Poświątecznie. Pełna obaw.

czwartek, grudnia 27, 2012

Mam wrażenie, że święta przeżyłam, tkwiąc w jakimś dziwnym transie. Po pierwsze, zupełnie brakło mi tej całej atmosfery, po drugie - wszystko minęło jeszcze szybciej niż zwykle...

W Wigilię obudziłam się obolała i spuchnięta przez ząb, pękała mi głowa, bo noc mnie wymęczyła, czułam się dosłownie chora. Zastanawiałam się, jak przeżyję te święta i jak cokolwiek zjem. Aleee... pod wieczór bolało już coraz mniej, chociaż bałam się, że to tylko chwilowe... W pierwszy dzień świąt ćmiło, ale w porównaniu do nieustającego bólu z ostatniego tygodnia było super i miałam wrażenie, że trafiłam do raju :) Wczoraj wszystko wyciszało się dalej, a dziś już nie boli, tylko jakoś tak dziwnie swędzi. Zdycha chyba, padalec jeden :D

Jeżeli chodzi o obżarstwo świąteczne, to chyba zachowałam jakiś umiar, bo nie czuję się przejedzona, napompowana, a mój żołądek trawi tak, jak powinien :) Przez te trzy dni potrafiłam odczuwać jeszcze coś takiego jak głód, więc nie było źle :)
W brzuszku mierzę już równe 100cm i bynajmniej nie jest to spowodowane suto zastawionym stołem świątecznym...

Doszło natomiast inne zmartwienie, które spędza mi sen z powiek... Jakiś tydzień temu zauważyłam, że brzuch zaczął mi się opuszczać. Znając moją panikarską naturę, postanowiłam to zlekceważyć, ponieważ możliwe, że coś mi się uroiło. Aż tu w Wigilię mama, patrząc na mnie, stwierdziła to samo! "Nie donosisz do terminu..."
Zaczęłam łączyć ze sobą inne znaki. Łatwiej mi się oddycha, za to częściej biegam do toalety, mam problem z założeniem nogi na nogę, bo brzusio zawadza... 
W dodatku pojawiają się jakieś drobne ukłucia i skurcze... 
Ostatnio, kiedy wracałam od dentysty złapał mnie taki skurcz, że nie mogłam postawić kolejnego kroku i trochę to trwało, bo już dzwoniłam do M., że chyba do domu nie dojdę... Wówczas myślałam, że tak może się już zdarzać na tym etapie ciąży, ale teraz...

Może to nic takiego, tylko ja to teraz tak wyolbrzymiam, bo mama mnie nastraszyła... ? 
Ale przecież szyjka mi się skracała już trzy tygodnie temu...

Dobrze, że jutro czeka mnie wizyta u ginekologa. Może się uspokoję... A może nie?... 

Dociera do mnie, że nie chcę takiego nagłego porodu, że Nela jest jeszcze za mała, że ja nie jestem jeszcze gotowa, że wyprawka niekompletna... 
Zeświruję do jutra :(

***
Od kilku dni odczuwam okropny ból żeber i kręgosłupa, który spotęgował fakt, że pierwszego dnia świąt stałam w kościele. Nie znalazł się nikt, kto ustąpiłby mi miejsca. Wszyscy się na mnie gapili, ale nikt tyłka nie podniósł. A czułam się naprawdę kiepsko, podpierałam o to i o tamto, nogi mi waciały i myślałam, że nie dotrwam do końca mszy. 

Jestem rozgoryczona i zawiedziona światem. 
Odkąd jestem w ciąży nie spotkałam się z chociażby jednym miłym gestem skierowanym w moją stronę. 

U dentysty w poczekalni stałam, bo wszystkie krzesła zajęte. W każdej kolejce stoję. I nic, nie robię z tego jakiegoś strasznego problemu, nikomu się nie wpycham pod nogi, o nic nie proszę, przywykłam już, że ludzie widzą tylko czubek własnego nosa. 
Ale ostatnio pewna pani przeszła samą siebie i już nie wytrzymałam - wybuchnęłam. Stoję sobie spokojnie w ogromnej kolejce w Rossmannie, okres przedświąteczny, więc, wiadomo, ruch duży. A tu jedna taka włazi przede mnie bez słowa, rozpychając się rękami i nogami. Aż się we mnie zagotowało. Mówię, że to już jest bezczelne. A ona na to, że się śpieszy itd... To ja jej na to, że ja również się śpieszę, że każdy się śpieszy, a ponadto jestem w ciąży, od nikogo nie wymagam specjalnej grzeczności z tego względu, ale moje miejsce w kolejce ma zostać uszanowane. Ona na to, że nie zauważyła, że jestem w ciąży. No, tak, bo jestem w 10 tygodniu, a mój brzuch to złudzenie, które widzę tylko ja. Zresztą, wpychanie się w kolejkę komukolwiek jest bezczelne. Zrobiła się czerwona jak burak.
I tak byłam zdziwiona, że zachowała resztki przyzwoitości i z pretensją "pozwoliła" mi zrobić zakupy pierwszej...
!!!
Ehh, nie mam do tego wszystkiego słów...

***
A dziś spędzam dzień i noc sama... M. na służbie...
Obmyślam, jak wykorzystać ten czas...
I nie mam pojęcia. 
Brak mi energii...

Te posty mogą Ci się spodobać:

17 komentarzy

  1. Z taką obojętnością wobec przyszłych mam również miałam okazję się spotkać. Pamiętam komentarze starszych pań, które nie tolerowały pewnych zachowań kobiet w ciąży, wszystkie mówiły "ciąża to nie choroba" albo "jak ja byłam w ciąży to pracowałam... bla bla bla".
    Często też się dziś mówi, że ciężarne są "roszczeniowe" i tylko się domagają...
    Przykre to jest. Jednak nie zwracaj na to uwagi.

    Mam nadzieję, że jutrzejsza wizyta Cię uspokoi. Trzymam kciuki. Daj znać jak poszło:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja postawa nie jest roszczeniowa, ja od nikogo niczego nie wymagam, prócz zwyczajnego ludzkiego szacunku. Skoro ludzie nie chcą dać nic od siebie, to niech chociaż nie zabierają tego, co moje...

      Dam znać, mam nadzieję, że faktycznie się jutro trochę uspokoję. W końcu najważniejsze to, co powie lekarz, a moje czy mamy gdybania są tylko naszymi gdybaniami :)

      Usuń
  2. Każda ciąża jest inna i nie można jej porównywać. Ale ja już miesiąc przed terminem miałam obniżony brzuch, a urodziłam dokładnie w terminie. Czekam na wieści co powiedział lekarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale do mojego terminu są dwa miesiące :(

      Usuń
    2. Spokojnie poczekaj co powie lekarz :)

      Usuń
  3. No nic się nie martw o ile się nie myle to do derminu masz jakies 5-6 tyg prawda? Czyli masz okazję zobaczyć co to skurcze braxtona hicksa:)czyli przepowiadające:) O nic się nie martw kompletuje wyprawkę na maksa spakuj torbę i czekaj:) a brzuch u pierworódki moze zacząć się już obniżać na tym etapie ciąży takżę spoko:)Trzymam kciuki pamiętaj, że po 37 tc (czyli od 38) ciąża uznawana jest za donoszoną:) i przynajmniej jakby co o 2 tyg skrucisz swoje ciążowe dolegliwości:)u mnie się wydłużyły o 2 więć jakies pocieszenie jest dla
    ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do terminu mam jakieś 8 tygodni :(
      Mam nadzieję, że ponoszę jeszcze tak ze 4 tygodnie...
      Zobaczymy, co jutro powie lekarz :)

      Usuń
  4. Nie martw się. Wiem, że ciąża jest kazda inna, ale chcąc Cię pocieszyć- w 35 tyg. mialam baardzo silne skurcze przepowiadające (w czasie porodu, aż tak mnie nie bolało do 7 cm:)). Do tego miałam juz rozwarcie, a maleństwo było juz wstawione do kanału rodnego. Lekarz przepowiadał, że mogę nie wytrwać do końca. . . a jak się okazało, urodziłam w 40 tyg. Zatem uszy do góry, wchodzisz już w najgorszy, najbardziej męczący okres, ale trzymam kciuki. Wytrzymacie dziewczyny do końca! Pozdrawiam, Filipkowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za pocieszenie :)
      Postaramy się wytrzymać do końca, bynajmniej ja zrobię wszystko, by Nel przyszła na świat jak najbliżej terminu :)

      Usuń
  5. Weroniko, słoneczko Ty nasze :)) Wiem co to znaczy bezduszność i obojętność ludzka. Sama przez to przeszłam i na pewno nie raz jeszcze się z tym spotkam. Jednak są też inni wrażliwi, wyrozumiali, cudowni na tym świecie. Do nich należysz również Ty i wielu Twoich czytaczy. Weroniko przytul się do waszego maleństwa i olej sobie zgorzkniale dusze.
    Teraz jest Wasz czas...każdy stres jest stresem Waszego maleństwa. Ty masz Tyle miłości w sobie :)) Pamiętaj o tym :))

    Tule Was serdecznie

    serduchem przy Was

    :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za, jak zwykle, ciepłe i budujące słowa :)

      Usuń
  6. No to w takim razie czekamy na Twoją jutrzejszą wizyte, poproś doktorka o zmierzenie szyjki na usg to sie wszystkiego dobrze dowiesz bo w zwykłym badaniu czasami można źle ją zbadac/zmierzyc. Jakby Nelka wytrzymała do nawet tego 36 tyg byłoby idealnie! Ale spokojnie jutro sie wszystkiego dowiesz. Ja mam w brzuchu 115 cm i też mi sie chyba coś obniżył albo to po prostu od cieżaru i wielkości...nie wiem kochana tak czy siak leż i do jutra staraj sie myśli zając czymś innym, ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wydaje mi się, że dobrze by było, żeby Nela wytrzymała chociaż do 36 tygodnia... Mam nadzieję, że posiedzi jednak dłużej... :)

      Staram się nie myśleć, w końcu lekarz może zdementuje moje obawy i okaże się, że wcale nie jest tak źle :) Tego się trzymam...

      Usuń
  7. phi! ja sie juz wpycham w kolejki bez slowa. nie wiem dlaczego jeszcze tak nie robisz :) sory, ale nosisz na brzuchu jakies dodatkowe 5 kilo- cos sie kobiecie w ciazy nalezy, chociazby glupie pierwszenstwo w kolejce czy miejsce siedzace. a ze patrza na czubek swojego nosa to popatrz w koncu na swoj! :)
    nic sie nie boj, donosisz do kiedy bedzie trzeba! bez paniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Należy się w ciąży, należy, ale moherowych nie przegadasz ;)

      Usuń
  8. Trzymam kciuki za wizytę jutrzejszą, mam nadzieję, że lekarz Cię uspokoi. Nela, siedź grzecznie w brzuszku mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj kochana! Długo mnie tu nie było. Ale już nadrabiam zaległości. Mi Święta też dziwnie minęły. Nie dość że atmosfera jakaś dziwna u nas w domu była to jakoś tak nie czuję tej radośći co kiedyś. Minęły szybko i może i dobrze. Co do tego wpychania to jak zaszłam w ciążę to też każdy mówił że teraz choć się nie nastoję w kolejkach. A ja jak do tej pory ani razu nie zostałam lepiej potraktowana. Każdy się gapi i tyle. W Kościele też stałam. Obok była ławka a w niej znalazłoby się jeszcze tyle miejsca ale nikt się nie posunął. Na szczęście wytzymałam do końca. A raz jak byłam w moim ulubionym lumpku to nawet jakieś małolaty się naśmiewały. Ja jestem dosyć postawna sama w sobie i kupowałam sobie sweterek - rozmiar 46 - to te małolaty były na tyle bezczelne. Jak widziały jakąś dużą rzecz to bez żenady głosno mówiły: "kupię sobie jak będę w ciąży". Mój mąż chciał je ochrzanić. Ale powiedziałam głośno że szkoda słów na takie małolaty. A niby młodzież jest teraz bardziej tolerancyjna niż kiedyś.

    OdpowiedzUsuń