"Najbardziej gorzka w naszym dzisiejszym smutku jest pamięć o wczorajszej radości" *

środa, kwietnia 18, 2012

Chyba czas wrócić do rzeczywistości...

Wczoraj wieczorem zaczęła się. Przyszła z ogromnym bólem, jakiego nigdy wcześniej ze sobą nie przynosiła. Trwa nadal. Boli nadal.
Dziękuję losowi, że się pojawiła, bo wariowałam. Wiem przynajmniej jedno: nie jestem w ciąży. I ta wiedza, mimo wszystko, nie boli - wręcz przeciwnie: dzięki niej poczułam ogromny spokój. Teraz pozostaje jedynie czekać na wyniki bety, by sprawdzić, co z chorobą trofoblastyczną. Jeżeli wszystko będzie dobrze, być może była to ciąża biochemiczna. Ale nie chcę zadręczać się już myślami i gdybaniem. Podstawowa zasada: nigdy więcej testów. I tyle w tym temacie.


Bardzo zmęczył mnie ten cykl i to wszystko, co ostatnimi czasy dzieje się w naszym życiu w związku z rodzicielstwem. Chyba już nie mam siły. Muszę odpuścić. Przestać obsesyjnie dążyć do kolejnej ciąży. Zająć się czymś innym. 
Tak postanowiliśmy z M.. Będziemy się starać, ale nie na siłę. Koniec z comiesięcznym stresem. Zero uciążliwego czekania. Spokojnie. 

Doszliśmy do wniosku, że to poronienie było świadectwem Boga, danym nam po to - ale i nie tylko po to - żebyśmy wiedzieli, że jesteśmy płodni. Być może to nie jest dobry czas na potomstwo. Być może ma wydarzyć się coś, co nie byłoby korzystne dla naszego rodzicielstwa. Wierzę, że Bóg da nam dziecko w odpowiednim czasie. Może to nawet nie być w tym roku. Ale kiedy już się stanie, wówczas będę pewna, że daje nam je z błogosławieństwem. W końcu jest jeszcze tyle spraw, które należałoby poprawić w naszym życiu. Chcemy mieć własny dom/mieszkanie, może trochę lepszą sytuację finansową...

Wczoraj się obudziłam. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak nędznie wygląda moja egzystencja. Odkąd odszedł Aniołek, dosłownie wegetuję. Trwam w zawieszeniu. Wszystko dookoła wydaje mi się jakimś nierealnym snem. Całe dnie spędzam na kanapie, noce przesypiam tak, jakbym nigdy nie miała wstawać. Sprzątam albo i nie, gotuję albo i nie. Jem albo i nie...
Zastanawiam się w tym momencie, co się stało z "tamtą Weroniką" i jej poukładanymi planami dnia, z dobą, której każda minuta wypełniona była obowiązkami i przyjemnościami. Co się stało z Weroniką, która potrafiła marzyć, cieszyć się chwilą. Czemu "Weronika teraz" nie robi prawie nic, a ma poczucie, że czas ucieka jej przez palce?
Dlatego cieszę się, że idę do pracy. Myślę się też nad powrotem na studia, jakieś inne niż te, które rzuciłam w tamtym roku. I wrócę do nauki hiszpańskiego, bo prawie wszystko, czego zdążyłam się nauczyć, zapomniałam. No, i zadbam o mieszkanie, które w ciągu dwóch miesięcy od powrotu ze szpitala, stało się niemalże ruiną.

Muszę zapanować nad swoim życiem, które, jak na razie, przypomina bardziej trwanie w letargu.
Muszę przestać się dusić, wyjść na świeże powietrze i uśmiechnąć się w stronę nieba. W odpowiedzi również otrzymam uśmiech - uśmiech mojego Aniołka. I poczuję, że warto dalej żyć. Że warto wrócić do rzeczywistości...

*Khalil Gibran

Te posty mogą Ci się spodobać:

7 komentarzy

  1. staranie sie na siłę nigdy nie przynosi dobrych rezultatów i sama jestem tego przykładem, staralismy sie z mężem o dziecko, przez 4 cykle nam sie nie udawało, mierzyłam temp,obserwowałam sie, testy owulacyjne,nogi do góry i takie tam, az w koncu odpuscilismy i juz nic nie robilam i w 5 cyklu starań zobaczyłam na teście 2 kreseczki i dzis mamy piekna córeczkę. Wszystko jest w naszej głowie i psychice, czasem sami blokujemy tą naszą płodnośc
    swiatnaszejrodzinki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też postanowiłam skończyć z mierzeniem temperatury, obserwacją śluzu, nogami do góry, bo to zostawia w podświadomości jakieś napięcie, które faktycznie może blokować psychikę. Wczoraj mówię do M.: podaj termometr, a za chwilę myślę: nie, to paranoja.
      W tamtą ciążę zaszłam, niewiele wiedząc o śluzie, temperaturze, bo tego nie śledziłam, a o nogach do góry nie słyszałam. W tym cyklu się nie udało, chociaż zdążyłam już posiąść obszerną wiedzę na temat mojego cyklu i chociaż świeca była po każdym stosunku. M. ciągle pytał, po co to robię i chyba myślał, że oszalałam.
      Wiadomo, że lepiej znać swój cykl i wiedzieć, co się dzieje z ciałem, ale to chyba jest bardziej korzystne przy zapobieganiu ciąży.

      Usuń
  2. No!! cały czas chciałam cię na ten tor nastawić. Cieszę się że wreszcie zrozumiałaś :-) W życiu nic na siłę, to nie ten czas i nie to miejsce. Poukładaj sobie życie i korzystaj z niego :-) a i dziecko przyjdzie o odpowiedniej porze dla niego :-)
    Pozdrawiam serdecznie
    http://swiatwedlugmoichdzieci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ewanka, właśnie tak sobie dzisiaj pomyślałam o Tobie. Bo pierwszy raz od tak długiego czasu czuję się szczęśliwa. I tak mi przemknęło przez głowę: chyba to miała na myśli ewanka :) dziękuję Ci :)

      Usuń
    2. dokładnie :-) widzisz przyszła teraz kolejna sprawa i trochę ochłonęłaś z pierwszą i tak będzie dalej, dla tego jak coś się dzieje złego, nie pogrążaj się w tym z byt długo. Ja dziś miałam dzień tak kiepski, że aż mi się nie chce pisać o nim :-/ ale już zaczynam patrzeć na to zło z innego punku i może nawet będzie lepiej niż było :-)

      Usuń
  3. Ja myślę,że i tak człowiek będzie wracał myślami i myślał o ciąży.Już tak jest zbudowana nasza kobieca psychika.
    Ja jestem na 28dni i też mierzę temperaturę,obserwuję śluz,mam testy owulacyjne,ale staram się podchodzić do wszystkiego z dystansem.Wiadomo,że ostatni tydzień oczekiwania przed @ jest stresujący,dlatego w tym cyklu odpuszczam mierzenie temp.

    Najlepszym wyjściem aby troszkę skierować myśli gdzie indziej jest praca.

    dobre podejście:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że to bardzo dobre podejście. Nie można dać się zwariować. W końcu musi się udać. Po prostu musi...

    OdpowiedzUsuń