O ciążowych objawach i cierpliwości

niedziela, czerwca 24, 2012

Zaczęły dokuczać mi moje piersi. Sutki właściwie. Nie bolą, tylko delikatnie kłują i swędzą. Pojawiły się na nich żyły (?)...

Nie mdli mnie, na szczęście, bezustannie. Są momenty, a nawet całe dni, że apetyt mnie nie opuszcza. Innym razem wraca mi się na widok jedzenia i kompletnie na nic nie mam ochoty. Wtedy też bardzo przeszkadzają mi różne zapachy, które czuję intensywniej niż zwykle.

No, i to co jest chyba najbardziej męczące dla M. to moje wahania nastrojów. Czasem jestem wściekła jak osa i drę się tak, jak nigdy bym nie pomyślała, że potrafię. Za chwilę się śmieję. 

Łatwo się irytuję i mam chwile, że płaczę bez konkretnego powodu. Ot tak, po prostu, robi mi się jakoś smutno. A wtedy buuuuu! M. przytula mnie wówczas z wyrazem politowania na twarzy i ze słowami na ustach: mój płaczuś, co z kolei albo przyjmuję obojętnie, albo budzi to we mnie kolejną falę agresji...:D

Często jestem zmęczona, senna i rozkojarzona. Wyłączam się w czasie niektórych rozmów.

Biegam do toalety. Do trzech razy w ciągu godziny. I w nocy (na szczęście rzadziej niż za dnia :))

Ogólnie czuję się dobrze (czasem zastanawiam się, czy aby nie za dobrze) jak na to, że jestem w ciąży (?). Tak, ciągle poddaję w wątpliwość fakt, że jestem w ciąży. Chociaż brak okresu i pozytywne testy to chyba wystarczający powód, by ją stwierdzić (???).

Jestem baaaardzo, ale to baaaardzo cierpliwa. Takich pokładów cierpliwości jak ostatnio nigdy w sobie nie miałam...


Grzecznie będę czekać na dzień, w którym zobaczę na USG moje maleństwo. A wtedy odetchnę z ulgą i rozpłaczę się ze wzruszenia...
Będę czekać na dzień, kiedy po raz pierwszy usłyszę bicie jego serduszka. A wtedy rozpłaczę się po raz drugi...
Będę czekać na dzień, kiedy dowiem się, jakiej będzie płci i czy jest zdrowe... I wówczas znów odetchnę z ulgą. Uroni się kolejna łezka.
Poczekam na te piękne chwile w końcówce ciąży. Na ten okres: jeszcze trochę, a będziesz już z nami. Na radosne i niecierpliwe oczekiwanie rozwiązania. Na moje szybciej bijące serce, bo to już, bo ten czas tak szybko minął. I przez głowę przebiegną mi wszystkie wspomnienia z minionych dziewięciu miesięcy. Nad każdym z tych wspomnień przystanę na moment i rozczulę się
Poczekam na dzień, kiedy nasze maleństwo przyjdzie na świat i kiedy oboje je zobaczymy. Dotkniemy jego rączki. Witaj na świecie, dziecinko... Wówczas cały świat przestanie istnieć. Zapłoniemy miłością. Ja i M. Uronimy łzy szczęścia, bo tyle przeszliśmy, aby doczekać tego cudu. I odtąd będziemy już we troje... Będziemy rodzicami.
Poczekam. Na każdą radość i smutek macierzyństwa.
Poczekam. Bo tak bardzo tego pragnę. Być mamą. 
Po prostu.

Te posty mogą Ci się spodobać:

8 komentarzy

  1. A my czekamy razem z Wami! objawów masz więcej niż ja całą ciążę ;D ja trzy lata czekałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja co prawda nie czekałam aż trzech lat i w ogóle wydaje mi się, że nie przeszłam nawet przez połowę tego, co przeżywają pary, które mają problem z zajściem w ciążę.
      Na poprzednią, poronioną ciążę nie czekałam w ogóle, bo kiedy mieliśmy zacząć starania, okazało się, że już jestem :)
      Na obecną ciążę, jeżeli jest, czekałam zaledwie 3 miesiące. To mało, chociaż mi wydawało się wiecznością. Tyle, że po drodze lekarze nawymyślali mi trochę chorób. U M. z kolei wykryto dwa lata temu niepłodność, więc fakt tak szybkiego zajścia w ciążę bez leczenia dziwi nas, ale też niezmiernie cieszy :)

      Usuń
    2. Ja chyba jednak wolę czekanie 3 lata i potem ciążę bez komplikacji, niż tak jak Ty, zajść i stracić.. Ale! NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA! za 8 miesięcy będziesz stękać że już dość i że już chcesz urodzić :)

      Usuń
    3. Strata to najgorsza rzecz, która może przytrafić się kobiecie. Boli na zawsze. Ale tak jak piszesz, rzadko się zdarzają poronienia nawrotowe, więc wierzymy, że tym razem wszystko będzie dobrze.
      Już nie mogę się doczekać tego stękania za 8 miesięcy :)

      Usuń
  2. objawów u Ciebie co nie miara. u mnie całą ciążę brak jakichkolwiek łącznie z oznakami porodu :)
    czekam razem z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm a mi się wydawało, że coś słabiutko u mnie z objawami (porównując z poprzednią ciążą). Kurczę, ale objawy porodu to chyba wolałabym mieć niż miałby się on zacząć w chwili, kiedy byłabym na to najmniej gotowa :)

      Usuń
  3. Cierpliwość to podstawa :)
    Ja miałam okropny ból piersi, odrzut od mięcha - do 7 miesiąca wegetarianizm :P a potem ssanie na smażony boczek ;)
    A w ogóle to jestem dobrej myśli co do Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem dobrej myśli :)
      Ja to mam różnie, są dni, kiedy jadłabym tylko mięsko, a kiedy indziej znowu tylko słodkie :)

      Usuń