Strach to suma tego, co jest i co może się zdarzyć.*

niedziela, kwietnia 29, 2012

*Jonathan Carroll

I znów zostałam sama. Taka piękna pogoda, wprost idealna na spacer we dwoje, a M. musiał iść do pracy...

Ostatnio miałam dziwny sen. Śniło mi się dziecko. Moje dziecko. Chłopiec. Stał w naszej sypialni, odwrócony do mnie tyłem, a twarzą zwrócony w stronę okna. M. mówił do niego i ja go wołałam także, ale on nie reagował, jakby nas nie słyszał. Nie chciał do nas podejść, ani nawet na nas spojrzeć... Byłam na niego za to zła, chociaż też zrozpaczona...
Do dziś zastanawiam się, co to miało oznaczać. Czy to odzwierciedlanie i zobrazowanie podświadomości, która mówi mi, że moje dziecko nigdy już nie wróci, chociaż za nim tęsknię? Czy może tak brakuje mi znaku z nieba, który utwierdziłby mnie w przekonaniu, że Synek słyszy moje modlitwy? Czy może to ten okrutny strach, że to nie czas na dziecko, że ono teraz do nas nie przyjdzie? ...

Przestałam dramatycznie walczyć o kolejną ciążę. W ogóle nie kontroluję swojego cyklu... Książka pt. "W oczekiwaniu na ciążę" (którą tak namiętnie czytałam, która - według mnie - jest bardzo pomocna w zajściu w ciążę, bo naprawdę wiele ciekawych rzeczy się z niej dowiedziałam i którą gorąco polecam) poszła w odstawkę i została przygnieciona stertą innych... Dziś już wiem, że żebym nie wiem jak dobrze przygotowała się na ciążę, zmieniła diametralnie caluteńkie życie, to nic nie gwarantuje mi szczęśliwych dziewięciu miesięcy.

Nadal bardzo chciałabym zostać matką, ale... boję się, że z czasem coraz mniej... Nie wiem, z czego to wynika. Paraliżuje mnie lęk przed kolejną ciążą. Nie chcę więcej fałszywych alarmów, ciągłego drżenia o swoje zdrowie i o życie dziecka. Jest coraz gorzej. Nagle zaczęłam zastanawiać się, co jestem w stanie zapewnić maleństwu, jaką będę mamą, jakie wartości mu przekażę. I chociaż już pracuję, nasza sytuacja finansowa martwi mnie bardziej niż wówczas, gdy mieliśmy do dyspozycji tylko jedną pensję.

Znienacka poczułam na sobie presję polepszenia naszego statusu społecznego. Nie chcę do końca życia niańczyć czyichś dzieci. Ale w tym kraju nie ma żadnych perspektyw. Studia nie znaczą nic, nie otwierają drzwi do każdej kariery. Jesteśmy z M. zdeterminowani. Dlatego myślimy o emigracji do Niemiec, chociaż zawsze sądziłam, że na wszystko się odważę, ale nie na taki krok. Znamy język, więc może by się udało. Niekoniecznie na stałe. Na tyle, by móc wreszcie odbić się od dna...
Musimy zmienić coś w naszym życiu, ale, niestety, za nami już tyle niespełnionych marzeń, że chyba w tym momencie najlepiej naszą sytuację opisują słowa Coelho:
"Boję się spróbować, bo jeśli mi się nie uda, to nie wyobrażam sobie reszty mojego życia. Bezpieczniej jest pozostawać w sferze marzeń, niż ryzykować popełnienie błędu."

Może któraś z Was jest w stanie podpowiedzieć mi, czy warto opuścić kraj w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i perspektyw na przyszłość?

Te posty mogą Ci się spodobać:

4 komentarzy

  1. czemu nie ;-) jak bym była w twojej sytuacji nawet bym się nie zastanawiała tylko wyjechała :-) nie masz nic do stracenia i nic was tu nie trzyma (np. teście :-D). A tym później tym gorzej zdecydować się na taki krok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nic nas nie trzyma, nie mamy nic do stracenia, bo tak naprawdę w ogóle mało mamy. Nie chcę za parę lat dziadowania w tym kraju powiedzieć: szkoda, że się stąd nie wyniosłam jak jeszcze byłam młoda i mi się chciało :)

      Usuń
  2. słuchaj pewnie,że warto...w naszym kraju nic dobrego nas nie czeka.Ja w piątek bądź sobotę wyjeżdżam z PL do Niemiec do pracy.I zastanawiam się czy nie wyjechać tam na stałe.Mimo,że w PL mój mąz zarabia porządne pieniądze,na ich brak nie narzekam,ale mimo wszystko w Niemczech mój małżonek zarobi 3-4 tys euro ja 2 tys euro..a tu w Pl niestety jako polozna zarobie grosze...

    znasz język super!Ja właśnie wyjeżdżam na kilka miesięcy sama bez meża by go podszkolić,by zobaczyć jak będzie mi się tam żyło...

    podbijajmy świat! Ale wiesz bez wykształcenia to nie masz co jechać chyba że jako opiekunka osób starszych,bądź opiekunka dzieci.Ja na miesiąc mam 1150 euro tam w Niemczech,nie jest to dużo na Niemieckie realia

    600 euro na mieszkanie dwupokojowe,plus wyżywienie i życie to musicie przynajmniej mieć te 2500 euro...
    no i kasa aby tam wyjechać też jest ważna...

    3 mam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam i znam wielu znajomych, którzy wyjechali i nie narzekają. Spróbować zawsze warto, zwłaszcza, że znasz język.

    OdpowiedzUsuń