"Codziennie uczysz mnie, jak mam Cię kochać"

środa, maja 30, 2012

Kolejny post z serii "moje sny". 
A sen? Następny absolutnie trudny do zrozumienia. Ale dziwnie wyjątkowy. Przez niego obudziłam się w strasznie nostalgicznym nastroju (tak, bo według psychologów sny wpływają na nasz humor danego dnia, nawet jeżeli ich nie pamiętamy).

Śniło mi się dziecko (jak to ostatnio często bywa), ale nie moje (chyba). Chłopiec, na oko trzy-/czteroletni. Leżał w szpitalu. Był niewidomy. Poszłam do niego, bo kiedyś często go odwiedzałam, a ostatnio już dawno do niego nie zaglądałam i miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. 
Ten chłopiec tak bardzo się ucieszył na mój widok, tak mocno mnie przytulał, był taki dojrzały, dużo do mnie mówił. I tak chciał, bym została jego mamą... 
Obiecałam mu, że będę do niego przychodzić co dzień. A sobie przyrzekłam, że już nigdy, nawet na chwilę, o nim nie zapomnę. 
W drodze do domu ze szpitala uświadomiłam sobie jak wielka jest moja miłość do tego dziecka i jak bardzo chciałabym go adoptować, wziąć do siebie, do domu, obdarzyć wszystkim, na co zasługuje, poświęcić mu cały swój czas. W ogóle nie przejmowałam się tym, że może być mi ciężko, bo on nie widzi. 
Czułam jedynie całą sobą jak mocno go kocham...
I to uczucie we mnie pozostało. Kocham na jawie chłopca z mojego snu! Jak to jest?

Zastanawia mnie znaczenie tego snu, ale był tak piękny, że na siłę nie staram się go interpretować. 
Cieszy mnie, że chociaż we śnie przytuliło mnie dziecko, dla którego byłam całym jego światem. Cieszy mnie, że wtulała się we mnie taka malutka istotka, potrzebująca miłości bliskości, czułości i bezpieczeństwa. 
Przynajmniej w świecie swoich snów zawsze mogę liczyć na to, że zobaczę dziecko, które mnie kocha. I które kocham ja...

Ciekawi mnie, czy chłopcem ze snu był mój Wojtuś, od wspomnień którego próbowałam się ostatnio trochę odciąć i dlatego przyśnił mi się, by o sobie przypomnieć i prosić, bym wróciła?
Czy może jednak nie będzie dane mi stać się matką w sposób naturalny i będziemy musieli z M. wrócić do planowania adopcji, która nieraz przewijała się w naszych rozmowach o przyszłości jeszcze przed poronieniem?
I czemu chłopiec był niewidomy?
Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Ale jestem pogodzona ze wszystkim, co da mi Bóg. Bo jeżeli tak ma wyglądać moje adopcyjne macierzyństwo jak w tym śnie i równie piękna ma być miłość pomiędzy mną a dzieckiem, to ja się zgadzam. 

A jeżeli we śnie pokazał mi się Wojtuś to: "Synku, przepraszam, jeżeli poczułeś się zapomniany. Jestem przy Tobie. Zawsze. Na zawsze. Będę. Nie zapomnę... Codziennie uczysz mnie, jak mam Cię kochać. Dziękuję za każdy znak od Ciebie".

Te posty mogą Ci się spodobać:

2 komentarzy

  1. Adopcja to coś pięknego, obok mnie mieszka rodzina z 2 adoptowanych dzieci. Super ludzie, super dzieciaki :)
    Natomiast myślę, że temat trochę trudny do zrozumienia przez innych. Rozmawiałam z ludźmi, którzy mieszkają na malej wsi, nie mogą mieć dzieci, natomiast nie chcą się zdecydować na adopcję, bo ludzie będą gadać. Zupełny bezsens.
    Nie rozumiem tych ludzi, jak można tak sugerować się i uzależniać swoje decyzje od tego co powiedzą inni?
    Kiedyś pracowałam jako wolontariusz w Domu Dziecka. Dzieci tam są super, tylko wystarczy dużo rozmawiać.
    Nie wiedziałam, że sny wpływają na nastrój po. Ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że sny wpływają na nastrój od mojej dawnej psycholog, u której leczyłam anoreksję. Notowałam co dzień, co mi się śniło i jaki miałam nastrój tego dnia :)
      Tak, Makartina, adopcja jest piękna, chociaż dzieci czasem są trudne. Ale także myślę, że każdy problem można załatwić bezinteresowną miłością i rozmową.
      Też nie rozumiem ludzi, którzy narzekają na brak dziecka, cierpią z tego powodu, a nie interesują się adopcją ze względu na otoczenie. Tracą przez to coś pięknego. Zawsze zresztą traci się coś pięknego, jeżeli to, co powiedzą inni jest najważniejsze.

      Usuń