Trudna miłość

wtorek, marca 27, 2012

Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię (Jr 1, 5)

Ostatnio poczułam ogromny spokój. Nie wiem skąd to się bierze, ale mam niewyjaśnioną pewność, że mój Aniołek jest szczęśliwy w Niebie. 

Śnię, że jest. Nie widzę Go, ale czuję Jego obecność. Moje Dzieciątko...
Dla Niego postanowiłam być silna, odważna, tak by mógł być ze swojej mamy dumny w Niebie. Dla Niego postanowiłam dorosnąć i wziąć swój los we własne ręce...
Wiem, że w każdej chwili jest obok mnie i szepcze mi do ucha: Mamusiu, jesteś dzielna, dasz radę. Musisz żyć dalej, a o mnie się nie martw, jestem w lepszym świecie.

Bałam się, co z Nim będzie, gdzie się znajdzie i kto się o Niego zatroszczy. Teraz tylko tęsknię...
Czuję, że Ktoś prowadzi moje Dziecko za rączkę. Czuję, że jest Ktoś, kto dba o Nie i sprawia, że nie brakuje Mu mamy. Czuję, że jest Ktoś, kto mówi Mu, że kiedyś do Niego przyjdę i zaopiekuję się nim już na zawsze.

To taka trudna miłość... Bolesna, a zarazem tak piękna...


Te posty mogą Ci się spodobać:

1 komentarzy