"Zawstydzić silnych" - opinia subiektywna po lekturze

środa, kwietnia 11, 2012

"Zawstydzić silnych. Wyzwanie nienarodzonego życia" Sarah Williams

Przejmująca, świetnie napisana historia z życia autorki. Książka dotyka bardzo trudnego i delikatnego tematu.
Kobieta, która przeżyła ból utraty dziecka, staje na nowo przed obliczem własnych wspomnień, przechodzi przez wszystko raz jeszcze po to, by stworzyć książkę, która poruszy każdego. Mnie poruszyła do głębi.

Relacja Sarah i jej męża, Paula, jest niezwykle szczera i świadoma. Oboje bardzo przeżywają szok spowodowany wyrokiem, jaki zapadł w stosunku do ich nienarodzonego dziecka, jednak - co ważne - nie obwiniają nikogo za to, co ma się stać i potrafią przekuć owo ciężkie doświadczenie na coś dobrego, coś co może przyczynić się do przemiany nie tylko ich samych, ale także otoczenia i czytelników.
Ujmująca jest postawa tych dwojga: potrafią rozmawiać z lekarzami odważnie, nazywając rzeczy po imieniu, bez ogródek wytykają personelowi medycznemu błędy, co doprowadza do tego, że zostają przeproszeni zarówno przez położną jak i lekarza. 
Dopóki dziecko przebywa w łonie matki - żyje. Rodzice zdobywają szacunek postawą pełną pewności, że czynią dobrze, nie decydując się na aborcję, chociaż niektórzy mają ich za szaleńców. 

Małżeństwo - Sarah i Paul - a także ich dwie córki i matka Sarah są osobami bardzo wierzącymi w Boga. Mają w swym otoczeniu piątkę przyjaciół, którzy są dla nich ogromnym wsparciem. Wszyscy dużą rolę przywiązują do modlitwy i ich spotkania zawsze uzupełniane są wspólną kontemplacją. Modlą się, kiedy brakuje już słów, by rozmawiać. 
Obok nich pojawiają się też ludzie, którzy ich nie rozumieją, unikają ich towarzystwa, omijają szerokim łukiem. 

Książkę pisze Sarah i to o jej uczuciach wiemy najwięcej. Wiemy, że pojawiają się u niej chwile zwątpienia w Boga, że często upada, że nie daje już rady, ale wiara ją podnosi. 
"W styczniu prosiłam o łatwy przebieg ciąży. Jak mogę z taką historią zaufać Mu w kwestii porodu? Wypowiadam abstrakcyjne modlitwy o Jego obecności, ale z trudem znajduję w sobie zaufanie do Niego odnośnie szczegółów. Moja wiara i zaufanie zostały rozciągnięte do granic możliwości. Jestem na Ciebie zła, Boże. Gniewa mnie mój stan fizyczny i jestem znużona niekończącymi się nudnościami. Już dłużej nie mogę być pozytywnie nastawiona"
Ostatecznie Sarah powraca do Boga, oddaje Mu się w całości, na nowo ufa.

Sarah jest bardzo silna, ale można wyczytać z jej zachowania, jak bardzo to wszystko jest dla niej trudne. Chce jednocześnie jak najwięcej czasu poświęcić swojej córce, jak najdłużej nosić ją w sobie i jednocześnie ma dość znoszenia bólu, chciałaby przyśpieszyć poród, zakończyć swoje cierpienie, chociaż wie, że Cerian wówczas umrze (Cerian - takie imię dla córki wybrał jej tata. Cerian to po walijsku "ukochana").

Niezmiernie przejmująca jest tu postawa Paula - ojca i męża, który doświadcza nie tylko strachu o życie córki, ale także żony. Sarah bowiem sama ociera się o śmierć, kiedy dziecko zaczyna uciskać jedną z głównych arterii. Ten mężczyzna, pokonując własne silne emocje i lęki, potrafi czytać Sarah Pismo Święte  w chwilach, w których ona nie chce słuchać biblijnych słów, ponieważ sam wie, że - mimo wszystko - tylko one ukoją jej ból.
Godne podziwu są też postawy sióstr nienarodzonej Cerian - Hannah i Emilii, które, będąc małymi dziewczynkami, bardzo przywiązują się do niej, kochają ją i płaczą z powodu jej śmierci.

Najbardziej poruszające - według mnie  - w całej historii są dwa wątki, które, wydaje mi się, można nazwać cudami.
Pierwszy. Na obozie, na który Sarah wybiera się w ciąży ze swoim mężem i córkami, wydarza się coś takiego. Hannah i Emilia biegają z innymi dziećmi, bawią się gdzieś dalej od namiotów. Zaczyna się jednak burza. Wszystkie dzieci wracają do obozu, oprócz pięcioletniej Emilii. Ta - gubi się. Paul wyrusza na poszukiwania. Znajduje córkę szybko, ale zdziwiony jest, że nie płacze. Emilia jest radosna, bo, jak opowiada mamie, był przy niej anioł!
Drugi cud, to według mnie taki, że Sarah, leżąc w szpitalu, słyszy za oknem krzyk mew. Kiedy rodzi martwą córeczkę, przychodzi do niej położna, by przeprosić za hałas, jaki robią płaczem inne noworodki. Dopiero wówczas Sarah uświadamia sobie, że szpital jest oddalony od wybrzeża 70 km i nie jest realne, aby były w pobliżu mewy. Po protu Bóg nie pozwala jej słyszeć płaczu dzieci, podczas kiedy jej własne dziecko milczy.

Co mi się jeszcze podoba, książka uzupełniona jest wieloma cytatami z Biblii, dzięki czemu można się przekonać, że to, co nam się przytrafia jest do zniesienia, że ma swoje wyjaśnienie w Piśmie Świętym i że Bóg nie doświadczałby człowieka cierpieniem, jakiego sam nie zna. Bo On też stracił Syna.

Wbrew pozorom, niedużo płakałam. Książka bardzo wzrusza, ale nie wyciska łez (no, może w kilku momentach). Autorka opisuje swoją historię z ogromnym spokojem.
Dzięki tej książce chyba sama odzyskałam kawałek swojej wiary w Boga. Sarah pomogła mi zrozumieć, że wszystko ma swój sens i umacnia nas. Pomogła mi zrozumieć, że moje dziecko może odejść, chociaż oddałam Mu już swoje serce. Teraz mam pewność, że Bóg miał wobec Niego takie plany, a nie inne i Aniołkowi był potrzebny ten czas, choć krótki, na ziemi. 
To piękne, że kawałek mojego serca jest w niebie...

Pozycja naprawdę godna polecenia dla każdego, nie tylko dla kobiet po podobnych przejściach.

I na koniec cytat z Biblii, do którego nawiązuje tytuł książki. Cytat, który bardzo mi się spodobał i który podkreśla wartość każdego nienarodzonego dziecka:
"Bóg wybrał bowiem to, co głupie według świata, aby zawstydzić mądrych, i co słabe według świata wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne. Bóg wybrał również to, co świat ma za nic i uważa za nieszlachetnie urodzone oraz godne pogardy, aby unicestwić to, co czymś jest, w tym celu, aby nikt z ludzi nie chlubił się przed Bogiem"
W kolejce do czytania czekają książki, które znalazłam w Empiku: "Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły. Porady specjalistów" i "Poronienia. Zrozumieć rodziców po stracie". A jednak! Tabu jest przerywane... :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

1 komentarzy

  1. Również skończyłam czytać tę książkę w niedzielę wielkanocną. Dla mnie jest piękna. Daje nadzieję i pokazuję, że cierpienie może mieć sens. A zwłaszcza, że dziecko nienarodzone to dziecko, człowiek w pełnym tego słowa znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń