Żyję i wracam

poniedziałek, grudnia 03, 2012

Wracam do blogowego świata! 

Moja nieobecność była spowodowana paroma przewidzianymi i nieprzewidzianymi wypadkami losowymi.

Na wstępie tego posta chcę Wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze i maile pełne zainteresowania i troski. Jesteście cudowne i niezastąpione! :)
Będę nadrabiać zaległości, czytać co u Was i znów zacznę komentować.

Co się działo przez ten czas?
Przede wszystkim M. był na poligonie, a ja zaszyłam się u rodziców na wsi... Ale zaczęło się tak: 

27 tydzień ciąży
PIĄTEK, 16.11.2012 r. 
WIZYTA U GINEKOLOGA
Od wczoraj czuję dziwny ucisk w dole brzucha. Ciężko mi obrócić się na drugi bok w łóżku, boli jak chodzę... Może to i normalne, a może nie. Na wszelki wypadek postanawiam powiedzieć o tym ginekologowi na dzisiejszej wizycie.
Lekarz od razu wyciąga skierowanie do szpitala! Jestem bardzo zaskoczona. Na wszelki wypadek bada mnie i Nelę. Okazuje się, że szyjka macicy zamknięta, nie skraca się, macica miękka. Z Nelą też w porządku. Niemniej jednak lekarz wnioskuje, że ucisk jest efektem grypy żołądkowej, którą przeszłam dwa tygodnie temu :/ Konsekwencją grypy jest odwodnienie. Słyszę, że teraz jeszcze wszystko jest ok, ale odwodnienie może spowodować, że w każdej chwili mogą odejść mi wody płodowe i urodzę!
Wychodzę z gabinetu w szoku, ze skierowaniem w dłoni. A ze skierowania krzyczy do mnie diagnoza: "zagrożenie porodem przedwczesnym" !!!

ODDZIAŁ CIĄŻY POWIKŁANEJ
M. jeszcze w pracy, a ja z Nelą trafiam na oddział. Ciągle mnie pytają, czy mam JESZCZE skurcze. "Jakie skurcze??? Nie mam i nie miałam...". 
Znów badanie ginekologiczne. Bolesne. Słuchanie tętna Małej x2.
Potem robią KTG. Przez całe pół godziny rozkoszuję się dźwiękiem bicia serduszka mojej córeczki. Na szczęście po tym czasie dowiaduję się, że nie pojawiają się żadne skurcze macicy.
Ale ja i tak bardzo się boję. Bynajmniej, nie o siebie... :(

SOBOTA, 17.11.2012 r.
Z rana pobierają mi krew na morfologię i poziom potasu. Oddaję mocz do badania. Dostaję luteinę i jakieś tabletki rozkurczowe. Po południu dowiaduję się, że mam sporą anemię i niski potas. Ucisk w podbrzuszu jest faktycznie spowodowany odwodnieniem organizmu, które z kolei może prowadzić do skurczów porodowych. Do tabletek, które biorę dodają żelazo. Na poniedziałek przewidziane jest USG nerek, które bolą coraz bardziej. Wieczorem podłączają mi kroplówkę przeciwbólową.
Wypijam cały karton soku pomidorowego, który kupił mi M. A ja w ciąży tak nie cierpię pomidorów...

NIEDZIELA, 18.11.2012 r. 
godz. 7.26
Córeczko, jak dobrze, że jesteś ze mną. Czuję Twoje ruchy i tylko to daje mi siłę. Tak bardzo się o Ciebie martwię. Jesteś jeszcze taka malutka... Nie spiesz się na ten świat. Masz przed sobą sporo czasu, a ja i tatuś cierpliwie zaczekamy...
Przepraszam, że może niedostatecznie o siebie dbałam. Przepraszam, że tym samym - nieświadomie, ale jednak - naraziłam Twoje zdrówko i życie. Tak podle się z tym czuję :( 
Zgubiłam gdzieś po drodze strach, że mogę Cię stracić. Zbytnia pewność, bo przecież wszystko tak dobrze i pięknie się układało. A teraz znów odnalazłam lęk, niepewność i dziwne poczucie, że moja wiara, nadzieja  i miłość niekoniecznie wystarczą, by ujrzeć Cię całą, zdrową i donoszoną za te 3 miesiące. I nawet znów zaczęłam się modlić. Nie robiłam tego, odkąd się poczęłaś. Chyba ze strachu, że stracę Cię tak, jak Twojego braciszka, który odszedł, pomimo najgorliwszych modlitw, jakie zdarzyło mi się w życiu odmówić...

godz. 10.21
Nie ma większego strachu niż strach o własne dziecko. W nim zawierają się wszystkie inne lęki: przed stratą, przed śmiercią, przed chorobą, złamanym sercem, bólem, cierpieniem, przed zawiedzioną nadzieją. Lęk przed naszą własną małością i bezsilnością. 
Dziś już wiem, że zniosę wszystko, każdy ból, byle tylko Nelcia była zdrowa.
A ona wariuje w moim brzuchu, od czasu do czasu czka sobie słodko albo wierci nóżką dziurę w moich żebrach. A ja wtedy wiem, że jej ze mną dobrze. 
Byle tylko mój organizm znów nie zawiódł... Nie zawiódł mojego Dziecka. Nie zawiódł Miłości...
Tak bardzo się boję.
***
Przez ciągłe leżenie na tym ohydnie niewygodnym szpitalnym łóżku czuję się bardziej chora  i obolała niż jestem. Nuda każe mi się zbytnio skupiać i wsłuchiwać w swoje ciało. Co chwilę coś ciągnie, coś strzyka...

godz. 11.30
Będę się bardziej oszczędzać. Obiecuję to sobie. Przeceniałam swoje możliwości, bo przecież ciąża to nie choroba...
A w ciąży droga do klęski jest taka prosta. Bo tak oto "zwykła" grypa żołądkowa zawiodła mnie pod progi szpitala...

wieczorem
Pożegnałam się z M. :(
Pojechał hen, na poligon. 
Dwa tygodnie będziemy z Nelą same.
Jak my damy sobie bez Niego radę? Damy. Jakoś...
Muszę odnaleźć w sobie siłę.

PONIEDZIAŁEK, 19.11.2012 r.
Wyszłyśmy z Nelcią ze szpitala. 
Lekarz stwierdził, że nie ma sensu mnie trzymać na oddziale, bo z ciążą nie dzieje się nic złego, a braki w składzie krwi mogę sobie uzupełniać już w domu. Bóle w podbrzuszu minęły. Mam brać Aspargin, żelazo i jakiś lek rozkurczowy, który mnie martwi, ponieważ nie jest całkowicie bezpieczny dla płodu i przenika przez łożysko :( ... 
Ale lekarze chyba wiedzą, co robią... (???)

Po tym wszystkim nastąpiły długie i monotonne dni tęsknoty za M.
Nawet nie wiem, jak mijały, bo trwałam w jakimś letargu. Jeszcze nigdy tak bardzo za Nim nie tęskniłam...

Te posty mogą Ci się spodobać:

12 komentarzy

  1. Dobrze, że już jesteś...wszystko będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę sie ze wszystko u Was w porządku..

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tęskniłam za wami...dobrze, że jesteście. Weroniko, proszę uważajcie na siebie. Tak bardzo się o Was bałam. Cisza krzyczała swoim strachem.Teraz jesteście i serce raduje się z polepszenia:))) Tule Was moje kochane istotki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Weroniko, dobrze że z Wami wszystko w porządku, szczerze mówiąc dość się martwiłam, że się nie odzywasz. Czułam, że jesteście w szpitalu. Cieszy mnie, że wszystko w porządku. Też w ciąży miałam sporą anemię.
    To M. jakoś na dniach wraca, czy już wrócił?
    Dobrze, że już jesteś!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcin wrócił już? Oszczędzajmy się w ciąży, bo niby dlaczego nie. Potem to już nie będzie zmiłuj, choroba, zmęczenie - nieważne, bo dzieckiem się zająć trzeba. A teraz można się trochę pobyczyć, w końcu nikomu tym krzywdy nie robimy, prawda?
    Zdrowia Wam obu życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uff dobrze że jesteś:) Ja już sie martwiłam na prawde o Ciebie, o Was, ale ciesze sie że jest dobrze:) Wiesz co nie wiem ale wydaje mi sie że masz troszke przewrażliwionego lekarza;p Ale może to i dobrze;) Kochana spokojna Twoja rozchochrana, jak Nelka ma domek pozamykany na amen. skurczy brak to czym sie martwic? Asmag forte biore 3x2 tabletki, to nic złego magnezik dobra sprawa w ciąży przecież:) i ja, żelazo też, właśnie dziś odebrałam wyniki krwii i dalej mi spada hemoglobina;/ owszem przejmuje sie tym ale bez przesady:) bo wiem że to normalne w ciąż, każdej praktycznie hemoglobina leci na łeb na szyje w ciąży. A to rozkurczowe to może dobre na Twoje nerki jeśli jest w nich jakiś zastój czy coś? Na pewno pijesz duuużo płynów wiec żadne odwodnienie Ci nie grozi! Słonko bez skurczy z szyjką długą i zamknietą? Czym TY si martwisz? Jeszcze jak Nelka charcuje:) Spokojnie:) Jeszcze ją przenosisz ;p A M. wnioskuje z postu że już jest z Wami, wiec co złe było już sie skończyło!:) Teraz grudzień, śnieg, świeta wiec głowa do góry uśmiech od ucha do ucha i wszystko bedzie dobrze;*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądzę, że lekarz trochę przewrażliwiony, narobił mi stracha, ale może to i dobrze, bo odwodniona byłam i nawet nie wiedziałam, więc na pewno nie pomyślałabym, żeby zażywać potas itp.. A jakbym naprawdę dostała skurczy???
      Na badaniach by to niby wyszło i bez szpitala, ale myślę, że lekarz położył mnie ze względu na te dziwne bóle w podbrzuszu i dlatego, że bał się, w końcu jedną ciążę już poroniłam, to trzeba dmuchać na zimne.
      Teraz jest już ok i to jest najważniejsze :)

      Usuń
  7. Trzymaj się :-) dużo odpoczywaj i aby do rozwiązania :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze że się odezwałaś . Bardzo się cieszę że u Ciebie wszystko w miarę w porządku.
    Uważaj teraz na siebie i dbaj o Was obie najlepiej jak potrafisz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochane, wszystkim Wam dziękuję serdecznie za miłe i ciepłe komentarze :* Jesteście cudowne.
    Aha, odpowiadając na Wasze pytanie: tak, M. już wrócił cały i jest z nami i znów ma kto tulić Kornelkowe mieszkanko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojejku, to przeszłyście swoje. Dobrze, że już po i że wszystko jest w porządku :***

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurcze faktycznie było nieciekawie. Miałam niedawno dokładnie takie same myśli - mały jest zdrowy, a to mój organizm zawodzi :( jeszcze 3 miesiące wytrzymać...

    OdpowiedzUsuń