ma się czym przejmować. 
Imię tylko wymyślić trzeba, bo typów brakuje póki co ;) I to w miarę szybko, bo lubię o dziecku, które noszę pod sercem mówić już w ciąży po imieniu.

A od kilku dni czuję delikatne ruchy Malutkiej :)