Ciążowe wycie

czwartek, sierpnia 09, 2012

Jakaś straszna chandra mnie dopadła :(
Któryś dzień mam ochotę tylko płakać. Bez konkretnego powodu. Po prostu mi źle.
Nie wiem, czy winę za stan rzeczy zwalać na hormony czy może na pogodę, która znów robi się paskudna.
A może to mi coś się w głowie poprzestawiało?

Dopadają mnie wspomnienia. Miłe. I te gorsze. Nie mam wpływu na tę melancholię.

Do tego wszystkiego doszedł jakiś dziwny strach o Maleństwo. Już tak długo nie byłam u lekarza, nie słyszałam serduszka. Martwię się, czy Dzidziuś dobrze się rozwija. 

Głupie, ale zastanawiam się, czy będę dobrą matką. Jak sobie ułożymy życie we troje. Jak zmienią się relacje moje i M. 

M. dużo pracuje. Brakuje mi go. Nie rozmawiamy zbyt często. Mam wrażenie, że urywa nam się więź, że gdzieś pośród gonitwy za pieniędzmi i pośród problemów straciliśmy siebie. A zawsze powtarzałam, że nic nie jest tak ważne jak miłość. I co? Strach o przyszłość nas zjada. M. jest tym wszystkim przytłoczony. A ja? Mam wrażenie, że zaczęłam sobie to wszystko olewać. Żeby było mi łatwiej. Co nie znaczy, że kłopoty znikają... I co nie znaczy, że faktycznie mi lepiej.

Czekam tylko do następnego piątku, do kolejnej wizyty u lekarza. Żeby wreszcie usłyszeć, że Maleństwo rośnie, że mu dobrze u mamusi w brzuchu.

P.S. Od jakiegoś czasu rano bardzo kiepsko się czuję. Dzisiaj zasłabłam. Nie wymiotuję, a mdłości przechodzą już w łagodniejsze. 
Miewam bóle podbrzusza. Tzn. takie lekkie ciągnięcie i ukłucia po bokach. To normalne?...

Te posty mogą Ci się spodobać:

19 komentarzy

  1. Ciągnięcia i kłucia u mnie były normą, ale zapytaj lekarza przy okazji. Niestety zmienne nastroje, lęki i obawy też towarzyszyły mi całą ciążę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ciągnięcie i kłucia to więzadła. Brzuszek przecież rośnie. Kłucia są delikatniutkie, ale kłuło mnie podobnie tylko dużo mocniej na poronienie... Dlatego się martwię...

      Usuń
  2. Trzymam kciuki, żeby humor Ci sie polepszył :) A Mamą będziesz najlepszą na świecie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również miałam takie kłucie, pobolewanie podbrzusza i sama wywnoskowałam, że jest to wynikiem moich emocji, zdenerwowania, czasem właśnie płaczu. Dzidziś rośnie, więc wszystko musi się trochę rozciągnąć. Jak miałam te bóle to brałam nospę.
    Obawy, które masz do tej pory pewnie wynikają z tego, że straciłaś Wojtusia, a obecne wizyty u lekarza są rzadkie. Po wizycie, po usłyszeniu serduszka będziesz mogła góry przenosić:) Powód do zadowolenia już jest, bo skończyły się wymioty. O zasłabnięciu musisz poinformować lekarza. U mnie jest to wynikiem niskiego ciśnienia. Jednak pisałaś, że ciśnienie masz teraz w normie, więc może to brak jakichś witamin, mikroelementów... Może warto brać witaminy dla kobiet w ciąży... A na wizytę idziecie razem z M.?
    Mój Tomek też sporo pracuje i też czasem wkurza mnie fakt, że tak mało przebywamy razem (kiedy studiowałam nie odczuwałam tak tej jego nieobecności, bo sama wracałam późno). Znalazłam jednak sposób - dużo częstsze spotkania z kumpelami u mnie w domu:) To naprawdę niezły patent:) Dzięki rozmowom, żartom przestaje się myśleć co kłuje, co pobolewa i jakoś wtedy mniej boli:) Ja zdecydowałam się też na zapisanie na bezpłatny internetowy (darmowy:)) kurs fotografii:) Bo ile można oglądać tv, siedzieć w necie i gotować obiady;) Od tego nadmiaru czasu wolnego przychodzą do głowy różne smutaski, pogarsza się nastrój, więc jeszcze bardziej smutno, więc znowu negatywne myśli i koło się nakręca. A może warto porozmawiać i powiedzieć M. o swoich uczuciach. My mamy swój rytuał: rano wstaję z T. z samego rana (godz.5-6)kiedy on idzie do pracy, on je śniadanie, ja spijam herbatkę. Potem wtulam się w jego poduszkę (bo ciągle czuć jego zapach, który mnie uspokaja) i śpię do 10:) Potem robię obiad. On w wolnej chwili dzwoni do mnie, czasem zaskoczy mnie kiedy w trakcie pracy wpadnie przywieźć moje ukochane nektarynki. Ogarniam pokój, czytam blogi, potem jakieś spotkanie i zaraz jemy wspólny obiad (nie takie zaraz, bo wraca około 17-18). No i niechcący się rozpisałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że się rozpisałaś :)
      Ostatnio też bardzo mocno się stresuję tym, co z Dzidziusiem i czasem myślę, że od tego faktycznie może boleć mnie brzuch.
      Biorę witaminy dla ciężarnych, ciśnienie w ciąży właśnie mi się podwyższyło, a co dzień rano i tak czuję się bardzo słabo.
      Tak, M. na wizytę zawsze chodzi ze mną, chociaż do tej pory nie wchodził do gabinetu (myślę, że tym razem wejdzie, bo już nie powinnam mieć usg dopochwowego :)).

      Też myślę, że powinnam spędzać więcej czasu w towarzystwie, włożyć jakiś wysiłek intelektualny np. w uczenie się czegoś, ale ten mój dołek idzie właśnie w takim kierunku, że mi się nie chce. Nic, kompletnie nic potrafię nie robić przez cały dzień, przy czym oczywiście narzekam, że nic nie robię... :)

      Usuń
    2. Ja ostatnio miałam dopochwowe przy moim Tomku;) Okazało się bowiem, że nasza Kruszynka tak wywija rączkami i nóżkami, że lekarz nie mógł uchwycić dobrego zdjęcia robiąc USG przez brzuch:) A niedługo Twoja wizyta... Może lekarz powdpowie jakie mogą być przyczyny tego, że słabo się czujesz. Najważniejsze, żeby Dzidziuś dobrze sie rozwijał i był zdrowy:) Nie stresuj się, bo to źle wpływa na Waszego Tadzia:) No i pewnie te bóle brzuszka to właśnie sa wynikiem stresu.
      A jeszcze miałam napisać we wcześniejszym poście napisać, że na tym zdjęciu obk to w życiu bym nie pomyślała, że ta kobieta ma chandrę;) Jesteś naprawdę ładna:) A na chandrę... mi kiedyś pomagała czekolada:D Tylko teraz mam mdłości jak o niej myślę, ale może Tobie pomoże:)

      Usuń
    3. No, ja niestety też mam mdłości na czekoladę :) słodkiego w ogóle nie tykam :)
      Cóż, kolejna osoba zawstydza mnie, pisząc o mojej "ładności". Ja bym co do niej nie była taka przekonana, w każdym bądź razie tak, ja też miewam chandrę :)
      O kurczę, to dzidzia już na tym etapie ciąży jest w stanie tak wywijać rączkami i nóżkami :) cudownie...

      Usuń
    4. Ja widziałam obraz w 3D i na nim było jeszcze bardziej widać takie wywijające dzieciątko:) Lekarz to powiedział, że dawno takiej wiercipiętki nie widział;) Już nie mogę się doczekać Twoich wrażeń po USG, to już niecały tydzień:)
      A tego, że jesteś ładna - powinnaś być pewna i nie ma co się zawstydzać:)

      Usuń
  4. więź się nie urywa...to taki etap.Będzie jeszcze ich dużo;dziwnych,burzliwych,klęski i wspólne radości-żucie!
    Pieknie zmieniłaś bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mam nadzieję, że to tylko taki etap. Pewne masz rację :)

      Usuń
  5. mnie każda następna wizyta u lekarza umacniała psychicznie pozytywnie ;-) więc szybkiego piątku ci życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mnie też by to umocniło. Żebym wiedziała chociaż, że rozwija się tak jak trzeba :)
      Czas - na szczęście - mija szybko, a do piątku już tylko tydzień :D

      Usuń
  6. Na zapas się nie martw :*
    A ze swoim mężem porozmawiaj i sobie to wytłumaczcie. Więź się nie urywa może coś źle odbierasz?
    Buziaki Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę regularnie zaglądać :))
    Mnie też dopadają myśli o zdrowie maleństwa chociaż w usg wszystko ok :) To takie troski przyszłej mamy... a humory miewałam straszne... ryczałam, marudziłam, czułam się źle :(
    Hmmm... jeśli chodzi o kontakty z mężem... uważam, że każdy ma jakieś kryzysy, czasem problemy przytłaczają ale najczęściej samo się nie rozwiąże :/ trzeba nad związkiem popracować...
    Mi brakuje aktualnie namiętności... wiem, wiem,że ciąża itd... Ale przestałam czuć się kobieco - absurd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też brakuje namiętności i - chociaż nie mam jeszcze wielkiego brzucha - przestałam, tak jak Ty, czuć się kobieco... A mąż tłumaczy się, że boi się do mnie dotknąć, bo ciąża :O

      Usuń
    2. Ciąży o ile lekarz powie inaczej to nie zaszkodzi :)

      Usuń
    3. No właśnie lekarz, ze względu na polipa, zabronił nam :/

      Usuń