Cząsteczka Nieba na ziemi

czwartek, kwietnia 19, 2012

Buciki, które kupiłam, schowane. Znalazły swoje miejsce w towarzystwie innych przedmiotów, które zbieramy z M. dla naszego maluszka.

Postanowiliśmy z M. ochrzcić Aniołka. Nie został pochowany (czego szczerze żałuję) i nie otrzymał imienia.
Chyba nadszedł ten moment, kiedy jestem gotowa na konfrontację z rzeczywistością: Aniołek nie wróci.  Nieraz modliłam się do Boga o wieczne życie w Niebie dla mojego dziecka, jednak nigdy nie śmiałam prosić M. o to, żeby pomodlił się ze mną i żebyśmy nadali imię. 
M. zgodził się i, co dla mnie ogromnie ważne, nie stwierdził, że to głupie, że oszalałam.

Wiem, że będzie to dla mnie bolesna chwila, bo, tak naprawdę, to pierwsza rzecz, którą zrobię, by pożegnać się z moim Maleństwem. Myślałam o tym już od dawna, ale coś mnie powstrzymywało. Chyba strach, że wtedy wszystko się skończy, że zapomnę. Tyle czasu musiało minąć, zanim zrozumiałam, że nie zapomnę nigdy, że nikt nie odbierze mi prawa do miłości i pamięci o moim dziecku. To tak, jak z każdą śmiercią kogoś bliskiego. Najgorsze chwile to te do pogrzebu. Pogrzeb jest przełomem, bo wtedy dociera do nas bezwzględny fakt, że już nigdy nie zobaczymy ukochanej osoby. Ale potem jest już łatwiej, chociaż żałoba pozostaje.
Łączy mnie z Aniołkiem nierozerwalna więź, ale czuję, że muszę w końcu dokonać czegoś, by mógł godnie odejść. Przede wszystkim muszę pozwolić Mu odejść. Zrobiłabym to już pewnie dawno, gdybym mogła Go pochować. Niestety, nie wiedziałam o tym, nie powiedział mi nikt w szpitalu, ani nawet moja mama, która wiedziała, że tak można. Nie mam o to do niej żalu, bo myślała pewnie, że tak będzie dla mnie lepiej, bo "niby" będzie mniej bolało. Niestety, najbardziej boli mnie właśnie to, że nie mam miejsca, gdzie mogłabym pójść i postawić znicz :(

Chrzest pragnienia to swego rodzaju nabożeństwo do prywatnego odmówienia. TUTAJ piszę, jak powinno to wyglądać.
Pomodlimy się, damy imię naszemu jedynemu dziecku. Pożegnamy się. Ale zawsze będziemy pamiętać. Nasz Syn zawsze będzie żył w sercach swoich rodziców. 
Latem planujemy pojechać do Warszawy, by postawić znicz przy pomniku dla dzieci nienarodzonych. To jedyne, co możemy ofiarować Aniołkowi: miłość, pamięć i modlitwa.


Podczas gdy dziś rano leżałam jeszcze w łóżku, przypomniały mi się chwile, kiedy byłam w ciąży, kiedy układaliśmy się wieczorem z M. do snu i myśleliśmy: jesteśmy tu we troje. Budziliśmy się we troje... A kiedy M. wychodził do pracy, cieszyłam się, że nie zostaję już sama w domu...
To była najpiękniejsza rzecz, jaką obdarował mnie Bóg: moje ciało na siedem cudownych tygodni stało się schronieniem dla tego maleństwa, które jest, było i będzie częścią Nieba. Cząsteczką Nieba niewidzialną, a tak namacalną. I jeszcze piękniejsze jest to, że ta cząsteczka we mnie pozostała, chociaż odeszła.

Te posty mogą Ci się spodobać:

4 komentarzy

  1. Mnie ksiądz podczas spowiedzi powiedział,że gdy jego siostra poroniła poszli na cmentarz,zakopali wszystkie pamiątki w miejscu gdzie np dziadek jest pochowany i w ten sposób uczcili pamięć zmarłego dziecka.

    Ja tak nie zrobiłam,nie widzę potrzeby.Pamiątki po dziecku leżą głęboko w szafeczce nocnej.Nigdy nie zapomnę,że przez 10tygodni byłam matką,ale wolę skupić się na tym co będzie.A rozpamiętywanie tego dla mnie osobiście nie ma sensu i pogarsza sytuację.
    Myślę,że wynika to być może z małej wrażliwości,a może z tego,że jestem położną i widziałam śmierć dużych dzieci,a będąc w ciąży takie 15 tygodniowe dziecko wypadło mi na ręce...za dużo widziała,za dużo wiem...
    dlatego doceniam to,że Bóg nie dał mi chorego dziecka-bo tego bym nie zniosła.O to go modliłam od początku trwania ciąży.

    Nie rozpamiętuje,żyje pełnią życia,spełniam się,a jak maluszek zechce przyjść do nas znowu to przyjdzie,jak nie to nie..życie bez dzieci też może być piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem tak jak Ty, anairda. Dla mnie życie bez dzieci nie może być piękne - myślę, że tak powiedziałabym jako bezdzietna staruszka. Na razie jednak ciągle wierzę, że zostaniemy rodzicami. Czuję, że to życiowa rola, w jakiej spełniałabym się najlepiej, i gdybym miała nie mieć dzieci - umarłaby cząstka mnie.
      Każdy ma do tego inne podejście i dlatego szanuję Twoje zdanie. Wątpię, czy masz małą wrażliwość. Może po prostu jesteś silniejsza psychicznie i potrafisz poradzić sobie z tym w inny sposób.
      Dziękuję Ci za podpowiedź z pochowaniem pamiątek :)

      Usuń
    2. Nie wiem,może i jestem silniejsza.10lat temu nagle zmarł mój tata,kilka miesięcy temu mój przyjaciel....śmierć uczy pokory,ale i daje siłę.Łatwiej wtedy godzisz się z kolejną śmiercią.

      Ja od kilku lat bardzo pragnęłam dzieci,ale na początku nie było nigdy na nie miejsca,teraz gdy to miejsce jest i mam warunki okazało się,że być może ich nie będziemy mieć.
      Wiem,że życie bez dzieci może być piękne,musiałabym się go nauczyć i zmienić całą siebie.Jednakże za wszelką cenę dzieci mieć nie będę.Jako że nie jesteśmy za IUI ani in vitro tym sposobem dzieci mieć nie będziemy.Dlatego staram się godzić sama ze sobą.Jedynie w grę wchodzi adopcja.
      Jeżeli dziecko będzie nam dane,to będzie,a jak nie to choćbym miała się zapłakać to nie...
      życie jest przewrotne.Dlatego staram się mimo wszystko przyjąć to co mi Bóg daje,chociaż czasami ciężko pogodzić się z jego planami.

      Nie ma za co:)

      Usuń
    3. My też nie zdecydujemy się na in vitro, ewentualnie pozostaje adopcja. Ale myślę, że będziemy mieć dzieci naturalnym sposobem, bo przecież skoro już raz się udało, to jest nadzieja. Wy też musicie mieć nadzieję; to jest chyba jakiś znak od Boga, że możecie, skoro zaszłaś w ciążę.
      Oczywiście, zgadzam się z Tobą co do woli Boga w tej kwestii. On wie, co jest dla nas najlepsze i daje nam wszystko, co może dać, ale w odpowiednim czasie. Naszym zadaniem jest przyjmować Jego dary z pokorą, bo za to czeka nas kiedyś nagroda.

      Mam wujków, którzy nie mogą mieć dzieci. Mają fajne życie, pieniądze, ładny dom. Ale ciężko jest patrzeć na ich smutek, kiedy widzą dzieci. Na pierwszy rzut oka poznasz, jak bardzo tęsknią za macierzyństwem, jak są do tego powołani, z jaką radością mówią o dzieciach, które znają. Sami czasem mówią, że po co im to wszystko, co osiągnęli, skoro nie mogą przekazać potomstwu żadnych wartości, radości życia itd. Czują się bardzo samotni... To smutne, bo w domach dziecka jest tyle maleństw, które potrzebują miłości. Dziwię się im, że nie adoptowali. Są coraz starsi, ale ciocia mi mówiła, że bardzo żałuje, że nigdy nie odważyła się na adopcję...
      Bo w każdym z nas tkwi instynkt rodzicielstwa. Tak już jesteśmy stworzeni.

      Usuń