30 tydzień skończony!!!

piątek, grudnia 14, 2012

Od dziś będzie nam towarzyszyć trójeczka przy liczeniu tygodni :) 
Zaczynamy 31 tydzień ciąży :D
Teraz to już poleci... :D

Wczoraj byłam na pobraniu krwi, ale wyniki morfologii odbiorę dopiero na kolejnej wizycie u ginekologa. Mam nadzieję, że anemia trochę zelżała i że ogólnie ze mną lepiej, bo ilość tabletek, jakie biorę jest całkiem pokaźna. Ale zauważyłam, że leki rozkurczowe powoli zaczynają działać (dopiero po tygodniu) i brzuch już tak bardzo się nie stawia... 

Noce są coraz cięższe. Kiedy się kładę, zaczyna się zgaga, ból kręgosłupa, problem z ułożeniem i zapchanym nosem. No, i non stop siku. 
Moje noce polegają teraz głównie na przechadzkach po domu, chociaż, nie powiem, senna jestem. A jak już usnę, wybudzają mnie nie tyle sny, co jakieś głupie przebłyski pt. "może z Nelą jest coś nie tak?..." albo "czemu ona tak mało się rusza?..."
Ale Nel rusza się, chociaż już powoli i bardziej leniwie, z braku miejsca chyba... Póki co, jej nóżki zabawnie mnie łaskoczą, kiedy wkłada mi je pod żebra...:)

Brzuch czasem pobolewa. Mam tu na myśli ciągnące więzadła, jakieś delikatne ukłucia po bokach, ból promieniujący na pachwiny... To wszystko jest (chyba) normalne na tym etapie ciąży... Chociaż czasem mnie martwi... Być może jestem odrobinę przewrażliwiona, ale nie wiem, czego mam się spodziewać po pierwszej ciąży, która dobrnęła tak daleko...

Rozstępów na brzuszku brak, parę malutkich pojawiło się na piersiach, ale przeżyję jakoś ich obecność :)

Siara - niezmiennie obecna, chociaż zdarzyły się ostatnio jakieś trzy dni przerwy i już myślałam, że odpuściła.

Coraz częściej chciałabym, żeby ciąża się skończyła i żebym mogła tulić już Kornelkę do siebie. 
To chyba jakiś kryzys III trymestru... :( Dokucza mi już naprawdę wszystko. 
Wczoraj od samego rana beczałam jak dziecko i beształam M. za to, że mnie nie rozumie ;) Że ja nie śpię całymi nocami, że łażę jak głupia, chociaż z chęcią bym sobie pochrapała jak on, a jeszcze rano muszę wcześnie zrywać się z łóżka i na głoda jechać 30 km na badania krwi... Oprócz tego oczekuje się ode mnie, żebym była cały czas milutka, uśmiechnięta i zadowolona, żebym wciąż odkrywała w sobie boginię seksu w łóżku, podczas kiedy ja czuję się jak wielka, ociężała, ołowiana kula, co tylko toczyć się może... 
A już coraz bardziej irytuje mnie fakt, że najprostsze czynności typu schylenie się i założenie butów wywołuje u mnie dyszenie w stylu parowozu. A kiedy założę już te buty, przy których M. coraz częściej uparcie chce mi pomóc (o, zgrozo! Przecież jeszcze dam radę sama! :)) i spojrzę w lustro, wybucham śmiechem: jestem czerwona jak burak! Wchodzenie na schody wywołuje tak szybkie bicie serca, jakbym przebiegła maraton...
A, kurczę, wcale nie jestem jeszcze taką wielką krową... 6kg do przodu, mówią, że szczupła, że nie widać, że to już 7 miesiąc... 

Wczoraj wybrałam się do ZWYCZAJNEGO sklepu, żeby sprawdzić, czy uda mi się kupić dla siebie jakieś ładne (nieciążowe!) ubranko na święta. I udało! Sweterek i koszulka w rozmiarze M i L (!!!), chociaż pierwsze co, to łapałam wszystko XL... . 
Nie muszę chodzić w ciążowych namiotach, tak jak uważa moja mama... Bo ja się swojego brzuszka nie wstydzę! O!

Wczoraj byłam też w Empiku i już miałam w rękach gotowy album dla maluszka (o taki), już miałam kupić, ale znów jakieś wątpliwości... Postanowiłam w końcu: album zrobię sama! Coś w stylu scrapbook, ale nie do końca, ponieważ nie znam się na tym aż tak dobrze, no i typowych akcesoriów brak... Po świętach wezmę się za album tak na dobre, a efekty mojej pracy na pewno pokażę na blogu :)

Póki co, muszę brać się za poważne i generalne porządki w mieszkanku, chociaż już od jakiegoś czasu coś tam skubię w tym temacie. Jutro pomoże mi M., bo po niedzieli znów przepadnie na tydzień - kolejny kurs :/ Za to ja w przyszłym tygodniu zacznę przygotowania do świąt: ozdabianie, gotowanie, pierniczki itd...

Już się nie mogę doczekać tej cudownej świątecznej atmosfery :) Byle tylko pogoda dopisała i śnieżek pozostał, bo pogodynki coś ostatnio bąkają pod nosem o ociepleniu...

I jeszcze coś do posłuchania :)

 

A ja idę prasować :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

7 komentarzy

  1. teraz już coraz bliżej jak dalej:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej czuć się nie będziesz;)
    I tak jak piszesz mimo tego, że dużo nie przytyłaś to i tak jest ciężko pod koniec.
    I to spanie w nocy, wiem coś o tym...
    Masz szczęście, że nie ma upałów..

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba czytam o sobie;) Też wstaję w nocy po kilka razy na sikanie, przekręcanie z boku na bok wcale nie jest takie łatwe - za każdym razem się wybudzam. Już nie mówiąc o znalezieniu odpowiedniej pozycji do zaśnięcia. Potrafię rozpłakać się z byle powodu, ostatnio dlatego, że wszystko wypadało mi z rąk, a ciężko się schylać po raz kolejny i to coś podnosić. Tomek też zgarnął opierdziel za to, że to ja muszę pamiętać o wszystkich lekach, łykać multum tabletek, pamiętać o wizytach, badaniach. Nawet o to, że to mnie boli brzuch, że to ja jestem w ciąży, o to, że to ja chodzę jak kaczka i na nic nie mam siły.
    A album dla Matiego chcę kupić dokładnie ten z empiku, który dodałaś w linku:) No i jeszcze chcę kupić coś takiego: http://www.facebook.com/pages/Magielnica-Skrapu-Skarbnica/257622614357992?sk=photos#!/photo.php?fbid=282279955225591&set=a.257912444329009.69295.257622614357992&type=3&theater
    tylko dla chłopca:) Bardzo mi się podobają te pudełeczka pamiątkowe:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahhh sama to przerabiałam :) . Dasz radę... najgorzej to to zakładanie butów i skarpetek ale po 38 tygodniu jest lżej, bo brzuszek się obniża.
    Teraz macie już coraz bliżej narodzin Malutkiej :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalne, wiem bo też miałam takie ciągnięcia i bóle :)
    Już niedługo, lepiej niech Kornelia jeszcze tam posiedzi :)

    OdpowiedzUsuń