A po porodzie... nowe życie CZĘŚĆ 1.

środa, stycznia 16, 2013

Myślę, myślę, myślę...
O tym, jak to będzie z nowym członkiem rodziny - z Nel.
Właściwie to: myślimy. Ja i M. 
Wyobrażamy sobie.
Planujemy.

Ale jak to będzie w praktyce? Okaże się.
Bez względu na to, jak teraz wyobrażamy sobie nasze rodzicielstwo, chcąc nie chcąc, przeżyjemy poważny wstrząs. Jaki wstrząs? Właśnie - jeszcze nie wiem, nie mam pojęcia...
Przecież nic nie może przygotować nas na tak zasadniczą zmianę w życiu. Wszystko będzie nowe, nieznane...

M. - jako facet - powinien się z tym szybciej uporać, tym bardziej, że jego organizm nie będzie przeżywał kolejnej burzy hormonów.
A ja? 
W pierwszych tygodniach po porodzie będę pewnie zagubiona i zdezorientowana. Rozbita. Emocjonalnie i fizycznie wyczerpana. Obolała tu i ówdzie. Mogę nie mieć sił, odczuwać wahania nastroju, być poirytowana i wybuchać płaczem.

Staram się z tym oswoić, wklepać sobie do głowy, że tak właśnie może wyglądać wówczas mój stan, że to normalne, bo baby blues/przygnębienie poporodowe (jak zwał tak zwał) występuje u około 80% świeżo upieczonych mam. To wszystko wina gwałtownego spadku hormonów porodowych (wszędzie te hormony! :/). Powinno szybko minąć - w ciągu kilku dni. Jeżeli nie minie, można sądzić, że baby blues przeradza się w depresję poporodową. Na ten temat rozwodzić się nie chcę, bo to rzadziej spotykany problem.

Co ciekawe, coś w rodzaju 'poporodowego bluesa' może odczuwać także facet! Czemu? A troska o sytuację finansową większej rodziny, której stał się głową, a niepokój, czy będzie w stanie odpowiedzialnie sprawować funkcję ojca - to mało?
Tak, facetom też jest trudno, szczególnie dlatego, że nie obnażają przed nikim swoich emocji, a kumulują je w sobie.

Dochodzimy do wniosku: będzie ciężko - nie ma co się oszukiwać. 
Ale... czy nie może być jednocześnie pięknie? Może. Przecież tak bardzo pragnęliśmy zostać rodzicami...
Wystarczy, że ja i M. będziemy dla siebie oparciem, że będziemy sobie pomagać, rozmawiać ze sobą i się rozumieć - sprostamy temu, co nas czeka.

Jak nie oszaleć, jak się odnaleźć, jak dać sobie radę?
Zapisuję tu kilka punktów, których zamierzam trzymać się po porodzie. Będę je czytać non stop, powtarzać niczym mantrę. Mają mi pomóc. 

1. Nie wpadnę w panikę! Dam sobie czas. Poczucie przytłoczenia jest normalne. Będę starać się postępować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.
2. Zorganizuję się możliwie jak najlepiej, ale...
3. ...będę realistką w odniesieniu do swoich możliwości. Nie będę brać na siebie zbyt wielu obowiązków.
4. Nie będę myśleć, że powinnam wszystko wiedzieć od razu. Nie muszę być doskonałym i idealnym rodzicem. To normalne, że będę popełniać błędy. Rodzicielstwo to nauka, która trwa całe życie.
5. Nie zerwę kontaktów ze światem (i blogiem ;)).
6. Muszę pamiętać, że moje dziecko będzie kochać mnie zawsze i bez względu na wszystko, niezależnie od tego, co zrobię.
7. Nigdy nie zapomnę o tym, że jestem świetną mamą! 
8. Zaufam swojej intuicji.
9. Będę o siebie dbać. Zapewnię sobie maksymalną ilość odpoczynku i snu. Będę zdrowo się odżywiać i często wychodzić z domu (nie tylko na spacery).
10. Codziennie znajdę chwilę na to, by zrobić to, na co mam ochotę, a nie tylko to, co muszę. Będę planować małe przyjemności, na które będę mogła czekać.
11. Będę dzielić się zmartwieniami z M., by nie kumulować w sobie złych emocji.
12. Będę pamiętać o pozytywnym nastawieniu i pozytywnym myśleniu.
13. Będę cieszyć się rolą matki i swoim dzieckiem - już nigdy potem nie będzie takie malutkie.
14. Ograniczę wizyty i telefony gości do minimum, chociaż może to być trudne. Na głowie będzie zbyt wiele bieżących spraw do załatwienia...

Dobra, a teraz wracam do swojego błogiego ciążowego stanu, by upajać się: ruchami Nel w brzusiu, marzeniami, swoim lenistwem, brakiem większych obowiązków i robieniem jedynie tego, na co mam akurat chęć :) 
Ciąża też ma swoje uroki :) Już nigdy tyle czasu nie poświęcę na wypoczynek (chyba że na emeryturce - o ile do niej dotrwam ;)).

Te posty mogą Ci się spodobać:

24 komentarzy

  1. Kochana to normalne że czujesz się jednocześnie podekscytowana i przerażona tym co będzie, pojawieniem się małego dzidziusia- twojej córeczki wyczekanej. Na pewno nie będzie aż tak źle, ja nie miłam żadnego bejbi blusa hormony też jakoś były constans więc znośnie, obolała tu i ówdzie czyli w kroku to tak, ale pocieszę Cię częste podmywanie i osuszanie pomaga i uśmieża ból,w szpitalu chodziłam co 1,5 godziny a poza tym jak się rana dobrze goi to z każdym dniem powinno odczuwać się mniejszy ból, ale jak urodzisz to i to wytrzymasz:) Widok śpiącej Nelci ci to wynagrodzi, nie myśl i nie martw się na zapas tylko ciesz się z ostatich chwil w 2-paku:) potem bedziesz miał co robić przez dłuższy czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się właśnie tymi ostatnimi chwilami w dwupaku :)
      Chociaż jakiś stres przedporodowy chyba mnie dopada :)
      Jeżeli wszystko będzie pięknie się układać po porodzie, to bez problemu do tego przywyknę, ale ja staram się też oswoić z myślą, że wcale nie musi być kolorowo, coby później szoku nie przeżyć :)

      Usuń
    2. a nie masz możliwości obserwowania kogoś- koleżnki, znajomej co mam malutkie dziecko i porozmawiania tak od serca? jak to wygląda, ja miałam obraz tego jak urodziła się córeczka mojej siostry(moja chrześniaczka) poczulam taką milość do dziecka, nie chciałam od nich wychodzić, chcialam być przy nich mimo iż z siostrą nie miałam kontaktu wcześniej najlepszego bo my z innego pokolenia ja jestem troszkę starsza i mam inne poglądy, a ona została nie czarujmy dzieckiem-matką ale dala radę, pomagałam jej jak tylko mogłam i tak bardzo się zbliżyłysmy do siebie, oczywiście miala pod ręka mamę i babcię i też to inaczej wygląda.

      Usuń
  2. U mnie żadnego baby bluesa nie było, byłam fizycznie słaba pierwsze dni po porodzie, że czasem mi się słabo robiło w drodze z łóżka do łazienki, ale psychicznie nigdy nie było lepiej :) Tylko oczy ciągle mokre od wzruszania się tym małym kurczątkiem które urodziłam ;) Może i Ty będziesz w tych 20% co jednak baby bluesa nie mają. Tego ci życzę. Obfitej i efektywnej laktacji, i dużo radości z uczenia się obsługi noworodka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem baby blues wynika ze zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością. 'Mistyczny' poród okazuje się ciężką harówą, a różowy słodki bobas pomarszczonym zażółconym rozdarciuchem ;) Kobieta oczekuje, że po porodzie jak zobaczy dziecko zaleje ją fala macierzyńskiej miłości, a najczęściej zalewa ją krew i zmęczenie. Ja pamiętam, że jak mi dali Tosię do rąk, to poczułam przede wszystkim ulgę, że zdrowa, że ma wszystko na miejscu, i że już jest po wszystkim. Uczucia macierzyńskie przyszły z czasem. W szpitalu położne te pediatryczne patrzyły tak krytycznie na nas - świeże matki, że czułam spinkę zajmując się małą. Dopiero w domu mogłam na serio i na spokojnie cieszyć się pielęgnacją małej. Przede wszystkim myśl realistycznie, nie telewizyjnie :)

      Usuń
    2. Masz rację co do tego, że 'baby blues wynika ze zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością'. Dlatego ja nie oczekuję, że wszystko będzie jak w bajce, bardziej staram się myśleć, że to normalne, jeżeli kolorowo właśnie nie będzie. Zawsze łatwiej być pozytywnie zaskoczonym niż gorzko rozczarowanym, prawda?
      Ale... jak będzie - nie wiem. Może wszystko się wypośrodkuje i będzie trudno i łatwo jednocześnie? :) Wierzę jednak, że będzie pięknie :)

      Też mam nadzieję, że znajdę się w tych 20% kobiet, które nie wiedzą co to baby blues :)

      Usuń
    3. Przeczytaj ksiązkę Macieżyństwo non-fiction J. Czeczott- Woźniczko:)

      Usuń
  3. Jak mantrę trzeba powtarzać: Chcieliśmy Cię, damy sobie wszyscy radę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również nie miałam baby bluesa. Powiem więcej, po porodzie, jeszcze w szpitalu, byłam tak nakręcona (eh, ta adrenalina), ze dwóch pierwszych nocy nie przespałam:). Myślałam, że tak się nie da funkcjonować, a jednak. Po powrocie do domu, również euforia nie minęła, ale to dzięki mężowi, który przez pierwsze dwa tygodnie, przejął wszystkie obowiązki, zarówno jeśli chodzi o prowadzenie domu, jak i opieka i pielęgnacja dziecka. Przynosił mi małego do karmienia i do wytulenia:). Zdaję sobie sprawę, że miałam raj. U mnie przyszedł kryzys, chyba w drugim miesiącu i tylko na jeden dzień, na szczęście. Dbaj o to, by móc wyjść z domu bez córeczki, choćby na parę chwil. Uda Ci się zresetować i nabrać dystansu, a przede wszystkim zdobędziesz kolejną dawkę sił do opieki nad maleństwem. Póki co, odpoczywaj, zrób coś dla siebie, czego przy córce mozesz nie zrobić, pojdź do kina i oczekuj:). Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wydaje mi się, że będę nakręcona podobnie :)

      Wiem, jak ważne jest, by odsapnąć na chwilę od obowiązku bycia mamą i zrobić coś dla siebie. Jeżeli będę czuć potrzebę wyrwania się na 5 minut z domu - zrobię to :)
      Póki co - robię to, co mi zalecasz :)

      Usuń
  5. Nie ma co sie nastawiac.. Bedzie dobrze:-) Nela juz tuż tuż...

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba troszkę za dużo o tym myślisz:)ja parę razy już wpadłam w panikę że nie dam rady sobie z małym,że on będzie płakał a ja nie będę wiedziała dlaczego.
    Tak jak powiedziała koleżanka powyżej-nie ma co się nastawiać:)Co będzie to będzie,najważniejsze żeby twoja córeczka urodziła się cała i zdrowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczekuj, ale nie myśl o tym jak będzie za dużo - pewnie i tak będzie inaczej! :)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochanie, życzę Ci takiego babu bluesa jak miałam ja :) Przez blisko dwa tygodnie na sam widok małego miałam łzy w oczach, bo ogarniała mnie tak potwornie wielka fala miłości do tego malutkiego ciałka. Wzruszałam się patrząc na niego, wąchając jego główkę, całując stópki. Wzruszał mnie mąż, który drobnymi gestami okazywał mi miłość i dziękował za naszego synka. Wzruszałam się na samą myśl, że jest z nami. Jedyny minusik w tym blusiku był taki, że wkradła się zazdrość i zaborczość o tę małą istotkę- myślałam,że oszaleję, gdy w szpitalu podczas odwiedzin szwagierka wraz z teściową wzięły małego na przejażdżkę w tym plastikowym akwarium po korytarzu (było gorąco, dzieci na salach dostały pokrzywki i na korytarzu im się poprawiało). Miałam ochotę wybiec za nimi i wykrzyczeć, że to MOJE dziecko :) Dlatego po powrocie do domu nie chcieliśmy z mężem wizyt, żeby ten czas był nasz i żebyśmy nie musieli się dzielić MAteuszkiem z absolutnie nikim.
    Także nie myśl o złych stronach baby bluesa, też się nad tym głowiłam. A poszło jak z płatka i teraz miło wspominam ten stan :)) Ważne, abyś miała wsparcie w mężu. I on w Tobie również :)
    Będzie dobrze :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że rozważasz różne opcje jakie mogą nastąpić, jednak nie warto aż tak dokładnie planować, czy nastawiać się na daną możliwość. Możliwości jest wiele, a o większości przyszła mama nie ma pojęcia, więc... nie planuj, ciesz się nadchodzącą chwilą! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze to w to wyspanie to wątpię;) Ograniczenie wizyt też dość trudne, bo jak powiedzieć "nie przyjeżdżajcie, bo chciałabym odpocząć, albo chcielibyśmy po prostu pobyć w trójkę".. Kurczę, sama sie zastanawiam jak to załatwić, żeby na początku nie zwaliło się pół rodziny, a ja wtedy będę jeszcze przecież taka nieidealna w byciu mamą:(

    OdpowiedzUsuń
  11. A po tytule to myślałam, że Nel już wyszła na świat;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz rację, że dziecko zmienia całe dotychczasowe życie. Dla mnie to było niesamowite, bo w pierwszych minutach życia mojego Synka poczułam, ze cały swiat wywrócił się do góry nogami. Najważniejsze staje się dziecko. Człowiekowi zmieniają się priorytety, myślenie - zmienia się po prostu WSZYSTKO! I jest to najcudowniejsza zmiana jakiej doświadczyłam w życiu.
    A po porodzie początki wcale nie są kolorowe. I dobrze, że nie masz wyobrażenia, że wszystko będzie pięknie ładnie. Ale dasz radę! Ja przed porodem miałam wiele obaw jak sobie dam radę, bo nie mialam nigdy do czynienia z niemowlakiem. A jak Młody się urodził to od razu wiedziałam co robic! To się ma we krwi :) No i byłam taka nakręcona, że nawet położne się dziwiły, ze nie śpię pół dnia tylko sobie czytam albo patrzę na mojego Maluszka :) Jak wróciłam do domu to też byłam naładowana energią. Niestety później dopadło mnie zapalenie piersi i ropień i leżałam jak nieżywa. No ale to już akurat nie było zależne ode mnie....

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie martw sie na zapas!!!
    Ja jeszcze 3 miesiące niecałe ale bardzo mocno wierzę że nie bedzie zadnego bejbi blusa. Mamy wsparcie naszych ukochanych chlopów więc myslmy pozytywnie!

    pozdr
    http://emiliuszka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Już niedługo będziesz miała swoją kruszynkę obok. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem, że masz coraz mniej czasu, ale może chciałbyś pobawić się moim szablonem, bo ja tego nie ogarniam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie nastawiaj się tak negatywnie. To bez wątpienia nie jest najłatwiejszy okres, ale tak na prawdę, w ostatecznym rozrachunku dostarcza więcej radości niż smutku

    OdpowiedzUsuń
  17. Spokojnie, bedzie dobrze:) Ba! Bedzie pieknie:) Macierzynstwo/rodzicielstwo wcale nie jest takie cieżkie...Trzeba sie tylko dobrze zorganizowac, razem dzielic sie obowiązkami i tyle:)

    OdpowiedzUsuń