Natłok bzdur w ciężarnej mózgownicy

poniedziałek, sierpnia 06, 2012

Wstaję przed godziną 6. Razem z M.
Bo nie mogę spać. Bo mam okrutne mdłości.
Z trudem zjadam śniadanie (ostatnio każdy posiłek zjadam z trudem). 
Ono, wmęczone z takim wysiłkiem, wraca.
Siedzę. Czekam, by ponownie nakarmić pusty już żołądek. 
Jeść albo nie jeść? - oto jest pytanie... 
Jem. 
Nie było powtórki z rozrywki...

Schudło mi się przez te mdłości. Na razie tylko kilogram. Ale jednak... Mam nadzieję, że waga dalej ani drgnie.

Hormony biorą nade mną górę. Płaczę bez sensu. 
Wczoraj w końcu zachciało mi się śmiać z samej siebie, jak posłuchałam, co gadam i jaka jestem żałosna. M. mnie tulił i powtarzał, że wszystko jest ok, a ja dosłownie wyłam (mniej więcej w taki sposób): "buuu, zrobię się gruba. Jestem brzydka i i i już nie mieszczę się w swoje, buuuu, ubra-, ubrania. Chcę się móc ubrać jak człowiek, buuu..., a nie mogę, buuu" (a w myślach: "czemu wszystkie spodnie dla ciężarnych są taaaakie, buuu, bezkształtne"). 
Kiedy teraz sobie przypominam ten obrazek, to pękam ze śmiechu. Wyglądało to przekomicznie, jakby popatrzeć na to z boku: ja, z błahym problemem, który w ciążowej mózgownicy urósł do rangi wydarzenia narodowego i M., który cierpliwie i ze zrozumieniem głaszcze mnie po głowie i tuli, i ogólnie zachowuje się tak, jakby chciał powiedzieć: "tak, tak, Skarbie, wiem, że cierpisz, jestem pełen zrozumienia dla Twojego bólu".
(Zdarzyło mi się też płakać, krojąc mięso na obiad :))

A poważnie? Naprawdę bywają chwile, że ciąża mnie przerasta. Ze względu na poprzednią stratę. Nie dość, że przygniata mnie do ziemi naprawdę kiepskie samopoczucie (co w ciąży jest zresztą normalne), to jeszcze moje lęki. 
Boję się, że coś się stanie. Nie potrafię sobie uzmysłowić, że za 6 miesięcy urodzę. Że donoszę... Nie kupuję nic dla dziecka, nie planuję porodu, w ogóle o niczym takim nie myślę. Jakby mnie to miało nie dotyczyć. Bynajmniej nie w najbliższym czasie. Mama mi tłumaczy to i owo, a ja jej słucham i zastanawiam się: "poród? jaki poród?"...
Niszczy mnie ogromne poczucie odpowiedzialności (z którym, czasem myślę, będę musiała się pogodzić. M. twierdzi, że TEN strach o dziecko będzie towarzyszył mi/nam już przez całe życie). 
Nie potrafię dać sobie rady. Wiem, że muszę na siebie uważać, ale nieraz zastanawiam się, czy aby na pewno robię wszystko, by moje dziecko było bezpieczne. 
Nie mogę się już doczekać kolejnej wizyty u lekarza i potwierdzenia, że Maleństwo ma się dobrze.
I chociaż nie dzieje się nic, co kazałoby mi mieć chociaż cień wątpliwości co do tego, że ciąża przebiega prawidłowo, to jednak pojawiają się te irracjonalne lęki. Wiem, że nie są one dobre dla Dzidziusia, tym bardziej kiedy przeradzają się w większy stres. I to też mnie martwi. 

Eh, jestem absurdalna i - jak zwykle - zamartwiam się na zapas. Zapewne niepotrzebnie. 
Dobrze, że chociaż M. twardo stąpa po ziemi i stopuje moje destrukcyjne, coraz szybciej galopujące myśli. Co ja bym bez Niego...

Te posty mogą Ci się spodobać:

27 komentarzy

  1. Myślę, że całkiem normalne są twoje obawy i tak jak mówi twój mąż, będą wam już zawsze towarzyszyć. Mam nadzieję jednak, że uda ci się znaleźć w tej całej sytuacji chociaż trochę pozytywnych stron i będziesz mogła cieszyć się ciążą. 3mam kciuki, aby wszelkie dolegliwości odeszły w niepamięć. Wszystko będzie dobrze, a za 6 miesięcy... będziecie tulić małą istotkę:)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja też mam nadzieję, że w końcu zacznę cieszyć się ciążą... Chociaż myślę, że wiele tu mieszają hormony, do tej pory nie miałam AŻ TAKICH lęków i smutków :)

      Usuń
  2. Ja mogłabym codziennie chodzić do lekarza i słuchać bicia serduszka, żeby każdego dnia móc się upewniać, że wszystko dobrze.
    A za wstawiennictwem Wojtusia na pewno wszystko będzie dobrze z tą ciążą - z Tadziem lub z ...?
    A z tym płaczliwym nastrojem to mam podobnie, bo ostatnio płakałam, bo ubrudziłam sobie bluzkę. Mama się darła, że płaczę z bzdurnego powodu a Tomek tulił i wybierał mi bluzkę na zmianę (ja w tym czasie stałam przed szafką i płakałam coraz bardziej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacze są śmieszne :) oczywiście, sytuacje banalne, ale zauważa się to dopiero jak równowaga emocjonalna na chwilę wróci do normalności :D
      Z Tadziem? Hehe, no nie powiedziałabym, że się w ostateczności na tego Tadzia zgodzę, bo jakoś tak mnie trochę uwiera :)

      Usuń
    2. Myślałam, że jeśli synek to "Tadzio" ma już zaklepane imię:) A na tym badaniu, które teraz będziesz miała 17 sierpnia to pewnie już się dowiesz czy to chłopiec czy dziewczynka:)

      Usuń
    3. He, tatuś zaklepał, ale ja muszę postawić pieczątkę :) a na razie się zastanawiam :)
      No, właśnie raczej mało prawdopodobne, że już się dowiem jaka płeć, ponieważ lekarz, do którego chodzę, w ogóle nie lubi mówić czy chłopiec czy dziewczynka, a jeżeli już to dopiero gdzieś na półmetku ciąży :/

      Usuń
    4. No właśnie ja jak poszłam do lekarza i powiedział, że dziewczynka to bardzo się zdziwiłam, że tak wcześnie powiedział płeć. Choć tak sobie myślę, że śmiesznie będzie jak się okaże na następnej wizycie, że to synek:)

      Usuń
    5. Ja się właśnie bardzo zdziwiłam, kiedy lekarz podał płeć. Śmiejemy się, że na każdej wizycie nasza kruszynka będzie raz dziewczynką, a raz chłopcem:)

      Usuń
    6. Jeżeli lekarz ma doświadczenie i dobry sprzęt to jasne, że zauważy płeć :)

      Usuń
    7. Ale tak wcześnie? Jak byłam wtedy na USG to był wg OM 11tydzień6dzień, a wg USG 12tydzień 1 dzień. Powiedział, że na 80% dziewczynka. Ja rozumiem 14 tydzień, ale nie 12...

      Usuń
    8. No w sumie faktycznie dziwne. 14 tydzień to jeszcze... No, ale może coś tam ujrzał :)
      Ja jak teraz pójdę, będę zaczynać 14 tydzień, ale myślę, że się nie dowiem :)

      Usuń
  3. ja się schizowałam całą ciążę, przez to miałam bardzo napięty brzuch i częste braxtony co schizowało mnie jeszcze bardziej. ot spiralka taka... tulę! co do płci to ja na połówkowym się dowiedziałam, ewidentnie było widać ze dziewczynka jest ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też odkąd zaczęłam schizować, jakoś gorzej się czuję :/ tak jak piszesz, błędne koło...
      Też myślę, że dowiem się na USG połówkowym dopiero, póki co, nie nastawiam się specjalnie na tą wizytę. Zresztą, jeżeli lekarz ma mi powiedzieć, że na 60% chłopczyk albo dziewczynka, to wolę nie wiedzieć wcale. Niepewne to po co się nastawiać...
      Może mówić, jak będzie pewien w 90 procentach :)

      Usuń
    2. mi najlepiej robiło towarzystwo, na pogaduchach zaraz brzuch przestawał się spinać ;D im bardziej sama, tym gorzej... bo za dużo czasu na myślenie!

      Usuń
    3. Wiem, wiem, ja to nawet mdłości w towarzystwie mam mniejsze, bo się na nich tak nie skupiam :)

      Usuń
  4. Ah te hormony. Ale nie rozumiem jednego, co to znaczy planować poród?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planować... Hm, tak jakoś napisałam. Miałam namyśli to, że nie wyobrażam sobie, nie zastanawiam się, jak to będzie wszystko przebiegać, jak to będzie kiedy pierwszy raz zobaczę Maleństwo itd :)

      Usuń
    2. Aha, bo spotkałam się z bardzo dziwną tendencja i modą na tworzeniu planu przebiegu porodu, co jak czytałam z perspektywy mojego porodu okazało się "śmiechem na sali"

      Usuń
    3. Plany porodu sprawdzają się chyba tylko w Stanach, chociaż i tam nie zawsze można się ich trzymać.
      W Polsce wątpię, by przy takiej służbie zdrowia jeszcze móc sobie rządzić: ja chcę tak czy tak.
      W ogóle plan porodu to dla mnie śmieszne pojęcie, bo poród jest jedną z chyba najmniej przewidywalnych rzeczy. Ustalę sobie, że chcę rodzić naturalnie i to wszystko potem weźmie w łeb, bo się np. okaże, że jest jakiś problem i trzeba robić CC. I po co mi wtedy punkty: poród naturalny, z/bez znieczulenia itd...
      Ja bym raczej zdawała się na naturę, na to co przyniesie los i czego będzie potrzebował w czasie porodu mój organizm. Wydaje mi się, że lekarze najlepiej wiedzą co robić i powinni właśnie to robić, a nie patrzeć na to, co sobie wyobraziła ciężarna, która nie ma nieraz bladego pojęcia o tym, jak przebiega poród i jakie mogą wystąpić komplikacje.

      Usuń
  5. obawy są jak najbardziej normalne.
    mi towarzyszyły do 38 tygodnia, póki ciąża nie była donoszona, a później po terminie czy wszystko jest dobrze z córką.
    w sumie to towarzyszą nadal, teraz ze zdwojoną siłą, ale warto.
    uszy do góry.
    myśl pozytywnie.
    nie łam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak myślałam, że to normalne. Tylko czasem może trochę przeginam :)
      No, i mam tę świadomość, że odkąd ujrzałam na teście dwie kreski, strach o dziecko będzie mi towarzyszył do końca moich dni.
      Ale na pewno masz rację z tym, że warto.
      Dziękuję za pozytywne słowa :)

      Usuń
  6. Nawiasem mówiąc śliczne nowe zdjęcie w profilu dodałaś. Piękna jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hę? :) co Ty piszesz, kobito? :)
      Przeciętniak ze mnie :)

      Usuń
  7. Korzystaj kochana z tej ciąży, ja też całą swoją się martwiłam na zapas, nie robiłam sobie zdjęć, dopiero pod koniec kupowałam ubranka. Wtedy wydawało mi sie to bardzo uzasadnione, byłam przerażona czy wszystko się uda, czy dzieci urodzą się zdrowe i jak to będzie później. Teraz wydaje mi się że trochę przesadzałam i zamiast korzystać z tego pięknego okresu ja się zadręczałam, tylko chyba wtedy inaczej nie umiałam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że nie potrzebnie się zadręczam i tracę tym samym możliwość doceniania tych pięknych chwil ciąży. Bo każdy jej dzień jest cudem, jest wyjątkowy, a ja beczę bez powodu...
      No, ale, niestety, czasem tak już jest, że nie umie się inaczej. Taki rodzaj miłości.
      Moja mama ciągle mi powtarza, żebym robiła tak jak ona. Nie myśleć nawet, że cokolwiek mogłoby być nie tak. Myśleć tylko i wyłącznie pozytywnie.
      Moja mama zawsze ma rację. I jeżeli ona mówi, że wszystko będzie dobrze, to nie pozostaje mi nic innego, jak jej zaufać :)

      Usuń
  8. Zgadzam się - piękne zdjęcie dodałaś na blogu. :)

    OdpowiedzUsuń