Co się ze mną dzieje?

poniedziałek, stycznia 07, 2013

Dzisiejszej nocy, po raz pierwszy od kilku tygodni, naprawdę się wyspałam. Przed zaśnięciem nie dokuczała mi zgaga, wzdęcia i brak tchu, jak to zwykle bywało, a jak już zapadłam w kimę, nie czułam ani bólu kręgosłupa, ani żeber i nie budziłam się co chwila z na maksa zapchanym nosem. Ba, do łazienki wstałam tylko raz. Nie przeszkadzał mi też pies sąsiadów, szczekający za ścianą jak nienormalny ani hałasy za oknem. Wstałam o godzinie 10.30!!! :O
I, oczywiście, pierwsza myśl po przebudzeniu: już niedługo szanse na kolejną taką noc będą zerowe… Tak, tak… bo będzie Nel… :)

Z aktualności ciążowych:
- Nel od kilku dni okopuje mi niemiłosiernie prawe żebro… Niedługo chyba się go pozbędę: mnie nie będzie już boleć, a Nelci zwolni się troszkę miejsca w brzuszku :)
- hormony znów dają mi się we znaki: mam naprawdę kiepski nastrój – albo drę się na wszystko i wszystkich wokół albo płaczę. I, co najgorsze, naprawdę nad tym nie panuję :/ Mam dość. Najbardziej samej siebie.
- jest mi non stop koszmarnie gorąco
- w pasie mierzę już… 104 cm!
- spać, spać, spaaaaaććć… (chociaż chcieć nie znaczy móc, niestety…)

W ramach konsekwentnego wypełniania punktów z mojej listy planów na styczeń, zaczęłam edukować się w temacie porodu. Głowa kipi mi od nadmiaru informacji. Śnię o porodzie, myślę o porodzie. Pojawiło się u mnie też mocne zniecierpliwienie. W sensie takim, że naprawdę nie mogę doczekać się porodu. Czekam jak na wybawienie. Chcę już tulić do siebie Kornelię...

***
Pisałam już, że w niedzielę mieliśmy jechać z M. do Ikei. Tzn. ja chciałam w sobotę, ale M. dostał wtedy służbę…
Koniec końców, nie pojechaliśmy, bo jakże mogłam zapomnieć, że teraz w święto Trzech Króli już się nie pracuje? Ikea była nieczynna.
Ustaliliśmy więc, że wybierzemy się w piątek. I znów zonk: M. musi do pracy.
Bardzo mnie to wszystko irytuje. Ta jego praca. To, że nic nie mogę zaplanować, że ciągle jestem na drugim miejscu, że wszystko jest podporządkowane wojsku, że zawsze, kiedy potrzebuję M., on nie może, bo straszą go prokuratorem, że „on nic na to nie może poradzić”, że jest na każde zawołanie, że wszystko zmienia się w przeciągu jednej sekundy. 
Nie mogę znieść tej niepewności, że być może jutro bez ostrzeżenia wyjedzie nie wiadomo gdzie i na jak długo, że zostanę bez niego i kontaktu z nim…
Nie wiem, co zrobię, kiedy coś będzie się ze mną działo albo kiedy zacznę rodzić. Boję się. Mam tu tylko jego i muszę się liczyć z tym, że... być może nie będę mogła na niego liczyć...

Chyba nie byłam przygotowana na takie życie… A teraz łykam gorzkie łzy, bo - mimo wszystko - nie czuję się najważniejsza. Bo zawsze jest coś, co się między nas wciśnie. Bo samotność w tym mieście naprawdę mnie przytłacza. Bo nie wiem już, czym wypełniać swój wolny czas, którego mam w nadmiarze…

Nigdy w życiu nie czułam się tak niepewnie jak teraz…

Nic nie opisze tego, ile jest we mnie żalu.


Tak, z całych sił staram się go wspierać i rozumieć.
A kto zrozumie wreszcie mnie?

;( 
Podupadłam na duchu.
Przepraszam, gdzieś musiałam się wypłakać…

Te posty mogą Ci się spodobać:

44 komentarzy

  1. Przytulam, bo chyba tylko to można zrobić w takiej chwili. Wojsko...mam jakiś uraz do niego, Mąż się zastanawiał, ale wybiłam mu to z głowy. Mam kuzyna wojskowego, widzę co się dzieje w jego rodzinie...wojsko powinno być dla kawalerów, a nie dla facetów, którzy mają rodziny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z ostatnim zdaniem w stu procentach!...

      Usuń
  2. Burza hormonów :-/ normalne rozterki, każda to przechodzi i każda walczy z tym, nie jesteś sama. Bądź nadal wyrozumiałą dla męża, w końcu on to robi dla was i na pewno go też to męczy i z pewnością wolałby być z tobą niż w pracy :-/
    Ale nie martw się w net będziesz mieć mała kruszynę , część swojego męża, ona wynagrodzi ci to :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... ja wiem, że on to robi dla nas. Wiem, że jemu też wiele rzeczy często nie pasuje, że wolałby być w domu ze mną... Wiem to wszystko...
      A hormony właśnie sprawiają, że myślę o tym inaczej: że on ucieka z domu do pracy, że się ze mną nudzi, że ma mnie dość... I to też trochę kwestia mojego złego samopoczucia, bo czuję się brzydka i do niczego... I wydaje mi się, że jako ciągle gderająca kobita odpycham go od siebie...

      Usuń
  3. glowa do gory :) wiem, ze latwo mowic, ale wierze, ze wszystko bedzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. to banalne ale musisz z nim o tym pogadać, bo być może Twój mąż tak się nakręcił na pracę, że nic poza tym nie widzi. Pewnie to jego początki we wojsku, wieć może musi się wykazać. Tak czy siak musisz porozmawiać i o wszystkim co tu napisałaś mu powiedzieć. Bo skoro jesteś sama w obcym mieście i nie masz z kim pogadać to rozumiem twoje rozgoryczenie. Niewątpliwie mąż to robi dla Ciebie, Nelci, dla siebie dla Waszej przyszłości, ale nie może Was zaniedbywać. Bo jak się mała urodzi to nie będziesz miała na kogo liczyć. Mój mąż też pełni służbę... ale w więziennictwie i też nie mam z nim kontaktu gdy jest w pracy. A jak się coś dzieje to wszędzie ale do niego niestety nie mogę dzwonić. Chyba że do naczelnika. A jak się spóźnia nawet o 5-10 minut to odchodzę od zmysłów.

    Nie zrozum mnie źle, wiem że jesteś bardzo młodziutka i z tego co wczesniej pisałaś i dałaś się poznać, wywnioskowałam, że wcześnie wyszłaś zamąż, wybrałaś rodzinę, a nie zrobiłaś tak naprawdę nic dla siebie. W sensie wykształcenia, własnej pracy, gdzie mogłabyś się spełnić, i może to też po części powoduje u Ciebie frustrację, bo widzisz ile i jak praca pochłania twojego mężczyznę. Ja na początku swojej pracy, też musiałam wiele z siebie dać, pokazać co potrafię, ślęczeć na książkami, wiecznie czegoś szukać, udowadniać i potwierdzać swoje kwalifikacje i czasu dla męza (wtedy jeszcze narzeczonego) miałam mało mimo, że mieszkaliśmy razem to tak naprawdę tylko noc nas łączyła, ale ja i tak kładałam się spać znacznie później bo tyle tego było.
    Życzę ci owocnego dialogu i poprawy nastroju:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie raz z nim o tym rozmawiałam...

      Chociaż niewiele osób to rozumie, zrezygnowałam ze studiów i siebie naprawdę tylko po to, by mieć rodzinę, o jakiej marzyłam, dziecko. Nie chciałam dla swoich dzieci matki karierowiczki, która nie spędza z nimi czasu, włóczy je po przedszkolach itd. Miałam swoją wizję macierzyństwa, szczęśliwej rodziny i cudownego dzieciństwa dla moich dzieci. A teraz? Mam wrażenie, że gdzieś jednak popełniłam błąd... Bo wszyscy mówią mi, że przecież "sama tego chciała to niech siedzi teraz w domu i oblega kuchnię..."...

      To, że zapomniałam o samej sobie mogłabym jeszcze jako tako znieść. Ale to, że ktoś o mnie zapomniał, że nikt już nie troszczy się o mnie i moje potrzeby bardzo boli...

      Usuń
    2. Bardzo mi przykro z tego powodu, tym bardziej temat powinien wrócić na tapetę:) Jak zdarta płyta musisz przypominać o sobie, a przede wszystkim mówić o swoich potrzebach. Zobacz teraz potrzebujesz wsparcia, zainteresowania, ale po porodzie będziesz go potrzebowała jeszcze więcej. I choć będziesz skupiona na córeczce całą sobą to i tak faceta trzeba angażować do opieki i pielęgnacji dziecka bo zdarzy się że wyjdziesz na chwilkę np. do sklepu a on będzie panikował. A czemu matka karierowiczka? To że mama spełnia się zarówno jako matka ale jeszcze jako pracownik to tylko jest na jej korzyść. Mówią, że matki to najlepiej zorganizowane pracownice, bo robią swoje dają z siebie wszystko, po to by skończyć równo z zegarkiem i pędzić do domu. Przedszkola nie neguj, bo to nie jest przechowalnia, poza tym edukacja przedszkolna na poziomie zerówki jest obowiązkowa. Jestem nauczycielką i pracowałam przed ciążą w przedszkolu i wierz mi nie zamieniłabym tej pracy na inną, bo daje masę satysfakcji i nigdy nie można niczego zaplanować do końca bo zawsze może włączyć się czynnik x, który krzyżuje zamierzenia. A dzieci w tym wieku są mega chłonne na wiedzę i umiejętności, a także uczą się życia w grupie.
      Także kochana jestem młoda pełna siły. Wiem, że studia z dzieckiem są mega wyzwaniem, ale znam dużo kobiet, które się zdecydowały i nie żałują. Oczywiście było im ciężko, ale to też jest inwestycja w ich przyszłość, a im człowiek starszy tym się mniej chce.
      Rodzina dalej może być twoim priorytetem, ale pamiętaj kiedy ty będziesz zadowolona, spełniona, to twoje dziecko też. A chyba chcesz, żeby dziecko było szczęśliwe co nie?
      I pamiętaj, że w roku na rok o pracę ciężko a i kwalifikacje potrzebne do jej podjęcia coraz wyższe... chyba że wolisz całe życie zajmować się domem?
      Wiesz mam w rodzinie ciotkę, która się poświęciła domowi... i mam wrażenie, że gdyby mogła to by cofnęła czas i zainwestowała trochę w siebie.

      Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam, a jeśli tak to przepraszam, ale tak myślę

      Usuń
    3. Nie mam nic do matek karierowiczek, to ich wybór, jeżeli praca staje się ważniejsza od dziecka - są takie kobiety.
      Oczywiście, nie mam nic przeciwko mamie pracującej, takiej właśnie, która po pracy pędzi do swojego dziecka. I taką też chciałabym kiedyś być.
      Już sobie obiecałam, że jeżeli Nelcia trochę podrośnie zainwestuję w siebie, w swoją edukację i pójdę do pracy. Psychicznie chyba nie wytrzymam do końca życia, zajmując się tylko domem.
      A potem dzieci pójdą do szkoły, kiedyś się wyprowadzą z domu, a ja zostanę sama, zgorzkniała i niespełniona...

      Usuń
  5. Współczuję. Ale zgadzam się z Ewnką - to w dużej mierze hormony. I tak jesteś dzielna - ja płakałam z dużo bardziej błahych powodów. Po porodzie pewnie nie będzie wiele lepej pod względem obecności męża w domu, za to Ty nie będziesz tam sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zostałam sama z dzieckiem miesiąc po porodzie, mąż musiał wyjechać za granicę, i Bóg mi świadkiem, że w ciąży czułam się mniej samotnie niż sama z ciągle płaczącym lub przypiętym do piersi dzieckiem, nie mając czasu jeść, chodzić siku... Dziecko nie jest balsamem na rany i remedium na kłopoty w raju. Tylko toną obowiązków które powinny być dzielone na dwoje...

      Usuń
    2. Dziecko potrzebuje ojca...

      Usuń
  6. jestem jakoś negatywnie do wojska nastawiona, ale rozumiem, że dla kogoś to może być pasja, nic tak nie oczyszcza atmosfery jak szczera rozmowa, na pewno emocje w ciąży sięgają zenitu, ale musisz to zrobić nie tylko dla Nel, ale przede wszystkim dla siebie, poukładać, przegadać jak to ma być, niestety nie mamy tylko wpływu na priorytety innych. Wierzę, że u Ciebie się ułoży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerych do granic bólu rozmów u nas ostatnio nie brakuje :(

      Też mam nadzieję, że kiedyś to wszystko się ułoży :(

      Usuń
  7. Jesteś dzielna i podziwiam Cię. Nie wiem, czy potrafiłabym zdobyć się na tak wiele poświęceń.
    Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tulę z całych sił:*
    Kurczę, często czuję się podobnie... Z Tomkiem jeśli gdzieś wychodzę to jest to sklep, wizyta u lekarza i odwiedziny u rodziny. Kino? Jasne... żebym biegała co 20minut sikać. Kręgle? No przecież nie mogę dźwigać. Spacer? Jaki spacer??? Żebym po kilkunastu krokach narzekała, że nie mam siły. Więc siedzę w domu i dostaję cholery. A on siedzi w pracy i nawet smsa nie raczy napisać. Jakiekolwiek zakupy? Wszystkie listy robię ja. To ja przeszukuję internet, żeby wiedzieć co jakiej firmy i nie za drogie jest potrzebne dla maluszka. Czasem to się czuję tak jakby dziecko dotyczyło tylko mnie. No i fakt, że czuję się już bardziej jako inkubator dla dziecka niż kobieta. Jego "damy radę" doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo oznacza to nic innego jak to, że to JA dam radę, ja będę kombinować, żeby wszystko poszło po mojej myśli. Tomek jakby ciągle z boku.
    P.S. Też zazwyczaj obrywa moje prawe żebro;)
    P.S.2. Tomaszów niedaleko, niech się zrobi ciepło to będę Cię odwiedzać z Mateuszem:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to, że czasem źle oceniamy swoich facetów jest zależne też od tego, że same ze sobą źle się czujemy, że uważamy się za brzydkie, nieatrakcyjne, dyszące pingwiny i tym samym twierdzimy, że nie możemy już interesować naszych facetów?
      Już sama nie wiem, jak to ugryźć... Przecież kochamy swoich mężczyzn nad życie, prawda? Będziemy mieć z nimi dzieci tzn. że chciałyśmy tego, że są tego warci, że uważamy, że będą najlepszymi ojcami dla naszych dzieci...
      Trzeci trymestr, pojawia się jakieś zmęczenie, frustracja... i dlatego tak narzekamy...

      Oni na pewno nas kochają. I swoje dzieci... Taka natura faceta, że to kobieta planuje zakupy, w sumie to "jemu wszystko jedno, czy kupisz ser edamski czy goudę"... Chociaż czasem chciałabym, żeby podpowiedział, kiedy nie mogę się zdecydować... :)

      Właśnie, można by się spotkać, jak już będzie ciepło :) Ja do Ciebie, Ty do mnie :)

      Usuń
    2. Oj chciałabym, żeby czasem podpowiedział jak się zdecydować nie mogę...
      Nad Zalewem Sulejowskim i w Spale jest naprawdę fajnie:)

      Usuń
  9. Wiem co czujesz.. Ja też sama jestem w nowym mieście, nie znam tu kompletnie nikogo a S. pracuje w firmie rodzinnej więc jest w stanie spędzać tam nawet 12 po godzin dziennie. A do tego 24 godziny na dobę jest pod telefonem i zawsze może na całą noc jechać do pracy. Wiem na co się pisałam i jak wygląda jego praca, jednak w rzeczywistości jest gorzej niż w wyobrażeniach.. byłam pewna, że jakoś sobie dam radę lecz muszę się nauczyć być sama i jak pomyślę, to niesamowicie się cieszę, że będzie już niedługo ze mną Maks! Ty też czerp radość z tego, że będziesz miała koło siebie cudowną córeczką dla której będziesz najważniejsza na świecie! I to do końca życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś musi na nas zarabiać... ;)

      Masz rację, trzeba się nauczyć być samej... To ciężkie, trudne.
      Ale nasi faceci na pewno są z nami myślami. A i ciałem najchętniej byliby przy nas...

      Usuń
  10. Kochanie, to tylko hormony. Zobaczysz, Nel przyjdzie na świat i nie ma to tamto, mąż. Nelcia będzie najważniejsza dla Ciebie, a Ty dla niej. Super dzielna kobietka jesteś, radzić sobie świetnie. Przechodziłam ten okres podobnie, mimo, że mąż do 16 w pracy stale miałam do niego pretensje, że a to przy aucie dłubie, a to z psem za długo na spacerze, że to, że tamto.Nawet jak siedział ze mną w domu to się wściekałam, że tv ogląda.
    Tulę Cię do serduszka i nie smuć się już. Wkrótce wszystko minie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Buziaczki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że jak się siedzi non stop w domu to można wpaść w dołek, ale zawsze dużo lepiej to przechodziłam. Był okres przed ciążą, że byłam bezrobotna i dziwnie wydaje mi się, że wtedy potrafiłam czerpać jakąś korzyść dla siebie z tych chwil.

      Chyba masz rację: to hormony. Ja po prostu chcę, żeby mąż interesował się więcej mną, bo to jednocześnie oznacza, że interesuje się naszą córką. Chcę, żeby był z nami, bo to ciąża, okres który niebawem minie, a jest tak piękny. Chcę, żeby poświęcał mi więcej czasu, bo to da mi w pewnym sensie jakąś gwarancję, że po porodzie będzie tak samo, że nie opuści mnie i Neli.
      To chyba taka kobieca chęć ochrony rodziny...
      I to chyba normalne, że chcę, aby nasza rodzina była RAZEM.

      A hormony powodują, że wściekam się naprawdę na durnoty. Albo płaczę nie tyle z błahych powodów, a bez powodu...
      Cudownie przeczytać, że miałaś podobnie i że to minie... Bo ja sama w tym momencie czasem nie rozumiem, co się ze mną dzieje...

      Usuń
  11. Mi też się wydaje, że dużą rolę grają tutaj hormony.
    Mimo wszystko o wątpliwościach, troskach, rozterkach... o wszystkim trzeba sobie mówić
    na bieżąco. Bywa, że ludzie tego nie robią, zbiera się zbyt wiele niewyjaśnionych spraw
    a potem jest za późno i za trudno by coś naprawić.
    Dlatego głowa do góry, głośno i stanowczo przedstaw mężowi po kolei co Cię trapi!
    Trzymam kciuki. Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, że hormony, bo czasem sama siebie nie poznaję.
      Ale mówię o wszystkim mężowi, hormony jednocześnie nie dają mi milczeć ;)

      Usuń
  12. Mój mąż nie wojskowy, ale wiem co czujesz, całą ciążę spędziłam sama i pierwsze dziesięć miesięcy życia córki i powiem ci, że dopiero teraz, kiedy jestesmy razem, czuję jak bardzo było wtedy ze mną i między nami źle. Nawet Tosia lepiej się rozwija jak jesteśmy we trójkę... Do porodu najęłam doulę bo wiedziałam, że męża nie będzie a nie chciałam być wtedy sama... Współczuję i mam nadzieję że znajdziecie inne wyjście z tej sytuacji, bo się nerwowo wykończysz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ta samotność i niepewność, czy ktoś mi pomoże w razie czego, źle wpływa na mnie i źle wpływać będzie na nasz związek i dziecko...
      Ale... M. pracy nie zmieni, więc nie wiem, czy znajdzie się jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji. Chyba tylko takie, że muszę się nauczyć tak żyć. Z chwili na chwilę, z miejsca na miejsce. Życie podyktowane rozkazami wyższych stopniem... Ciągła niepewność, gdzie go wyślą...

      Ciągle mam nadzieję, że kiedyś się w tym odnajdę...

      Usuń
    2. my tez tak żyjemy, nie wiemy co będzie za miesiąc, pół roku, rok, gdzie wyjedziemy i co będziemy robić, mąż ma taki zawód że albo jezdzi i zarabia dobrze albo siedzi na miejscu i klepiemy biede... jak będziesz chciała pogadac z kims kto ma w tej samotnosci doswiadczenie to pisz...

      Usuń
    3. Dziękuję Ci bardzo, kochana. Za wsparcie. I zrozumienie.
      Napiszę, jak znów jakiś głupoty przyjdą mi do głowy...

      Usuń
  13. Współczuję kochana.. I trzymaj się mocno !! :* masz jeszcze Nel - pamiętaj o tym.

    pozdrawiam i zapraszam do siebie
    http://sarenkowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. A dlaczego uważasz, że najlepsza matka to taka, która siedzi cały czas w domu, nie realizuje się, nie ma własnych ambicji? Moim zdaniem po urodzeniu dziecka wcale nie będzie łatwiej. Ja też jestem młodą mamą, ale w tym roku kończe studia i na pewno mój synek na tym nie ucierpiał, a wręcz przeciwnie - robię to dla Niego. Uczę się w każdej wolnej chwili, np gdy mały śpi, poza tym poświęcam Mu cały czas, jednocześnie pamiętając o sobie, mimo że czasem jest ciężko. Jeszcze nie jest za późno, pomyśl czym mogłabyś się zająć, żeby pomóc mężowi utrzymać dom, gdy wasza córka podrośnie, chyba nie chcesz całe życie przesiedzieć w domu, bo za 10 lat będziesz sfrustrowaną,nudną kurą domową. Trzymam kciuki za Ciebie, dasz radę, musisz tylko trochę zmienić podejście. Kochająca matka nie koniecznie musi całkowicie poświęcić się domowi. Na pewno bardzo kochasz swoją Nelcię, ale bądż też spełnioną, zadbaną i interesującą kobietą a nie tylko "mamuśką"! :) K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem o czym piszesz.
      Wiem, że muszę być szczęśliwa i spełniona, aby i moje dziecko było szczęśliwe.
      Teraz muszę zadbać o siebie w ciąży i niebawem o Nel.
      Ale jak Nelcia będzie większa, przypomnę sobie o sobie. Zrobię coś dla siebie... Teraz wiem, że inaczej za parę lat będę taka, jak napisałaś: sfrustrowana i nudna...

      Usuń
  15. To nie hormony, to Ty i Twoje uczucia. Nie trzeba zawsze zwalać na hormony, a u Ciebie jest powód do smutku bo to przykre :( Jesteś bardzo, bardzo dzielną kobietą, podziwiam Cię z całego serca bo ja dostaje szały jak mój mąż się spóźni z pracy i rozwala mi się jakiś plan przez to... Wysyłam ciepłe myśli i pisz na blogu o swoich uczuciach - jesteśmy po to, aby wesprzeć jesli możemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I za to wsparcie szczególnie dziękuję :)

      Usuń
    2. ja też uważam, że hormony tylko potęgują pewne uczucia. Jesteś sama, boisz się tego, że jesteś sama i że sama z dzieckiem zostaniesz, że będziesz sama rodzić, sama ogarniać nowe życie. I ten strach jest zupełnie uzasadniony, nie hormonalny. Ja umierałam ze strachu na myśl że może mi się cos stac i dziecko zostanie same na pastwe losu bo ojciec daleko, wszyscy daleko...

      Usuń
    3. Hormony nie hormony, nie wiem, czy ma to jakieś szczególne znaczenie tutaj, bo prawda jest taka, że boję się właśnie tej samotności. Nie mam tu nikogo, w tym mieście, a na rodzinę tak czy tak może nie mogłabym liczyć. Boję się porodu samej, a najbardziej właśnie tego, że może mi się coś stać...
      Nie po to zakłada się rodzinę, żeby później wychowywać dziecko w pojedynkę...
      A największa obawa mojego życia teraz to to, że wyślą M. do Afganistanu... To trudny temat i niejednokrotnie słuchałam wypowiedzi dzieci, że "tatuś jest na wojnie". Te słowa dźwięczą mi w uszach i odbijają się echem w mojej głowie. Nie chcę tego dla swojego dziecka. Mam łzy w oczach na samą myśl, że być może kiedyś moje dziecko będzie patrzeć, jak ojciec je opuszcza, żeby "walczyć" o czyjąś ojczyznę. No, i nic nie zmieni chyba tego, że najgorszy w tym wszystkim będzie lęk o jego życie...

      Usuń
    4. 'Nie po to zakłada się rodzinę, żeby później wychowywać dziecko w pojedynkę...' nieraz to zdanie pojawiało sie w mojej głowie, mówiłam o sobie 'samotna matka' i zastanawiałam sie czy nie lepiej sie rozwiesc i byc rzeczywista samotna matka niż żyć w ułudzie rodziny... nam się udało jakos, wyjechałam do męża tu do Niemiec, czy u was nie ma żadnej możliwości zmiany tej sytuacji? jeszcze teraz zanim zostaniesz zupełnie sama z dzieckiem? bo pół biedy jak trafi ci się dziecko zdrowe tylko absorbujące, tak jak moja Tonia... a co jak będzie miało całymi nocami kolki? też musisz kiedyś odpocząc bo sie wykonczysz... będzie was stac na opiekunke chociaz kilka godzin w tygodniu? dla mnie to było wybawienie jak mogłam na 3 godziny choc wyjsc z domu bez Tosi, czy nawet obiad w spokoju zrobic i zjesc bez niej na rękach... pomyślcie już teraz jak to ułożyć, bo bez żadnej pomocy naprawde bardzo jest ciężko. tulę!!!!

      Usuń
  16. Kochana hormony na pewno jednak swoje robią chociaż, jaki jest stan rzeczy to tego hormony nie zmieniły, jest jak jest. Dzielna jesteś na prawde...na temat rodziny myślimy podobnie, również zrezygnowałam ze studiów żeby miec rodzine i no kurcze co mam napisac? Jeśli Tobie ten stan rzeczy nie pasuje bo różni sie od wizji życia jaką miałaś to czas to zmienic bo bedziesz niezadowolona wiecznie. Ja np wkurzam sie czesto wkurzam bo mąż został troche dłużej w pracy, a praktycznie każdy weekend jest z nami, po pracy też itp itd. wiec bedąc w Twojej sytuacji chyba bym sie zapłakiwała non stop. A jak np bedzie znowu taka sytuacja że nie odbierze telefonu albo nie bedzie mógł przyjechac a Ty zaczniesz rodzic? Nie może wziąc w ogóle dnia wolnego? Czy zawsze musi sie dostosowac do tego czego od niego chcą i oczekują w pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wziąć wolne, kiedy im pasuje, a nie kiedy nam potrzebne. Czasem dostaje, a jak przychodzi co do czego - nie może iść. W październiku miał rozpisany należny mu urlop na grudzień. W końcu nie poszedł na ten urlop, bo jakieś szkolenia mu w tym czasie wymyślili. Dużo obiecują, a potem się tego nie trzymają.
      Ze służby też wyjść nie może, bo inaczej mu sprawę założą.
      I tak, musi bezwzględnie dostosować się do tego, czego od niego oczekują: rozkaz to rozkaz. A jak się nie dostosuje, to skończy w sądzie... :(

      Usuń
  17. Przytulam wirtualne!

    a może poszukaj sobie jakiejś pasji? zajęcia, które pozwoli zająć godziny rozłąki, a przy tym pozwoli się rozwinąć i przyjemnie spędzić czas...?

    OdpowiedzUsuń
  18. To trudna sytuacja, ale myślę, że jak wspólnie włączycie się w wychowanie maluszka to wszystko będzie dobrze :) Życzę Wam powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Też dopisuję się do teorii o hormonach. Sama po sobie widzę, że mam gorsze i lepsze dni, a te gorsze to charakteryzują się tym, że dochodzę do wniosku, że życie moje jest bez sensu. Przejdzie na pewno. W tej chwili skup się na tym co na pewno jest dobre, na Kornelce. A co do troszczenia się - Weronika, weź się zatroszcz sama o sobie. Wskocz w fajniejsze ciuchy, pomaluj się, wyjdź na spacer, spotkaj się z kimś (może w Twoim mieście jest klub mam? U mnie w Tychach okazało się, że jest - dziwiło mnie to, ale jednak jest). Mi wystarczy czasami taka "terapia" - gdy usłyszę miłe słowo, od razu jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio pomalowałam paznokcie - o kurczę, jak długo tego nie robiłam :) Poczułam się jak dama jakaś :O

      Nie ma u mnie żadnego klubu mam, niestety :/

      Mam podobnie, że jak ktoś jest dla mnie miły, to i mi polepsza się nastrój. Od razu cieplej robi się na serduchu...

      Na humor bardzo źle działa pogoda. Wg mnie jest stanowczo za mało słońca i ta szarzyzna mnie też dołuje :(

      Czyli wszystkie zgodnie doszłyśmy do wniosku, że to hormony- uffff :) Super, bo to znaczy, że minie i że z natury nie jestem taką wredotą, jak mi się teraz wydaje :)

      Usuń
  20. Ciężka sytuacja...

    polecam stronkę:
    http://www.promobaby.pl/

    OdpowiedzUsuń