Szklanka zawsze do połowy pusta

niedziela, lipca 01, 2012

Nie mogę sobie uzmysłowić. Ciąży. 
Głęboko w sobie czuję, że wszystko jest w porządku, ale nie potrafię sobie wyobrazić, że to wszystko dojdzie do skutku. Że urodzę. 
Trochę brak mi wiary...
Nie wiem, czy to hormony, ale są chwile, że siadam i zaczynam płakać. 
Nie potrafię cieszyć się ciążą. Ciągle doszukuję się we wszystkim albo dowodów na to, że wszystko jest dobrze albo obaw, że coś jest nie tak.
Czekam od wizyty do wizyty u lekarza, czekam na kolejne: " nic złego się nie dzieje". I widzę, że w końcu będzie tak, że do dnia porodu nie uspokoję się. Albo chociaż do dnia, w którym dzidzia poruszy się w moim brzuchu...
Wiem, stres nie jest zdrowy w moim stanie itd. itd., bo wczoraj zdążyłam się o tym nasłuchać od mamy i M. Ale co ja na to poradzę? 
Może to i hormony... ale inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam, że jak znów zajdę w ciążę, będę skakać za szczęścia i szaleć na punkcie dziecka. Że zacznę czytać, jak rozwija się w którym tygodniu, że znów zafascynują mnie sklepy z malutką odzieżą, w których może nie tyle będę już coś kupować, ale chociaż oglądać. A tu łapię się na tym, że udaję, że nie widzę tych sklepów. Mówię sobie: jeszcze zdążę - jak już będę na milion procent pewna, że się urodzi. 

Może to i hormony... a może ten zawód, który przeżyłam?
Wtedy czytałam. Z wielkim zachwytem i nadzieją. 6 tydzień życia, rozwija się to i tamto, dzidzia mierzy tyle i tyle... I co się okazało? Że z moim maleństwem było zupełnie inaczej. Myślałam: bije Ci już serduszko, a Jemu wcale nie biło... ;(
Oglądałam wózki i buciki na sklepowych wystawach. Wybierałam łóżeczko. Pamiętam to wszystko, jakby wydarzyło się wczoraj... I co mi po tym pozostało?...

To całe moje podejście nie wynika z faktu, że myślę, że teraz też jest źle. Że to się podobnie skończy. Nie, tak nie wolno mi myśleć. Ale strach panuje nade mną, nad tym, co racjonalne. 

Czasem zastanawiam, dlaczego tak robię. Dlaczego ciągle sądzę, że mogą przydarzać mi się tylko te złe rzeczy. Dlaczego szklanka jest zawsze do połowy pusta... I skoro potrafię myśleć w tą stronę, to czemu by się nie przestawić i nie zacząć myśleć w drugą? I tak, myśląc negatywnie o przyszłości, mogę się zawieść i może być zupełnie dobrze, tak i, myśląc o niej pozytywnie, mogę się zawieść i może być źle. Tyle że przy tej drugiej opcji prędzej zachowam swoje zdrowie psychiczne...

No. Przelałam tu całą negatywną energię, która we mnie tkwiła i mnie zatruwała. Mam nadzieję, że teraz poczuję się troszkę lepiej...

Te posty mogą Ci się spodobać:

10 komentarzy

  1. Moje dziecko o mało się nie udusiło w trakcie porodu... Tak patrząc, pewność masz dopiero jak dostaniesz dziecko do rąk... Nie możesz tak myśleć kochana... Hormony ci buzują, ja ryczałam w ciąży jak bóbr z byle powodu. Ciesz się swoim stanem, nie próbuj udawać, że biznes ciążowo-dziecięcy cię nie interesuje.. Wiele rzeczy może się wydarzyć ale to nie znaczy że masz spędzić ciążę czekając na nie... Bo to, że raz straciłaś ciążę, nie oznacza, że już nie będziesz mieć dziecka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, hormony faktycznie mnie wykańczają. Albo się wściekam, albo ryczę, albo i jedno i drugie na przemian... Innych nastrojów nie ma.

      Tymi ostatnimi dwoma zdaniami dałaś mi do myślenia najbardziej. Trochę mnie obudziłaś z tego letargu.
      I jak zwykle, masz rację :)

      Dziękuję za podbudowanie :)

      Usuń
    2. Ja nie straciłam dziecka, ja starałam się o nie kilka lat. I całą ciążę drżałam, bo ciągle coś bolało, ciągnęło, miałam skurcze i twardnienia brzucha ciągle i gdybym mogła się podłączyć pod USG i KTG na stałe, na pewno bym to zrobiła. Żadna przyjemność z takiej ciąży. Ciąża była perfekcyjnie zdrowa, urodziłam 8 dni po terminie. I stwierdziłam, że rodzić mogę, pod warunkiem, że ktoś za mnie będzie w ciąży. Moja mała była cały czas od 5 do 15 dni mniejsza niż wskazywał na to wiek z OM, urodziła sie malutka i jest malutka.

      Jedyne co mi się podobało w ciąży to ruchy dziecka, nawet jak bolały już pod koniec. A do czasu aż je poczułam schizowałam i od 12 tygodnia używałam detektora tętna.. :P od razu ostrzegam przed pomysłem nabycia i używania wcześniej - nie wyczuje tętna mniejszego dziecka :P

      Usuń
  2. też tak miałam... musisz sobie uporządkować myśli...i byle by przekroczyć 12 tydzień :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A która tak nie miała...? Ale ciesz się, czerp radość z życia w Tobie. Ja poroniłam raz, dwie ciążę miałam zagrożone ale jestem matką, z dziurką w sercu, co prawda ale udało mi się zachować swój mini rozumek choć byłam bliska szaleństwa. Dobrze, że wylałaś z siebie strach tutaj. Nie jesteś sama, jest blogosfera i my :)

    PS. Już miałam kilka razy coś napisać u Ciebie ale te kody obrazkowe mnie dobijają i nie mogę ich przeczytać, wyłącz, proszę pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, już kilka wyłączałam te kody obrazkowe, a one nadal są??? Spróbuję rozwiązać ten problem...

      Też się cieszę, że mam to miejsce w sieci i Was, bo Wy to kolejne głosy rozsądku, które nie pozwalają mi oszaleć...
      Agnieszko, bardzo mi przykro z powodu Twojego poronienia...
      Dobrze, że zachowałaś swój, jak to napisałaś, "mini rozumek". Może dzięki Wam i mojemu kochanemu M. i mi się to uda. Jakoś muszę przeżyć. Bo dla takiego cudu warto...

      Usuń
  4. ja niestety mam wrażenie, że poronienie na zawsze mnie "naznaczyło" długo bałam się kupić np spodnie ciążowe (mimo, że się juz w swoje nie mieściłam) bo się bałam, że nie zdążę ich założyć, tak było ze wszystkim ubrankami, wózkiem... powoli małymi kroczkami przełamywałam wszystkie opory...
    przed kolejna ciążą myślałam, że jak minie ten konkretny etap w którym wtedy się TO wydarzyło to odetchnę, hmm oj nie do końca tak było, choć wiadomo im bardziej zaawansowana ciąża tym większa wiara, że tym razem będzie mi dane mieć dziecko na rękach...
    a wizyty miałam co 4tygodnie, 2 tygodnie po jeszcze zachowywałam spokój, w 3 tygodniu już się zaczynały "głupie" myśli,a w 4 byłam nie do zniesienia :P
    naprawdę życzyłabym ci, abyś miała inaczej i tą ciążę przeszła tak radośnie jak powinno się ją przeżywać, bo to jednak cudowny stan...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, wracam i co czytam?W ciąży jesteś. Ale się cieszę i z całego serducha gratuluję.

    Book, cup of coffee and I

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam w ciąży podobne odczucia. Właściwie do dnia porodu wielu znajomych nie wiedziało, że jestem w ciąży. Bałam się cieszyć, zakupy robiłam bardzo ostrożnie i do samego końca miałam schizy, że coś pójdzie nie tak. Rok później zazdrościłam przyjaciółce jak ta celebrowała ciążę, kupowała malutkie ubranka, pokazywała na fejsie zdjęcia brzucha itd. Ja nie umiałam, i doszłyśmy obie do wniosku że to przez fakt, że przez tak wiele lat nam sie nie udawało, że drżałam przy każdym dziwnym bólu brzucha, dodatkowo ciąża bliźniacza uznawana jako patologiczna traktowana była przez mojego ginekologa z większą uwagą - nakazy leżenia, oszczędzania się, masa leków itd. Stwierdziłam, że ciąża to chyba nie okres na moje nerwy ;) Teraz z perspektywy czasu wspominam nawet miło ten czas, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Trzymaj się i choć nie odkryję Ameryki napiszę: myśl pozytywnie. Przynajmniej się staraj :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakbym czytała o sobie. Wierzyłam że gdy młode zacznie się ruszać strach minie- nie minął, że gdy będę w szpitalu podpięta pod KTG strach minie- nie minął. Gdy młody sie urodzi odetchnę z ulga- nie odetchnęłam, że gdy skończy rok zacznę spać spokojnie bez strachu że przestał oddychać- codziennie co najmniej 3 razy w nocy sprawdzam jego oddech. I ten strach chyba nigdy nie minie. Nasz aniołek miał 8 tygodni gdy odszedł. A do dziś ból pozostał w sercu. Nie wiem jak zniosę drugą ciążę, czy się na nią w ogóle zdecyduję...Za was mocno ściskam kciuki i niesamowicie się cieszę czytając że pod sercem nosisz życie! :)

    OdpowiedzUsuń