Moja wizja porodu. A właściwie jej brak.

czwartek, stycznia 10, 2013

Mój wymarzony poród...
Wróć... Jaki wymarzony?
Czy można wymarzyć sobie poród?
Czy o porodzie w ogóle można marzyć?

Już od jakiegoś czasu tkwię w tym temacie. 
Ponieważ jutro kończę 34 tydzień, zaczynam chyba czuć zimny oddech zbliżającego się porodu na karku.


Wiem, że poród jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych wydarzeń w życiu kobiety. Ale każda z nas jakąś tam jego wizję w głowie posiada. Albo chociaż wie, czego by wówczas chciała, a co nie jest konieczne.

Powiem tak: nie boję się bólu. Bardziej obawiam się tego, czy nie będzie żadnych komplikacji, czy z Nelcią nic złego się nie będzie działo. 

Nie mam wizji porodu w postaci konkretnej, wypunktowanej listy, co po kolei ma się dziać. Myślę, że jak się już zacznie, wpadnę w dziką panikę i i tak nie będę wiedziała, co robić. 
Mam w głowie jedynie jakiś zamglony, zamazany obraz tego, jak to wszystko się potoczy.

Chcę rodzić w swoim rodzinnym mieście, 30km stąd. Nie zamierzam na tydzień przed terminem przenosić się do rodziców czy też kłaść w szpitalu, by czekać. 30km to odległość, którą raczej da się spokojnie pokonać, jeżeli pojawią się już skurcze. Zdążę. O to jestem raczej spokojna, chociaż biorę też pod uwagę jakiś nagły wypadek i  myślę, że wówczas będę zmuszona urodzić w miejscowym szpitalu.

Sądzę, że rozpoznam, kiedy poród będzie blisko. 
Zadzwonię po M. do pracy (o ile nie będzie akurat w domu), kiedy będą pojawiać się coraz silniejsze i częstsze skurcze. 
Wypuszczą go bez problemu, dopakuję torbę do szpitala, załadujemy się do auta i w drogę. 
Jeżeli u celu podróży skurcze będą już na tyle regularne, bym mogła pojawić się w szpitalu - tniemy tamże. Jeżeli nie - do moich rodziców, coby przeczekać jak najdłużej bez opieki naszej kochanej służby zdrowia.
Już szpitalu załatwimy wszystkie papierkowe formalności, położą mnie na oddziale, no i wówczas w sumie trzeba będzie już tylko stękać i czekać, aż będą mogli wywieźć nas na blok porodowy. 
Oczywiście bez M. nigdzie się nie ruszam :)
A potem to już trochę /a może nawet więcej niż trochę/ wysiłku i... 
powitanie naszej córeczki :)

Wiem, nie ma realnych szans, by wszystko poszło tak gładko i różowo. Ale... chciałabym...

Nie chcę: żadnych środków przyspieszających poród, znieczulenia, cesarki (chyba, że zajdzie taka konieczność).
Nie mam nic przeciwko: nacinaniu krocza (jeżeli będzie potrzeba).
Chciałabym: mojego ginekologa i M. w pobliżu.

Zobaczymy, jak to wszystko ugryzie mój doktorek. Jest ordynatorem na ginekologii w szpitalu, w którym będę rodzić. Na najbliższej wizycie muszę go podpytać, co on o tym wszystkim sądzi i może wreszcie powie mi, jaka jest najbardziej prawdopodobna data porodu, bo ciągle nie potrafi się zdecydować.

Były plany, były marzenia. A teraz realia.
Nigdy, nawet nie będąc w ciąży, nie wyobrażałam sobie, by przy porodzie nie było ze mną M. Już niekoniecznie na sali, bo może nie będzie w stanie, ale zależało mi na jego obecności chociaż gdzieś w szpitalu. 
W ogóle nie brałam pod uwagę (i w sumie nadal nie biorę) opcji, że miałabym rodzić, nie mając w świadomości jego bliskości.

Ale kiedy M. powiedział, że wejdzie na salę, że zdecyduje się jednak mi towarzyszyć, trzymać mnie za rękę i patrzeć, jak na świat przychodzi nasz Cud, wpadłam w taką otchłań pewności, że nie będziemy wówczas same w tych trudnych dla mnie i dla Nel momentach, że teraz nie mogę się otrząsnąć :(
Wszystko mi się posypało...
Nie, nie plany porodowe. Szlag niech trafi plany!!! 
Ale bliskość M. - to nie jest plan, to dla mnie niezbędny element, bez którego nie dam rady. 

Na blok - ok, mogą go nie wpuścić, ale BĘDZIE w szpitalu, MUSI zobaczyć Nel w pierwszych godzinach jej życia - tak myślałam. 
A teraz mam tylko strzępy tej pewności... :(

Okazało się, że pod koniec stycznia i w lutym M. ma mieć dwa poligony...
Niby właśnie dziś wykłócił się i prawdopodobnie nie pojedzie. Ale... obiecali mu, że nigdzie go nie wyślą w tym okresie już dwa tygodnie temu, a teraz jednak go wpisali na te wyjazdy. Z wojskiem nigdy nie wiadomo...  

I jak ja mam ufać, wierzyć, być spokojna? 
Jak mam to wszystko zaplanować, jak o tym myśleć? 
Co zrobić? 

Jestem naprawdę zrozpaczona. 
Na 40 dni przed terminem przestaję to wszystko ogarniać, tracę cały swój zapał i radość. 
Jeżeli jednak go tam wyślą, to chyba oszaleję. 
Nie wiem, zacisnę nogi, cokolwiek, ale przenoszę Nelę, przeczekam do jego powrotu. 

Tu już nawet nie chodzi o sam poród i o mnie. 
Nel od pierwszych chwil swojego życia doświadczy braku ojca! - to ta myśl doprowadza mnie do szału. 
Podczas kiedy weźmie pierwszy wdech w swoje malutkie płucka, jej tato będzie biegał po lasach na drugim końcu Polski... :(

Zeświruję. 
Koniec ciąży, a ja nawet teraz nie mogę spokojnie przeżyć tego okresu, wyluzowana i szczęśliwa czekać na finał...

Te posty mogą Ci się spodobać:

36 komentarzy

  1. Mi łatwo mówić bo wiem, że będę miała cesarkę - innego wyjścia brak.

    Na szkole rodzenia położna wpajała nam by nie zastanawiać się nad wizją porodu, że lepiej iść na żywioł, bo inaczej będziesz stresować się do samego porodu.

    Nie myśl o tym: będzie co ma być

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pójdę na żywioł, zrobię wszystko, byle tylko M. był ze mną...

      Usuń
  2. Weronika nie zadręczaj się tak, to nie służy ani Tobie ani dziecku. Wyluzuj trochę,... wszystko się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się ułoży - inaczej sobie nie wyobrażam...

      Usuń
  3. ja też nie miałam planu co do porodu, wszystko przyszło samo naturalnie, będzie zatem dobrze i u Ciebie, musisz myśleć pozytywnie szczególnie teraz, trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co opisałam to żaden plan - samo mi się w głowie uroiło, że to może tak wyglądać. Ale biorę pod uwagę, że tak naprawdę wszystko wydarzyć się może :)

      Usuń
  4. Twój M. wywalczy co mu się należy, nie martw się na zapas. Mężczyźni w kwestiach związanych z córeczkami i ich mamami są silni i to bardzo. Nie stresuj się, nie kombinuj, pogłaszcz Nelcię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką właśnie mam nadzieję - że wywalczy :)

      Usuń
  5. Nie zakładaj i nie zastanawiaj się, że go z Wami nie będzie. Myśl pozytywnie, myśl, że będzie przy Was. Inaczej zwariujesz od tej niepewności. Ja wierzę w to, że uda się Wam przeżyć te cudowne chwile wspólnie. Główka do góry :)
    A poród..można sobie wymarzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia w ogóle jak to wszystko mogłoby wyglądać, więc dużo sobie nie wyobrażę :)

      Mam nadzieję, że będzie tak jak piszesz :)

      Usuń
  6. Ja nie wyobrażałam sobie porodu, zwyczajnie wmowilam sobie, ze będzie dobrze i tak było. Co więcej, gdy się zaczęło, byłam tak podekscytowana, że mogłabym wówczas góry przenosić. Po porodzie byłam z siebie taka dumna, z niczym w życiu sobie lepiej nie poradziłam jak wydanie dziecka na świat. Obecność męża jak dla mnie, niezbędna. To jemu mogłam ugniatać dłonie w skurczu, to on mi przypominał o prawiłowym oddychaniu, podawał wodę, pomagał wejść pod prysznic. Nie mógł ze mnie zdjąć bólu, a zrobił jednak więcej: po prostu BYŁ. Widziałam jego łzy i przerażenie, gdy zrobiło się poważnie i widziałam jego dumny wzrok, gdy jako pierwszy zobaczył naszego syna. Poród jeszcze bardziej nas zbliżył, to było coś mistycznego- na tyle, ze po 3 miesiącach mogłabym przeżyć to na nowo! Zatem, życzę Wam wspólnego porodu, nie martw się, uda Wam się go wspólnie przeżyć. Powodzenia, Karina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przyjemność czytać takie historie :)
      Mam nadzieję, że swój poród będę oceniać podobnie :)

      Usuń
  7. ja dokładnie tak jak dziewczyny nie miałam wizji co do porodu, stwierdziłam, że co ma być to będzie, wiedziałam, ze będzie boleć... bo to chyba nieuniknione... będzie dobrze, pod warunkiem, że twoje nastawienie będzie optymistyczne i pozytywne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, co do samego porodu jestem naprawdę pozytywnie nastawiona. Oczywiście, wiadomo, to boli, ale według mnie nie ma takiego bólu, którego można nie przeżyć. W końcu natura tak to wszystko wykombinowała.

      Usuń
  8. mój mąż zobaczył Tosię w 2 dobie dopiero, bo był w Niemczech wtedy... urodziłam bez niego i do dziś sie zastanawiam, czy na pewno nie wezmę douli również do drugiego porodu, a jemu oszczędzę tego wszystkiego... :) Mój poród przeszedł moje oczekiwania, pozytywnie. Był szybki i można powiedzieć, lekki łatwy i przyjemny. Takiego życzę i Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tu nie chodzi nawet o sam poród... Głównie o to, że po porodzie M. może z nami długo nie być.
      Przebieg porodu to chyba trochę kwestia nastawienia. Ja traktuję go jako mistyczne przeżycie, które pozwoli mi poznać moją córeczkę, a nie jako szpital, pot, krew i łzy. Poza tym należy pamiętać, że dziecku też jest wówczas trudno...
      I dziękuję, mam nadzieję, że mój poród również będzie przyjemny (w miarę :)).

      Usuń
  9. Nie myślałam o porodzie, nie planowałam go. Jedynie co to myślałam, że pojadę do szpitala na ostatnią chwilę gdy skurcze będą mocne. Jechałam godzinę po pierwszym skurczu, a to dlatego, że od razu pojawiły się co 15 minut, a zanim wyszykowałam się do szpitala były już co 10. W szpitalu co 5, a później się zatrzymały :) Nic nigdy nie wiadomo. A co do paniki...też myślałam, że jak będę wiedziała że to już to spanikuję...a wręcz przeciwnie byłam bardzo spokojna i opanowana. Z Tobą też tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego mówię, poród jest na maksa nieprzewidywalny: czasem leci jak z górki i się zatrzyma, jak u Ciebie :)

      Hmmm, w sumie przez 9 miesięcy czeka się właśnie na poród, więc jest się na niego w miarę przygotowanym - może dlatego jak już nadchodzi jesteśmy spokojne i opanowane... :)

      Usuń
    2. Chyba tak, po prostu już przywykamy do tej myśli :)No i wiemy, że w końcu nasze oczekiwanie zostanie wynagrodzone

      Usuń
  10. "Co ma być to będzie" - tak mówili w Szkole Rodzenia. Tak do tego my podeszliśmy. I szczerze - nie wyobraziłabym sobie porodu. Jak się tego nie przeżyje, to ciężko to sobie wyobrazić.

    Bądź dobrej myśli. Na pewno uda się Wam być razem :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też podchodzę do tego "co ma być to będzie".

      Opisałam to, jak mi się to samo w głowie ubzdurało, to nie jest mój plan :)...

      Usuń
  11. Ja nie zastanawiałam się nad porodem ale boję się. Wiem, że dam radę, muszę. Nie ma innego wyjścia. Staram się namówić męża na poród rodzinny, ale on nie chce się dać przekonać. Jak na razie obiecał, że będzie w razie czego na korytarzu ciągle czekał. Tylko nie wiem czy to możliwe na porodówce? Muszę podpytać. A Twój M. na pewno da radę. Mówię Ci jakoś to czuję. Przyjechałabym do Ciebie potrzymać Cię za rękę najchętniej.Stresuję się Twoim porodem bardziej jak własnym chyba. Śledzę Cię codziennie i wmawiam sobie, że jak Ty dasz radę to ja też dam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Boziu ale sie przejmujesz, stresujesz, nie ma czym poród to tak na prawde jeden dzień potem jest o wiele ciekawej niby z dzieckiem przy sobie ale kurde poród to chwila moment...ale jak masz potrzebe rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze...;) po prostu jak urodzisz to jeszcze stweirdzisz i po co ja sie tym wszystkim tak aż tyle przejmowałam i głowe sobie zajmowałam jak to o chwila moment i sie dziecko urodziło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusia, ale ja opisałam tylko swoją wizję, jak to wygląda w mojej głowie. Nie przejmuję się porodem i nie rozkładam go na czynniki pierwsze. Bardziej chodziło mi o to, że nie będzie przy mnie M. i to nie tylko w czasie, gdy Nel będzie się rodzić, ale i być może kilka tygodni po tym fakcie...

      Usuń
  13. Musisz myśleć pozytywnie!!!!! Choćby dla Nel, żeby jej się tam w brzuszku spokojnie mieszkało. A co do porodu - rzeczywiście z reguły zaskakuje ale warto zrobić sobie "plan porodu". Myślałaś o tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam i doszłam do wniosku, że nie będę pisać planu. W moim szpitalu i tak nikt nie zainteresował się takim papierkiem, a poza tym chciałabym, by to wszystko przebiegało naturalnie, a nie według tego, jak ja sobie to wymyśliłam. Nelcia jest najważniejsza, niech robią ze mną wszystko, byle tylko z nią było ok :)

      Usuń
  14. Mam nadzieję, że uda się poród we dwójkę. Jeśli nie - pamiętaj - i tak dasz radę. W czasie porodu i tak najważniejsza jesteś Ty i dziecko. Nie ukrywam, że z perspektywy czasu nie wiem, jak ja bym sobie poradziła, gdybym miała rodzić sama - na pewno poród byłby dużo cięższy, ale prawodpodobnie w przypadku samotnego porodu lekarze i położne starają się zrekompensować tę samotność.
    A póki co - myś pozytywnie, nie stresuj się. Co ma być to będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poród porodem, ale po porodzie... Też sama? Ciężko by mi było...
      Mam dwa wyjścia: albo myśleć pozytywnie, albo się dołować, nic innego nie zrobię. Muszę więc chyba wybrać to pierwsze, bo to najlepsze dla Nel... :)

      Usuń
  15. Ale masz śliczny brzuszek :) Jak to szybko zleciało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masakrycznie szybko zleciało :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  16. zastanowił mnie punkt: "nie chcę znieczulenia" :) ja rodziłam bez znieczulenia... nie do końca z wyboru, po prostu w tym bólu zapomniałam, że coś takiego istnieje... następnym razem napiszę sobie na czole CHCĘ ZNIECZULENIE!
    co do M., cóż, nieprzewidywalny zawód... ale musisz myśleć pozytywnie, bo się wykończysz...
    co do fragmentu, że Nel doświadczy "braku ojca" od pierwszych chwil... bez przesady :) na początku i tak najważniejsza na świecie jest mama, a Ty tam będziesz :)
    i musisz wziąć się w garść! nawet jeśli M przy Tobie nie będzie to Ty musisz być silna, dla Nel! wtedy to ona będzie najważniejsza i to ona musi czuć Twój spokój! a Ty po prostu musisz dać radę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że nie chcę znieczulenia, ponieważ większość kobiet, z tego co zdążyłam zauważyć, uważa je za niezbędny element porodu. Ja chcę dać radę bez niego.

      Wychodzę z założenia, że tak ciąża, jak i pierwsze chwile życia ogromnie oddziałują na psychikę maleństwa i ewidentnie ja będę dla Nel wówczas najważniejsza, ale brak ojca też na nią wpłynie.

      A że muszę być silna... to wiem, już się nauczyłam, że muszę :)

      Usuń
  17. Porodu nie da się wogóle zaplanować. Ja niby miałam ciężką ciążę, poród i po porodzie a jednak zapomniałam i chcę kolejnego szkraba. Teraz tylko martwię się jak do niego dotrwać a potem musi jakoś pójść. A Twój mąż na pewno zrobi wszystko by być z Wami. Trzymam zs Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiesz, poród póki co jest czymś co mnie paraliżuje nim zdążę o nim dokładniej pomyśleć;)
    Panicznie się boję, odkładam zmierzenie się z tym na później.
    Jestem bardzo wrażliwa na ból.
    Jedynie myśl, co po nim będzie napełnia mnie siłą i radością.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana wytrwasz! Pamiętaj każda to przechodziła... łatwo nie jest bo owszem nie ukrywam boli jak sam skur*wysyn ale później następuje moment radości który wynagradza cały ból :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam do wspólnej zabawy: http://szczesciejednomaimi.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń