Wszystko krąży wokół ciąży

sobota, kwietnia 14, 2012

Objawów ciążowych ciąg dalszy.
Ból gardła i zapchany nos nadal w akcji.
Za mną ciężka noc, którą spędziliśmy u moich rodziców. Źle spałam dzięki przeziębieniu i bólowi głowy. No, i - przede wszystkim - dzięki Dyziowi, który non stop pchał nam się do łóżka.
Poranne mdłości nie pozwoliły mi nawet napić się, a usychałam z pragnienia.
Czuję się koszmarnie. Dzisiaj ślub mojej koleżanki i nie wiem, czy pójdę chociaż do kościoła...

Boję się o ciążę, choć wewnątrz jestem dziwnie spokojna. 
Dbam o siebie i robię wszystko, co w mojej mocy, by było dobrze. Ale - może to zabrzmi brutalnie - jeżeli po raz kolejny nie jest mi dane zostać matką to, niestety, nie mam na to żadnego wpływu, żebym nie wiem co ze sobą zrobiła, żebym owinęła się folią bąbelkową i schowała w szklanej bańce. Czuję się okrutnie bezsilna. Błagam Boże, pozwól żyć mojemu dziecku... Nie każ mi znowu cierpieć...

Miałam sen. Urodziłam dziecko. Lekarze powiedzieli, że jest martwe i je zabrali. Szalałam. Za jakiś czas przynieśli je z powrotem. To była dziewczynka. Widziałam dokładnie jej twarzyczkę. Była śliczna. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia. Poruszała się. Spytałam pielęgniarkę, czemu, skoro mówili, że nie żyje. Stwierdziła, że się pomylili...
To znak, który pozwala mi wierzyć, że tym razem się uda. Dzidziuś urodzi się cały i zdrowy.

Te posty mogą Ci się spodobać:

2 komentarzy

  1. Weroniko, zostaw u mnie swój adres e-mail, bo pod koniec tygodnia "zamykam się".

    OdpowiedzUsuń