Bo to zła kobieta była...

sobota, kwietnia 28, 2012

Jestem zmęczona. Jestem wściekła. Jestem smutna i zdołowana. Pociesza mnie jedynie pogoda, ale i ta daje mi się już we znaki, bo drapię się jak oszalała. Wraz z początkami wiosny wraca moje uczulenie na słońce...

Tęsknię za M., mało się ostatnio widujemy. Mijamy się w progu mieszkania... 
Dziś rano, stęskniona po nocy z Dyziem u rodziców, pędziłam do domu jak głupia, by przytulić i ucałować mojego Mężusia. Musiałam się spieszyć, bo niebawem miał wychodzić do pracy. 
Ja niby mam wolne, ale mój umysł pracuje na najwyższych obrotach, ponieważ myślę, co by tu zrobić... Tak dalej być nie może... Nie chcę żyć z M. razem, ale osobno. Kompletny bezsens: pracować, by mieć za co żyć, a nie mieć czasu, by żyć, bo się pracuje... 
Wrrr, denerwuję się na to wszystko i, oczywiście, obrywa się przedmiotom martwym: właśnie wyrwałam klawiaturze laptopa dwa klawisze :) Wcześniej zamachnęłam się też na krzesło w kuchni, ale, na szczęście, nie ucierpiało...

Praca odrywa mnie od wspomnień i nudy, ale powoli zaczyna mnie męczyć. Szefostwo, niestety, koszmarne :( Sądzę, że muszę szukać czegoś innego, bo ta robota jakoś nie zachwyca... Dobrze, że nie podpisałam jeszcze żadnej umowy...

Mam ochotę krzyczeć!

Przyszły dni, kiedy to na wszystko narzekam, nic mi nie pasuje i nic nie odpowiada. Dziś w sklepie, kupując buty, stwierdziłam, że już nie wytrzymam sama ze sobą - na nic nie potrafię się zdecydować i żadne buty mi się nie podobają. Każde są ułomne i czegoś im brakuje... Ehhh... Boże, jaki mój Mąż jest cierpliwy, dzielny i... cudowny, że kocha mnie, mimo mojej wredności...


Siedzę teraz na kanapie, nadrabiam zaległości książkowe i blogowe, ogarniam dom... Myślami jestem przy M. I tak upływa mi sobota...

A gdzieś w sercu pustka... :(

Te posty mogą Ci się spodobać:

0 komentarzy