Podsumowanie 36. tygodnia

niedziela, stycznia 27, 2013

Przedwczoraj skończyliśmy 36. tydzień ciąży :) 
Jak nam upłynął?


Same pozytywy :)

Chyba zaczynam jakoś uspokajać się psychicznie co do obecności M. przy porodzie i co do naszego życia po tym wydarzeniu. Mam wielką nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli :)
M. powinien wczoraj wyjechać na poligon. Na szczęście, jakaś dobra dusza zlitowała się nad nam i pozwoliła mu zostać :) Mało tego, M. ostatnie trzy dni spędził w domu, bo wziął sobie wolne :) Z tego też powodu mogliśmy pobyć sobie trochę razem, zrobiliśmy sesję zdjęciową, której namiastkę przedstawiłam Wam w ostatnim poście, a wczoraj wyczłapałam się nawet na spacer! 

Obiecałam sobie, że przed porodem stanę się bardziej aktywna, no i cóż, energia naprawdę mnie rozpiera, ale niestety moje ciało nie nadąża :/ Przy dłuższym chodzeniu bolą mnie biodra i co jakiś czas odczuwam bardzo silny ucisk na pochwę, tak jakby Nel chciała na siłę się wydostać. Trwa to chwilę, ale coraz częściej się powtarza. Miałyście coś podobnego? Czy to czasem nie znaczy, że Nelcia zaczyna się ustawiać do wyjścia?
Coraz częściej pojawiają się też jakieś skurcze, brzusio ciągnie w dół, wszystko chyba zmierza w jednym kierunku...

Hormony przestały mi tak buzować, już nie wybucham gniewem, tudzież płaczem, tudzież śmiechem bez powodu - całe szczęście, zwłaszcza dla M. ;)

Najgorsze teraz są noce. Najchętniej w ogóle bym się nie kładła, jak pomyślę o tym, ile razy w ciągu tych kilku godzin się obudzę, ile razy wstanę do toalety, bądź wstanę po to, by się snuć po mieszkaniu, ponieważ biodra bolą od leżenia, ponieważ kręgosłup w ogóle nie daje leżeć; jak pomyślę, ile obrotów z jednego boku na drugi będę wykonywać w ciągu minuty, ile czasu mogłabym spać, a tylko leżę...
Gdy robi się widno za oknem, czuję, jakbym dobiła do brzegu. Mogę wreszcie wstać i zacząć jakkolwiek funkcjonować, pomimo, że jestem kompletnie niewyspana.

Ale w dzień też boli. W krzyżu. A sytuacji wcale nie polepszają do granic możliwości skopane żebra. 
Ech, jak ja kocham tą moją małą słodziutką córeczkę :) Już widzę, że niezłe ziółko z niej będzie - to na pewno po tatusiu...

W tym tygodniu po raz kolejny odwiedziłam też dentystkę. W przychodni akurat natknęłam się na położną środowiskową, która będzie do nas przychodzić po narodzinach Nelki. Na szczęście, okazała się być miła i w miarę przystępna. Co mi się spodobało to fakt, że jest doradcą laktacyjnym. Zaprosiła mnie też na spotkania darmowej szkoły rodzenia, którą prowadzi. Spotkania odbywają się raz w tygodniu, kawałeczek drogi ode mnie, więc może się skuszę i pójdę na te kilka, na które jeszcze zdążę :)

Kolejny punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia w styczniu odhaczony. A mianowicie pranie i prasowanie rzeczy Kornelki :) Wszystko poukładane w szafie i komodzie, a ponieważ torba do szpitala też już jest gotowa, w naszej sypialni zaczyna się przejaśniać :)

Oj, oj... już tak niedaleko do spotkania z Tobą, córeczko... 
Nie myślę już o niczym innym - tylko poród, wychowanie, pielęgnacja... 
I jak to będzie... 
I marzę, i snuję plany na przyszłość, i wizualizuję, jakie piękne życie czeka naszą trójeczkę :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

16 komentarzy

  1. Weronika, to już?! Trzymam kciuki, aby wszystko poszło jak najlepiej :) PS idealnie poskładane rzeczy w szafce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już? Chyba jeszcze nie już, jeszcze troszkę :)

      Usuń
  2. Weronika, to już?! Trzymam kciuki, aby wszystko poszło jak najlepiej :) PS idealnie poskładane rzeczy w szafce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też niedawno wszystkie grzejniki były pozajmowane przez rzeczy Matiego:) A teraz popakowałam wszystko w torebki z podziałem na rozmiary, bo oczywiście kupowałam ubranka na wszystkich możliwych promocjach i niektóre są zdecydowanie za duże jak na początek.
    A co do spania to też wyczekuję ranka, żeby móc już wstać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też poukładałam wszystko rozmiarami, żeby potem się nie okazało, że czegoś Nel nie zakładałam, a już jest za małe... :)

      Usuń
  4. A dopiero teraz zobaczyłam tą sesję. Weronika, wyglądasz ślicznie. Zrobiliście sobie wspaniałą pamiątkę i chyba trochę ściągnę pomysły na zdjęcia;) Naprawdę super:)
    A zauważyłam, że nie masz tej brązowej kreski od pępka, która u mnie jest baardzo widoczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, ściągaj, bardzo proszę, my też nie wszystko sami wymyśliliśmy ;)

      A właśnie, nie mam tej kreski :) Tzn. jak się uważniej przyjrzeć to coś tam prześwituje, ale na pierwszy rzut oka nic a nic :) Niektóre mi pod poprzednim postem narzekały, że mi pępek wypchnęło, a im nie, ale za to ja nie mam tej krechy :)

      Usuń
  5. kochana czułam się podobnie, miałam wrażenie jakbym miała nóżkę małego w kroku, przy chodzeniu bolące biodra, a o spaniu nie wspomnę bo to była na końcu tragedia, chciało mi się spać a za nic nie mogłam się ułożyć, a by przewrócić się na drugi bok to musiałam po prostu wstać, usiąść i jakoś kombinować:)
    i tak samo mimo zmęczenia miałam tyle energii, że szok
    A kreska to z tego co pamiętam sprawa hormonów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje hormony działają widocznie tylko na mój nastrój, a nie ciało :)

      Usuń
    2. Dziewczyny, ja mam całkiem na odwrót! Całą noc przesypiam jak zabita, z zegarkiem w ręku bo punkt 22, leże już w łóżku. Nawet mąż, który wstaje o 6 rano do pracy mnie nie budzi, albo czasem obudzi, a ja i tak potrafię zasnoć znów i budzę się na siłę o 8.00. Rano nie chce mi się wstawać bo czuję się nadal nie wyspana i cały dzień chodze i ziewam, nie mam ochoty na sprzątanie czy gotowanie, jedyna rzecz która mi sprawia przyjemność jest składanie i prasowanie ubranek naszej Zosi:)

      Usuń
  6. No to już bliziutko bliziutko :) ale wiem że te ostatnie tygodnie się strasznie ciągną :)
    a co do nieprzespanych nocek to przyzwyczajaj się bo teraz ich będzie tylko więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj się dzielnie! Już widać koniec ciążowej wędrówki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już bliżej niż dalej :-) teraz może się rozpocząć w każdym momencie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana jak tak boli i ciągnie to malutka schodzi w dół.. ja tak miałam do ostatniego dnia... Jeśli zacznie naprawdę boleć jedź do lekarza, bo teraz w każdej chwili Malutka może wyjść na świat ;))
    Co do braku snu znam to aż za dobrze ale powiem Ci tak gdybym wtedy wiedziała jak mało będę spała po urodzeniu Filipa robiła bym wszystko by spać w dzień.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominowałam Cię do nagrody The Versatile Blogger :)

    OdpowiedzUsuń