Ciąża (nie) jest chorobą

niedziela, lipca 01, 2012

No, i zaczęło się. Dla M. stałam się niemalże niepełnosprawna. Najchętniej zamknąłby mnie w szczelnej otoczce i rozczulał nade mną jak nad jajkiem. 
Wczoraj bardzo się zdenerwował jak wrócił z pracy, ponieważ zrobiłam pranie i generalne sprzątanie, które - swoją drogą - było mi ostatnio bardzo potrzebne do komfortu psychicznego. Przez cały tydzień każdy najmniejszy kurzyk w domu dosłownie wołał do mnie: "posprzątaj". 
M. obiecał, że on to zrobi, a ja wczoraj miałam jedynie zamiar zrewolucjonizowania szafy. Ale jakoś tak się zapomniałam i zapędziłam. W efekcie: błysk w mieszkaniu. 
No, ale wróćmy do złości M. 
M. twierdzi, że jestem nieodpowiedzialna, że się przemęczam (??? jakoś nie czułam zmęczenia) i że ZNÓW coś się stanie (na każde moje słowa, że się boję o ciążę, mówi, żebym przestała, bo wykraczę coś złego, chociaż jest wielkim przeciwnikiem zabobonów). 
Wiem, że się martwi o mnie, o dziecko itd., ale kiedy szuka przyczyn poronienia, które może się zdarzyć, zawsze widzi winę we minie, bo a to nie tak usiądę, a to coś podniosę, a to, że w ogóle do pracy chodzę. I ciągle podkreśla fakt, że jak nie będę uważać, to ZNÓW coś będzie nie tak. Tak jakbym to ja doprowadziła do tamtego poronienia... I chociaż jestem pewna, że mnie nie obwinia, to każda uwaga tego typu z jego strony doprowadza mnie do płaczu (trochę pomagają mi w tym hormony). 
Według zamysłu M. ciąża jest chorobą, ja powinnam rzucić pracę i leżeć plackiem na kanapie. A co ja poradzę na to, że - doszłam sama do takiego wniosku - brutalna prawda jest taka, że na plaster ciąży nie przykleję (przepraszam za wyrażenie wszystkie kobiety, które straciły dzieci i które może to urazić). Tak, tak właśnie jest. Są pewne rzeczy, których nie da się przeskoczyć samymi chęciami. Nic nie zagwarantuje mi szczęśliwych 9 miesięcy. Nawet to, że przez cały ten czas nie będę robić nic poza jedzeniem, spaniem i oddychaniem...


Te posty mogą Ci się spodobać:

6 komentarzy

  1. Rozumiem Twojego M. trochę. Jako mężczyzna ma bardzo mały już wpływ na przebieg ciąży - w sensie techniczno-namacalnym. Nie może za Ciebie ponosić dziecka. Jedyne, o co może zadbać (w sensie fizycznym, psychika to oddzielna sprawa) to, żebyś Ty się nie przemęczała, żeby Tobie fizycznie było dobrze, bo to w Twoim organizmie zagnieździł się potomek - a nie w jego. M. może już tylko wyręczać Cię w innych obowiązkach, więc może skoro mu nie dajesz się wyręczyć, to się wkurza, bo już nie ma jak inaczej (fizycznie) pomóc. Uogólniłam bardzo, ale mam nadzieję, że przekazałam, o co mi chodzi.
    Musicie się jakoś wypośrodkować, bo wiadomo, że nie będziesz przez 8 miesięcy leżała i pachniała. Ty mu daj pole do popisu, on niech Ci zaufa, bo wiesz co robisz.
    A teraz najważniejsze: głowy do góry, uśmiechy na paszczach! Znajdźcie radość w tym co jest i co będzie, i po prostu się kochajcie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, Margot, o co Ci chodzi. Też tak myślę, ale czasem nie daję już rady tłumaczyć M., że wiem, co robię i że to, co robię jest całkowicie bezpieczne. M. potrafi się upatrzyć czegoś groźnego w całkowicie prozaicznej rzeczy... :)
      Nad tym pozwalaniem mu na wyręczanie się muszę pomyśleć. Bo ja jestem typem: wszystko najszybciej i najlepiej zrobię sobie sama :) Dlatego już powiedziałam M.: za tydzień sprzątasz ty, a on wówczas zrobił tylko taką dziwną pytającą minę: po co sprzątać za tydzień, jak w tym tygodniu posprzątałaś na cały miesiąc, tak jest czysto xD

      Usuń
    2. ha, ha, ha skąd ja to znam! też jestem Zosia Samosia, ale wiem, że mojego Michała to denerwuje czasami, bo jak wszystko sama w domu robię, to on nie czuje, że też tu mieszka. Odpuszczam czasami, powstrzymuję się, żeby nie powiedzieć mu, że pomidora to w plasterki a nie w kostkę albo że kuchenkę to mleczkiem a nie ludwikiem itd. Trzeba tym naszym panom dawać pole do popisu, do gderania też i do wyszukiwania niebezpieczeństw w wieszaniu prania... Lepszy przesadnie troskliwy mąż, niż taki, który kazałby Ci cegły nosić. Buziaka mu daj za troskę...i rób swoje

      Usuń
    3. No, M. też się bardzo denerwuje, bo twierdzi, że w porządku wszystko mu ginie :)
      Zawsze, kiedy nakrzyczę na niego, że coś zrobił źle, to po chwili robi mi się go szkoda, jak widzę jego minę. Bo przecież się starał. Nie każdy jest idealny, nie wszystko można kontrolować. Ważne, że w ogóle chce mi pomagać. A przecież w życiu nie jest najważniejsze, jak i kto posprzątał...
      Uśmiałam się, czytając kwestię o pomidorze w kostkę :)

      Usuń
  2. w ciąży raczej nie ograniczałam się z domowymi obowiązkami.
    robiłam wszystko poza noszeniem ciężkich rzeczy.
    dużo spacerowałam, a pod koniec to pobliski las przeszłam wzdłuż i wszerz.
    bądźcie dobrej myśli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Martwi się. Też to wszystko przeżywa.

    OdpowiedzUsuń