Czas się przyznać

niedziela, lipca 15, 2012

Wczoraj w jednym z komentarzy Natalia spytała mnie o to, ile mam lat.
Pisząc o sobie na blogu, faktycznie często pomijałam swój wiek. Miałam ku temu powody. Bałam się, że ze względu na to, jak jestem młoda, nie każdy uwierzy w moją historię, że nie każdy będzie traktował mnie poważnie. 

To, co opisałam na blogu, wydarzyło się naprawdę. I wydarzyło się w moim krótkim życiu wiele innych rzeczy. Mam ogromny bagaż doświadczeń.

Przyznaję się więc oficjalnie: mam obecnie 20 lat.

Od roku jestem mężatką. Ślub wzięłam z czystej miłości. Nikt mnie do tego nie zmuszał.
Za siedem miesięcy zostanę matką. Po raz drugi, bo jedno dziecko straciłam...

Przeszłam przez anoreksję i bulimię, które zniszczyły mi najpiękniejsze lata dzieciństwa. Chorowałam 8 lat, byłam hospitalizowana. W najgorszym okresie ważyłam 30kg przy wzroście 165cm i umierałam.
Wyszłam z tego - dla mężczyzny mojego życia, dla mojego obecnego Męża. Dla Niego i, przede wszystkim, dzięki Niemu.

Przeżyłam ogromne kłótnie i obrazy ze swoimi rodzicami, którzy nie doceniali M. i którzy uważali, że zmarnuję sobie z nim życie, bo jego rodzice są tak zadłużeni, że nigdy się nie spłacą, mało tego - ja będę musiała ich spłacać.
Miał być ślub i huczne wesele, a przez sytuację finansową moich teściów, ledwo odbył się ślub, bo M. musiał za wszystko płacić sam. Było ciężko. Ale nigdy, przenigdy nie żałowałam wesela, którego nie miałam. To był najpiękniejszy dzień w naszym życiu i doceniliśmy jego piękno przede wszystkim dlatego, że nie było tego całego zamieszania związanego z imprezą. Skupiliśmy się na sobie i mieliśmy dzięki temu więcej czasu do rozmyślań nad tym, że właśnie spełnia się nasze największe marzenie.

Po ślubie wyjechaliśmy do Warszawy, gdzie poszłam na studia na UW. Rzuciłam je jednak, pomimo tego, że kiedyś nie wyobrażałam sobie siebie bez tytułu naukowego. Wymarzyłam sobie ambitną karierę pani doktor, obiecałam sobie, że osiągnę wiele, że będę zgrabną, elegancką kobietą na wysokich szpilkach od Christiana Louboutina. I co? W końcu prawdziwa natura we mnie wygrała. Chciałam mieć rodzinę...
Tyle lat życia zaprzepaściłam - każdego roku edukacji byłam najlepszą uczennicą w szkole. Siedziałam ciągle z nosem w książkach. To było jak uzależnienie. Przez to straciłam, a może właściwie nigdy go nawet nie miałam, kontakt z rodzicami, rodzeństwem, całą rodziną. I, dopiero kończąc szkołę, przejrzałam na oczy i uświadomiłam sobie, że w ogóle nie znam swoich bliskich. Postanowiłam, że po raz drugi nie dam się wciągnąć w ten zamknięty, chory krąg, w ten wyścig szczurów. Nie chciałam zaniedbać męża. Przede wszystkim, chciałam mieć swoją rodzinę, dzieci, a nie wyobrażałam sobie, by zajmować się nimi, ucząc się jednocześnie. 
Doceniłam największą wartość, jaką jest rodzina. 
Nie zrezygnowałam z siebie. Dobrze mi z tym, że potrafię teraz żyć i istnieć w społeczeństwie i rodzinie. I satysfakcjonuje mnie to o wiele bardziej niż nauka.

Chcę być po prostu szczęśliwa. Bez wysiłku. 
Kiedyś ciągle musiałam udowadniać sobie kolejnymi osiągnięciami, że jestem dobra, że coś znaczę. Przynosiło to satysfakcję. Na chwilę. Dziś wiem, że to bliscy najlepiej umieją okazać mi, że jestem potrzebna.

Najważniejsza jest rodzina. I tu też myślę inaczej niż kiedyś. 
Bo kiedyś miałam bogate wyobrażenia co do tego, jak ma wyglądać moje UDANE i SZCZĘŚLIWE życie. Ambitna kariera, wielki dom, urządzony w najbardziej wysmakowanym stylu, drogie ubrania, obracanie się w wyższych sferach, pieniądze. Wiem, to jest osiągalne. Przy naprawdę ciężkiej pracy każdy może mieć wszystko to, czego zapragnie. Każdego jest na to stać. Ale to pogoń za bańkami mydlanymi. Te bańki, które się łapie, pękają, giną w otchłani tych nowych, które znów pojawiają  na horyzoncie. 

Doceniłam piękno prostoty i dnia codziennego. A tego wszystkiego nauczył mnie - i uczy nadal - mój najukochańszy Marcin. I za to mu dziękuję. Bo z pustej lali stałam się wartościowym człowiekiem.

Te posty mogą Ci się spodobać:

35 komentarzy

  1. Wieku nie ma się co wstydzić, bo nie metryka ważna, a olej w głowie.
    Gratuluję uświadomienia sobie w porę, co jest ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wynikało raczej ze wstydu, że nie przyznawałam się do wieku, a z tego, że wiem jaka jest "dzisiejsza młodzież", ponieważ widzę, jakie fiu-bździu mają w głowie moje koleżanki. Nie chciałam być postrzegana tak jak one i z góry być skazana na niedojrzałość...

      Usuń
    2. Naprawdę byłaś kujonem?

      Usuń
    3. Oj, strasznym kujonem, takim największym z największych :) ale ściągać dawałam ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje posty.
    Kiedy ja miałam 20 lat...:)
    Było ciężko ale teraz będzie z górki,z Nim i z Dzidziusiem!Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie przesadzaj, Twoje 20 lat to pewnie całkiem niedawno :D
      Tak, najcięższe chwile już za nami, teraz może być już tylko łatwiej, ponieważ mamy siebie i swoją niezależność. A Dzidzia w drodze sprawi, że będziemy mieć jeszcze więcej siły do przezwyciężania trudności życiowych :)
      Pozdrawiam Cię również.

      Usuń
  3. czytająć Twoje posty można pomysleć że jestes starsza, tak dojrzale piszesz,w pozytywnym słowa tego znaczeniu:).jestem od Ciebie 4 lata starsza, a od 8 miesiecy jestem szcześliwą mamą,a od dwóch lat i mężatką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli też w miarę wcześnie wyszłaś za mąż :)
      U mnie to chyba rodzinne :) moja mama była ode mnie jeszcze młodsza, kiedy wychodziła za mąż (miała 18 lat). Była też młodsza kiedy rodziła mnie, bo miała 19 lat (ja urodzę w wieku 21 :) )

      Usuń
  4. Każdy robi jak uważa...Jeśli ci takie życie odpowiada to czemu nie:) Ja znowu nie mogłabym tak żyć...Nauka i studia to dla mnie była podstawa, nie miałam może dobrych ocen, ale dla mnie to wartość najwyższa, a w tym wszystkim pomaga mi rodzina...
    zeschizowałam totalnie gdybym siedziała w domu, staram się być jak najbardziej niezależna od męża, ale ja jestem szczęśliwa gdy coś robię dla rodziny...Od razu kiedykolwiek po macierzyńskim wracam do pracy.Bo nie wyobrażam sobie z dzieckiem siedzieć aż do 3rż.
    na prawdę czytając twoje posty wydawało mi się, że masz ze 24 lata..:) no cóż...widocznie nie metryka jest ważna:)

    Przeszłaś bardzo dużo jesteś wielką zwyciężczynią i na prawdę trzeba brać z ciebie przykład. Sama miałam praktyki w zakładzie psychiatrycznym na oddziale zaburzeń odżywiania i stwierdzam, że to ciężka choroba...jest to tragedia zarówno dla osoby chorej jak i jej rodziny...

    Dlatego kochana JESTEŚ WIELKA!:)I BARDZO CI GRATULUJĘ!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też nauka była kiedyś wartością najwyższą. Życie jednak potrafi nauczyć dużo więcej niż podręczniki.
      Mi nie przeszkadza zależność od męża ani nie będzie mi przeszkadzać siedzenie w domu, zajmowanie się dzieckiem.

      Co do zaburzeń odżywiania, to tym bardziej doceniam dziś rodzinę, bo wiem, ile rodzice przeze mnie przeszli, ile wyrzeczeń, ile musieli dla mnie zrobić. I to oni są wielcy, to im należą się gratulacje, ponieważ od kiedy zaczęłam stawiać się na ich miejscu, wyobrażając sobie, że to moje dziecko jest chore i nieuchronna może być jego śmierć, nie wiem czy podołałabym, czy byłabym w stanie tak walczyć jak oni...

      Usuń
    2. Rodzic dla dziecka zrobi wszystko...byłabyś w stanie jeszcze więcej wywalczyć i za chwilę się o tym przekonasz:)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nam na początku małżeństwa było bardzo ciężko finansowo (mieszkaliśmy w Warszawie, za wynajmowane mieszkanie płaciliśmy całkiem sporo) i nie dalibyśmy rady nawet pracując oboje i ja na zaocznych. Dlatego taka decyzja, tym bardziej, że bardzo chcieliśmy mieć już dziecko.
      Mój M. skończył studia, zresztą jest ode mnie 4 lata starszy, a nic z tych studiów mu nie przyszło.
      Wróciliśmy na stare śmieci, do małego zapyziałego miasta, mieszkamy z teściami i powoli jest coraz lepiej. Do końca roku zamierzamy się wyprowadzić na - wynajmowane - swoje...
      No, ale tak jak piszesz, ważne, by niczego nie żałować. I ja nie żałuję :)

      Usuń
  6. Kochana mając 20 lat byłam gotowa na małżeństwo, na rodzinę, na dzieci, jednak on nie chciał. wiele stracił. teraz parę lat później ja odcinam kupony. mam to o czym marzyłam.
    jesteśmy wygrane w życiu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie byłam gotowa, byłam gotowa w wieku 22. Ale w 25 jak się okazało że rodzina będzie, to gotowość jakoś uleciała... Powoli się uczę być :P

      Usuń
    2. Też myślę, że jesteśmy wygrane :)
      Ale mam świadomość, że niewiele jest takich dziewczyn jak my :)
      Ja w wieku 17 lat byłam już zaręczona i wiedziałam, że to ten jedyny... I już w tym wieku marzyłam o dziecku i wspólnym mieszkaniu. Kończyłam szkołę, zaklinając czas, by biegł jak najprędzej - do naszego ślubu :)

      Usuń
  7. 20 lat? :) Ja nie byłam gotowa, ja miałam fiu-bździu ale każdy dorasta do tego w swoim czasie - ważne żeby iść za głosem serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie koleżanki w moim wieku patrzą jak na wariatkę, a ja z kolei patrzę na nie czasem z żalem, bo mają problemy ze znalezieniem chłopaka, z rodzicami, a ja idę wśród nich z podniesioną głową, bo już osiągnęłam to, co w życiu najcenniejsze, bo jestem spełniona i taaaka szczęśliwa :)

      Usuń
    2. I to jest prawidłowe podejście :D

      Usuń
  8. A dla mnie nie ważny jest wiek tylko to co ma się w sercu i w głowie. Piszesz bardzo dojrzale i cieszę się, że napisałaś ile masz lat, bo to przecież żaden wstyd. Każdy żyje według własnych zasad i to,że chcesz poświęcić się teraz rodzinie nie jest niczym złym. Na karierę i wysokie szpilki od Christiana Louboutina przyjdzie jeszcze czas:P
    A tymczasem wspaniałych miesięcy z brzuszkiem.
    Ps. Uwierz, że ten cudowny czas naprawdę szybko ci zleci. Dopiero sama co dowiedziałam się o ciąży, a tutaj już 22 tydzień. Pozdrawiam. Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może szybko to zleci :) wiem, że ciąża to piękny czas, ale ja już tak bardzo chciałabym mieć dzieciątko na ręku.
      Tak, żyję według własnych zasad, według tego, co podpowiada mi serce. Nie chcę od razu po porodzie iść do pracy, chcę jak najwięcej czasu spędzić z dzieckiem, mieć z nim wspaniałe kontakty od samego początku, chcę, by czuło się kochane i bezpieczne. Mi w życiu tego zabrakło, chociaż mam oboje rodziców. Dlatego uciekałam w zaburzenia jedzenia, szukałam akceptacji, zrozumienia i ciepła rodzinnego. Chcę dać mojemu dziecku to, czego sama nie miałam i nie czułam. Może dlatego tak ważna jest dla mnie rodzina :) I to rodzina daje mi spełnienie, nie muszę w tym celu pracować w korporacji i zarabiać milionów. Pieniądze nie zrewanżują dziecku braku rodziców w domu.
      22 tydzień, Natalko :) już po półmetku... jak się czujesz? :D

      Usuń
    2. Spokojnie i wy doczekacie się tego wszystkiego. Jeszcze troszkę, najpierw musisz przejść przez te wszystkie mdłości, później kopniaczki i bóle kręgosłupa, a potem będziecie we trójkę (oczywiście tych bóli być nie musi:P). Dacie temu dzieciątku wszystko czego zapragniecie i z pewnością będziecie wspaniałymi rodzicami. A ja tak jak i ty czekam by móc już cieszyć się naszym maleństwem. Teraz już będzie z górki (mam nadzieję). Przeszły mi już wszelkie dolegliwości (tzn.zgagi i mdłości), nie mam zachcianek, a jedyne co mi właśnie czasami dokucza to ten ból kręgosłupa. Ale dla naszego synka jestem w stanie wytrzymać wszystko. 3majcie się cieplutko w trójkę:) Natalia

      Usuń
    3. No, to życzę, żebyś teraz faktycznie miała z górki :) Wy też się trzymajcie :)

      Usuń
  9. Ciekawa historia... Może "ciekawa" to nie jest stosowne słowo, ale chodziło mi o to, że taka - nietuzinkowa, nieprzeciętna.
    Moja historia jest np. zupełnie inna - ja zdecydowałam się na dziecko późno (zostało poczęte w dzień moich 28 urodzin :-D) i zrobiłam to świadomie, chciałam urodzić przed 30-tką, ale chciałam też zanim to się stanie maksymalnie dużo "użyć" - poimprezować, rozkręcić firmę, ale przede wszystkim chodziło o podróże - bliskie i dalekie, beztroskie, spontaniczne, nieplanowane. Potrafiliśmy przy obiedzie rzucić hasło: "a może jak zjemy to wsiądziemy w auto i pojedziemy do Budapesztu" :-) i to zrealizować. Zwiedziłam kawałek Europy, w lecie co weekend były wypady pod namiot w inny zakątek Polski, w zimie narty, przeszliśmy z plecakami i kijami do nordic walking prawie całe wybrzeże Bałtyku. Teraz mam dziecko i cieszę się, że pożyłam sobie takim życiem bo teraz to nie jest możliwe. Oczywiście można podróżować, ale to nie to samo: planowanie, pakowanie, wszystko trzeba dostosować pod dziecko. Ale bardzo się cieszę, że zakosztowałam różnych rzeczy, bo będę mogła je później dziecku pokazać: narty, tenis,nordic walking, surfing na Adriatyku, żagle. Cieszę się że "pożyliśmy" beztrosko we dwoje, cieszę się, że teraz jesteśmy w trójkę (więcej dzieci nie chcę mieć) i mam nadzieję, że za kilkanaście lat, kiedy nasz syn zechce się uwolnić spod rodzicielskich skrzydeł znowu będziemy mogli wrócić do "bezdzietnych" rozrywek :-).
    Pozdrawiam serdecznie,
    A.
    http://zyciejakwmadrycie.pinger.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ale nie każdego jest stać na to, by podróżować...
      Ja przed zajściem w tą ciążę, często zastanawiałam się nad tym, czy nie powinniśmy pobyć jeszcze trochę z M. sami, ale to były chwile, za moment znów chciałam mieć już teraz dziecko. M. zresztą też ciągle twierdzi, że byliśmy sami. Przed ślubem, już rok po ślubie. I nam wystarczy. Bo przez ten czas i tak nie szaleliśmy, nie balowaliśmy, nie było nawet okazji. Nasze życie jest od samego początku trudne, chociażby z tego powodu, że nie mamy nawet widoków na własne mieszkanie, nie mamy rodziców, którzy by nas wspierali, a wszystkie pieniądze na "luzie" odkładamy. Nie mamy nawet za co szaleć, trzeba myśleć o przyszłości, o mieszkaniu, teraz o dziecku. Nie każdy ma szansę się wybić i mieć dobrą pracę. Nie mam pewności, że jeżeli odłożyłabym decyzję o dziecku na za parę lat, to w naszym życiu coś by się zmieniało, a nasza sytuacja finansowa i przyszłość rysowałyby się lepiej...
      Niestety, czasem taka jest rzeczywistość. A dziecku o wiele lepiej pokazać świat takim jaki jest, pokazać jak przeszło się przez wiele trudności życiowych niż pokazywać mu narty czy tenis. Jasne, jeżeli ma się pieniądze, to można mu i to pokazać, ale zauważ, że bardzo mało dzieci ma takie dzieciństwo. Inne nie widzą żagli, a są ze swoimi rodzicami szczęśliwe. I są z nich dumne. Wybacz, ale takie jest moje zdanie.
      Pozdrawiam Cię również

      Usuń
    2. Co do kwestii finansowych, to wiesz, właśnie jedno wynika z drugiego. Odłożenie decyji o dziecku dało nam możliwość zapewnienia sobie stabilnej sytuacji materialnej. Od rodziców na starcie nie dostaliśmy nic, bo oboje pochodzimy z rodzin niezamożnych, ale oboje skończyliśmy studia i zaczęliśmy pracować. Sami zarobiliśmy na własne mieszkanie i na życie takie, jakie chcieliśmy prowadzić. Pewnie gdyby od razu pojawiło się dziecko, byłoby inaczej. A co do pokazywania dziecku świata i możliwości jakie daje, to chyba nie ma w tym nic złego. Oczywiście może się chować pod trzepakiem na podwórku, ale skoro sama zarabiam na to, żeby zabrać je na żagle, to czemu tego nie zrobić? Jeżeli to będzie przyjemność dla nas wszystkich to czemu nie? Im więcej człowiek zbierze w życiu doświadczeń tym więcej ma ich do podzielenia się z dzieckiem - tylko o to mi chodziło. A każdy żyje tak jak mu serce podpowiada, nie można oceniać czy lepsze wczesne czy późne macierzyństwo, czy lepsza kariera czy siedzenie w domu. Mam koleżankę która urodziła mając 19 lat i drugą, która urodziła w wieku 37. Obie są szczęśliwe, obie mają wspaniałe rodziny. Każdy pisze własną historię kierując się swoimi możliwościami, potrzebami i pragnieniami.

      Usuń
    3. Czy ja mówię, że pokazywanie dziecku żagli jest złe? Chodzi tylko o to, że nie każdy ma takie możliwości. I nie każde dziecko widzi te żagle. A odkładanie decyzji o dziecku wcale nie musi każdemu zapewnić, że będzie na te żagle pieniądze miał. I nie każdy po skończonych studiach znajdzie dobrą pracę, ale żeby skończyć te studia to chyba muszą też być pieniądze i pomoc rodziców.
      A, i dziecko chowane pod trzepakiem na podwórku wcale nie musi być nieszczęśliwe, bo piszesz o nim jak o dziecku gorszym.

      Usuń
    4. Poza tym my na start od rodziców M. dostaliśmy coś. Kredyt do spłaty. I oprócz tego, że czasem i nam brakuje, musimy go płacić, bo gdyby oni mieli to robić już dawno przymieraliby głodem. Co innego nie dostać od rodziców nic, a co innego nie dostać i jeszcze im dokładać. Niestety, ale w takich sytuacjach dziecko musi się chować pod trzepakiem na podwórku. Ale to nie znaczy, że braknie mu miłości.

      Usuń
    5. A ja wsadzam moją Młodą do auta i jedziemy fruuu (też mamy kiepską sytuację finansową, bo jesteśmy tylko dwie). Nie uważam, że dziecko przeszkadza w podróżach, bliskich i dalekich. Pierwszy raz Maja miała 2 miesiące jak byłyśmy na wycieczce! Grunt to się nie spinać.
      Ja byłam dzieckiem chowanym "na trzepaku" i nie żałuję, że nie podkładano mi wszystkiego pod nos.

      Usuń
    6. A ja wsadzam moją Młodą do auta i jedziemy fruuu (też mamy kiepską sytuację finansową, bo jesteśmy tylko dwie). Nie uważam, że dziecko przeszkadza w podróżach, bliskich i dalekich. Pierwszy raz Maja miała 2 miesiące jak byłyśmy na wycieczce! Grunt to się nie spinać.
      Ja byłam dzieckiem chowanym "na trzepaku" i nie żałuję, że nie podkładano mi wszystkiego pod nos.

      Usuń
    7. Ja też chowałam się na trzepaku i wyszłam na ludzi... I nie czuję się z tego powodu gorsza, tak samo jak nie czuję się gorsza z powodu tego, że nie kończę studiów. Nie każdy musi, chociaż w dzisiejszych czasach jest to "normą". Ale to nie znaczy też, że ja jestem nienormalna, bo tych studiów nie robię.

      Usuń
    8. Ja też spędzałam wolny czas wisząc na trzepaku głową w dół. Ale mojemu dziecku chciałabym dać coś więcej, coś lepszego, bo wiem że świat ma mnóstwo fajnych rzeczy do zaoferowania (sprzyjających umysłowemu i fizycznemu rozwojowi dziecka). I cieszę się, że mogę mu to dać, dzięki wykształceniu i wieloletniemu poświęceniu pracy. Cieszę się że mogę mu kupić to czego potrzebuje, że jakby tfu tfu zachorowało to stać mnie na lekarza, że będzie mógł rozwijać swoje zainteresowania i poznawać świat. Coś za coś. Dzięki temu że czekałam z dzieckiem mam teraz ten komfort. A nikogo nie oceniam, chciałam tylko przedstawić odmienny punkt widzenia. Mój światopogląd jest totalnie liberalny, uważam że każdy może robić co chce (o ile nie krzywdzi innych), nie oceniam i nie porównuję się i nie dyskutuję nad wyższością świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą :-D
      Pozdrawiam!

      Usuń
    9. Mnie też stać będzie na danie mojemu dziecku tego, czego potrzebuje (mój M. od września wraca do wojska jako żołnierz zawodowy, więc trochę więcej jest z tego pieniędzy niż w cywilu), ale być może będę mieć tak jak wielu innych rodziców, których stać na to, by wychować godnie dzieci, ale na wakacje w słonecznej Turcji już nie bardzo...
      Ale to, że nie odwlekałam z decyzją o dziecku nie znaczy wcale, że moje dziecko będzie brudne i głodne. Żaden rodzic nie chce tego dla swojego dziecka i gdyby nasza finansowa sytuacja była aż tak tragiczna, nigdy bym na dziecko się nie zdecydowała. Każdy wie, jakie ma możliwości.
      No, t sobie podyskutowałyśmy :D
      Pozdrawiam Cię również :)

      Usuń
  10. co do tego że młodzież ma, a przede wszystkim dziewczyny dziwne myślenie to się zgodzę. Codziennie jestem pod gimnazjum i jak widzę co te dziewuszyska robią czy mówią to się w głowie przewraca. Ja miałam skończone 20 lat jak wyszłam za mąż, pierwsze dziecko miałam trzy lata później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, z dziećmi z gimnazjum jest coraz gorzej :)
      Czyli też wcześnie zostałaś mężatką :)

      Usuń