Spasowałam na całej linii

wtorek, maja 22, 2012

Nie wiem, co to jest. Czy to kolejny etap przechodzenia przez żałobę po Wojtusiu? Czy może stałam się nieczułą, złą kobietą?...

PRZESTAŁAM CHCIEĆ MIEĆ DZIECKO!!!
... ...
O ile do niedawna myślałam o ciąży obsesyjnie, o tyle z czasem zmienia się to całkiem w drugą stronę... Po prostu, tak dziwnie: nie chcę już ;( Dla mnie samej brzmi to strasznie. Koszmarnie się czuję z tym, że takie "coś" pojawiło się w mojej głowie. Beznadziejna i do niczego... 
Gdzie mój instynkt? Gdzie miłość matczyna? Co ze mnie za kobieta?

Na myśl o ciąży robi mi się nieswojo. Nie mam żadnego celu w życiu. Nie mam nic. Żadnych planów i marzeń. Moja psychika obdarła mnie ze wszystkiego.

Medalik, który nosiłam na pamiątkę po Wojtusiu, zdjęłam pewnego dnia i więcej już nie założyłam. Nie zorientowałam się nawet, że tak zrobiłam. Uświadomił mi to wczoraj M., pytając, co wisiorek robi w łazience i czemu go nie noszę. Bez zastanowienia odparłam: "Muszę od tego trochę odpocząć" i sama zdziwiłam się, słysząc swoje słowa. Słowa pochodzące jakby z oddali. Jakby wypowiadał je ktoś inny...

Nie wiem, czy tego potrzebuję. Czy potrzebuję odcięcia się na chwilę od tematów i myśli okołociążowych i okołoporonieniowych, bo dzięki temu niedługo wszystko znów wróci do normy? Czy to lęk przed stratą kolejnej ciąży przybrał oblicze "nie chcę"? A może to lęk przed tym, że co miesiąc będę czekać z nadzieją na ciążę, która po raz kolejny oleje mnie i ominie szerokim łukiem?

Jest mi smutno, że tak się sprawy mają. Chciałabym na nowo zacząć chcieć. Ale nie potrafię. Wszystko jest potęgowane faktem, że do niedawna nie pragnęłam niczego tak bardzo jak dziecka. Teraz tak samo bardzo nie chcę...
Owszem, można twierdzić: tak, to nie jest czas na dziecko, postaramy się za rok, za parę lat. Można mówić: jestem spełniona w pracy, mam już wszystko, do pełni szczęścia brakuje mi tylko maleństwa. A mój stan? Ani jeden ani drugi. Albo obydwa na przemian. Mam wrażenie, że to, co się teraz ze mną dzieje, nie jest prawidłowe. Ale nie mam pojęcia, jak sobie pomóc. Jak odkryć, co będzie w tej sytuacji najlepsze. Jak dowiedzieć się, czego w końcu pragnę...

Mam tylko nadzieję, że to stan przejściowy, który szybko minie. 
Zwariuję. 

Jezu mój, miłosierdzia...


P.S. M., mój kochany żołnierz, po kilku niewielkich zawirowaniach w związku z pociągiem, wrócił w piątek do domku. Kiedy po tak długim czasie zobaczyłam go w mundurze, zakochałam się w nim po raz kolejny :) No, i znów jestem żoną na pełny etat :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

5 komentarzy

  1. U mnie bywa podobnie, ale... gdy zobaczę czyjeś dziecko lub usłyszę o ciąży to zaraz chęć posiadania dziecka przychodzi na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, kiedy widzę kobiety w ciąży, których ostatnio na ulicach zrobiło się multum (tak swoją drogą), to budzi się we mnie ogromny smutek i zazdrość. Zauważyłam jednak, że zaczęłam ten ból ostatnio upychać głęboko w podświadomości i odwracać szybko swoją uwagę od tego, że ja też miałabym/mogłabym mieć dziecko...
      To taki wielki żal, który mógłby sugerować, że chyba jednak chcę mieć dziecko i nie zrezygnowałam z niego tak całkowicie. A jednak kiedy jestem sama, myślę o tym, to wydaje mi się, że wolę nie mieć dziecka. Nie teraz.
      Ale to czas wszystko zweryfikuje...

      Usuń
  2. normalne zjawisko ;-) raz będziesz pragnąć, a następnym razem będzie ci to obojętne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na wszystko potrzeba czasu, choć bycie akurat w tym czasie jest trudne.
    Jak śpiewał Tilt - Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne słowa, mam nadzieję, że okażą się prawdziwe... Dziękuję i również pozdrawiam!

      Usuń