To miał być post o Nel, ale Nel...

środa, lutego 20, 2013

się rozmyśliła...
 :D

4 dni na porodówce. I wróciliśmy do domu w dwupaku...

W sobotę, jak tylko rano wstałam, pojawiły się bardzo silne bóle idące od krzyża. Jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam, nie mogłam w ogóle chodzić. Ponadto co chwilę miałam mokro w majtkach. 
Ale...  kazałam M. poodkurzać w mieszkaniu, w międzyczasie wstawiłam pranie i zaległam na kanapie. Ciągle bolało. Wytrwałam w takim stanie gdzieś do godziny 16, kiedy to poszłam do łazienki, a tam poczułam, że znów mam mokro. Tym razem tak bardziej... Miałam wrażenie, że to sączące się wody. 
M. wpadł w panikę (chociaż jednocześnie był w euforii), szybko się ubrał i już stał w drzwiach wyjściowych z jednym wielkim "Jedziemy!" na ustach, podczas kiedy ja zastanawiałam się, czy to aby na pewno wody, gdzie zadzwonić, kogo dopytać. 

Telefon do mojego lekarza. Kazał przyjechać do szpitala. M. mnie poganiał, ale ja bez przekonania weszłam pod prysznic... 
Przez całą drogę, którą musieliśmy przebyć autem, marudziłam, że czuję, że powinnam jeszcze poczekać, że to nie to, że jadę tylko i wyłącznie dlatego, że mam dodatni GBS i boję się, że jeżeli się mylę, to potem będzie już za późno na podanie antybiotyku.

Pierwsza rzecz w szpitalu: KTG. Jakieś tam niewielkie skurcze. Później zbadał mnie lekarz. Rozwarcie na 2cm. Pęcherz płodowy cały, więc możliwe, że wody sączą się "z górnego segmentu" (? cokolwiek to miało znaczyć :)). Podali mi penicylinę, no i oczywiście zatrzymali w szpitalu, co by czekać na większe skurcze. 

Ale... z dnia na dzień nic się nie zmieniało, a wręcz przeciwnie: skurcze zanikały, a ostatnie dwa KTG nie wykazały nawet jednego najmniejszego!
Położne się ze mnie śmiały, zmieniały się - odchodziły i wracały: "Ja już myślałam, że pani z dzidziusiem...", "A pani co? Leży i dojrzewa? :)"...

USG zrobione w niedzielę wykazało zmniejszoną ilość wód płodowych (mogłam się domyślać, bo sam brzuszek zrobił się sporo mniejszy) i to, że Nel jest bardzo, bardzo nisko ułożona główką.

W poniedziałek pojawiła się śluzowa krwista wydzielina i silny ból jak na okres. Dyżurująca położna zapewniała, że coś się zaczyna... Ból towarzyszył mi cały dzień, ale ni hu hu się nie nasilał, a wieczorem nagle zniknął... Wody nadal się sączyły, ale już mniej.
Rozwarcie się powiększyło, ale nic poza tym. 
Wszyscy wydzwaniali i pytali, czy już po wszystkim, co irytowało mnie bardziej niż samo czekanie.
Na wieczornym obchodzie dowiedziałam się, że mam wszystkie objawy porodowe prócz skurczy, więc we wtorek zapadnie decyzja, czy wypuszczają mnie do domu (mało prawdopodobne ze względu na fakt, że zaraz pewnie wrócę), czy podadzą mi kroplówkę na wywołanie porodu.
Tak więc noc z poniedziałku na wtorek spędziłam na rozmyślaniach, że następnego dnia Nel prawdopodobnie będzie już z nami. Niestety, musiałam też słuchać jęków i stęków dochodzących z sali porodowej, gdzie na świat przychodziła córka dziewczyny, która miała termin na ten sam dzień co ja i trafiła do szpitala dosłownie przed momentem - z takimi objawami jak ja! Miała czekać do rana na kroplówkę, ale z chwili na chwilę dostała regularnych skurczy... 
Moja macica natomiast milczała...
Nie powiem, jak do tej pory nie bałam porodu, tak zaczęłam panikować po tym, co widziałam i słyszałam! Miałam świadomość, że i tak i tak mnie to nie ominie, ale - serio - w tamtym momencie chciałam stamtąd zwiać ;) Próbowałam na siłę usnąć, żeby doświadczać jak najmniejszej ilości tych bodźców dźwiękowych, a kiedy wreszcie mi się udało, spałam bardzo niespokojnie. 
Przebudziłam się ok. godz. 3 nad ranem, kiedy do sali przywieźli Kamilę i jej malutką Maję. Kamila była przeszczęśliwa, chociaż przez połowę swojego porodu krzyczała, że nie chce mieć więcej dzieci ;) Po wszystkim stwierdziła jednak, że nie pamięta już bólu... Dodało mi to trochę otuchy, a jednocześnie zazdrościłam jej, bo urodziła swoje pierwsze dziecko po 4 godzinach od rozpoczęcia regularnych skurczy!!! Tylko pogratulować...

We wtorek rano czekałam jak na szpilkach na obchód i badanie. 
Mój lekarz prowadzący podjął decyzję, że chociaż może zaraz wrócę do szpitala, jednak mnie wypisze. Nie wiem, czy poczułam ulgę czy zawód. Chyba bardziej ulgę i zadowolenie. W końcu nieczego bardziej nie pragnęłam jak porodu naturalnego i tego, żeby Nel sama wybrała sobie datę swoich narodzin. 
Lekarz swoją decyzję argumentował faktem, że indukcja mogłaby nie być korzystna dla mojego organizmu ze względu na anoreksję, którą przebyłam. Nie mam pojęcia, jak się ma jedno do drugiego, ale chyba dobrze wyszło.

W piątek lekarz kazał przyjść na kolejne KTG. O ile wytrwamy do piątku...

Dziś siedzę w domu i czekam. Teraz to naprawdę nic innego jak czyste czekanie. Na skurcze, bo praktycznie nic więcej nie potrzeba. 

Nie, nie sprzątam ;) Nie forsuję się, chociaż może byłoby to teraz wskazane. Boję się, żeby dziś nic się nie zaczęło, bo M. jest na służbie i nie miałby kto zawieść mnie do szpitala. Muszę dotrwać do jutra. A od juta niech się dzieje, co chce.
Siedzę, bo zresztą i tak nie bardzo mogę chodzić. Nel już tak napiera na szyjkę macicy, że powoduje to jej silny ból, ukłucia, ale też drętwienie pachwin przez uciskanie nerwu kulszowego. Brzuch mocno się napina. 

Tak więc na dziś planuję lenistwo, ale muszę też przepakować torbę do szpitala, trochę rzeczy poprać, trochę dołożyć, a trochę odjąć: dzięki temu pobytowi mam świadomość, co będzie mi bardziej potrzebne, co mniej, a co wcale.

Eh, jak dobrze, że jestem w domu - tutaj to wszystko wygląda mniej groźnie i mogę jeszcze żyć złudzeniem, że wcale nie jest tak strasznie, jak jest ;) A w szpitalu człowiek pozbywa się wszelkich złudzeń, klapki spadają z oczu i trzeba się pogodzić z tym, że porodówka jest miejscem, gdzie nie istnieje pojęcie "wstydu". Trochę to przerażające...
Ale... nagroda za to całe cierpienie jest wspaniała, cudowna i to z jej względu czekam na TEN BÓL :D

Te posty mogą Ci się spodobać:

66 komentarzy

  1. nie spieszy się dziewczynie! w co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wcale a wcale jej się nie spieszy :) Na pewno tej cechy nie odziedziczyła po mnie - ja spieszę się wszędzie :)

      Usuń
  2. A już myślałam, że z fotką Neli będzie kolejny post. Odpoczywaj sobie spokojnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że też tak myślałam ;)

      Usuń
    2. ja tez juz bylam przekonana !

      Usuń
  3. Uparciuch z Nel:-) ale za to jaka radość bedzie jak ja w koncu zobaczysz.. Wie dziewczyna co robi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uparciuch to mało powiedziane :) Ale wiem po kim to ma - po tatusiu ;)
      Ale chcę, żeby wyszła na świat, kiedy to jej się będzie podobać - to jej pierwsza życiowa decyzja, niech podejmie ją sama ;)

      Usuń
  4. Gratuluję siły. Naprawdę i całkiem serio. Jestem "szpitalofobem" i taki falstart na pewno doprowadził by mnie na skraj przepaści. Dlatego modlę się o spokojni szybki poród, bez tego rodzaju przygód. Ale co będzie - to będzie.
    Życzę powodzenia i z niecierpliwością czekam na wiadomość że Nel jest już z nami ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem szpitalofobem i nie przyszło mi z łatwością leżenie tam :) Wściekałam się jak nie wiem, że tam pojechałam. I też miałam nadzieję, że nie przydarzy mi się taki falstart. Cóż, nie wszystko można zaplanować :)

      Usuń
  5. W takim razie czekamy na Nel :-)
    W sumie to dziwne że Cię wypisali ale widać uznali że tak będzie lepiej.
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, bo i położne mi mówiły, że nie ma sensu wypisywać... Cóż, w domu chociaż będę się mniej stresować :)

      Usuń
  6. Byłam pewna że zobaczę dziś zdjęcie Nel:-)Ale co tam,ona wie kiedy ma wyjść najlepiej;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona wie, tylko ja nie wiem :) Jakoś muszę to przeżyć ;)

      Usuń
  7. Nelci się nie spieszy. Czekamy dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. niezła historia. najgorsze jest to czekanie i to jeszcze w szpitalu, współczuje. życzę żeby poród odbył się szybciutko i bez komplikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że teraz czekam już w domu... Ale i tak jest to denerwujące :)

      Usuń
  9. Po tytule myślałam, że masz już Nel przy sobie ale, że z dziewczynki urodził się chłopiec:)Ja też zaliczyłam "falsestart" i żałowałam bardzo, bo te atrakcje dźwiękowe rodzących przyprawiły mnie o zawrót głowy i takiego stracha napędziły, ze hoho:) I widziałam, że nie mogę tak krzyczeć bo to raz że obciach, dwa nic nie daje, trzy zabiera energię:)
    Z mojego doświadczenia i obserwacji innych rodzących wiem, że gdy poczuje się skurcze te już dość mocne, no należy rozpocząć spacer:) Życzę spokoju na resztę dni w 2-paku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też ten pobyt nie wpłynął najlepiej. Boję się teraz trochę, a do tej pory byłam taka spokojna. Jedyny pozytyw jest taki, że dostałam już jedną dawkę antybiotyku na GBS, a drugi, że już mniej więcej rozumiem, jak mają wyglądać te całe skurcze i jak co po kolei się odbywa...
      Spokój by mi się przydał :)

      Usuń
  10. Moja mama zawsze powtarza, że pierwszy poród jest najlepszy, z racji tego, że nie wiemy co nas czeka. Przez ten pobyt w szpitalu już masz obraz jak to wygląda. I pewnie tak samo jak tamta dziewczyna, każda z nas mając przy sobie upragnione maleństwo nie będzie już pamiętać przeżytego bólu, bo tak jak napisałaś efekt końcowy jest tego wart! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że pierwszy poród jest najlepszy, bo jak się mam bać bólu, którego nie znam?... I do tej pory w ogóle się nie przejmowałam tym, co mnie czeka. Niestety, nadal nie wiem jaki to ból, ale po tym co widziałam wiem już, że jeden z najgorszych... I napawa mnie to przerażeniem :) ...

      Usuń
    2. Ropien zęba boli gorzej :-D przy tym poród to pikus :-D

      Usuń

  11. Życzymy lekkiego porodu :)
    I czekamy dalej na Nel !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękujemy :)
      I też czekamy...

      Usuń
  12. Myślałam, że już wyszła :)
    Chyba czuje , że zimno i czeka do wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo nie poczeka, bo kończymy 40 tydzień ;) jeszcze góra dwa ;)

      Usuń
  13. ja też byłam przekonana że już tulisz malutką w ramionach:)))

    gdzie rodzisz?w piotrkowie czy tomaszowie?wiem że pisałaś mi kiedyś ale zapomniałam:)

    www.hebamme.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani tu ani tu nie rodzę :) W Rawie Maz. :)

      Usuń
  14. Trzymamy zatem kciuki aby wszystko poszło szybko i jak najmniej boleśnie.

    Czekamy na Nelcie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. trzy dni naprzeciwko porodowki spędziłam i się nasluchalam też ;-) a jak zaczęła rodzic koleżanka z sali to się tak zestresowalam że też urodziłam :-D :-D Nel ewidentnie się nie spieszy... Tosia też była niziutko tak że na ostatnich usg nie można było główki zmierzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nelcia też jest tak niziutko, że lekarz nie mógł zmierzyć jej główki :)
      Ja myślę, że tak się zestresowałam porodem tej dziewczyny, że moja psychika zatrzymała mój poród ;)

      Usuń
    2. takatycia ma rację jak rodzisz to działają hormony i nie jest strasznie, jak mi powiedzieli że idzie rozwarcie to jakby mi ktoś skrzydeł dodał haha cały dzień robiłam kilometry po oddziale byle się akcja nie zatrzymała... swoją droga jeśli sącza ci się wody to ją bym wolala w szpitalu zostać i prosić o oksy bo bym się bała infekcji wewnątrzmacicznej o która łatwo jak się chodzi dłużej z rozwarciem.. Trzymam kciuki żeby się Nel szybko zdecydowała!!!

      Usuń
  16. Kochana, to naprawdę nie jest wcale takie straszne, wierz mi :)) Inaczej się podchodzi do swojego kiedy w ciele wytwarza się masa hormonów (m.in. adrenaliny, która daje Ci kopa do rodzenia), a inaczej jak sobie cichutko leżysz biernie na sali wysłuchując porodu toczącego się z boku :)
    Nie zamartwiaj się na zapas, będzie dobrze :)
    Pogłaskaj tam brzusia i Nel od nas :) Trzymamy za Was dziewczyny kciuki na całego! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żanetko, pewnie masz rację, że jak się już to przeżywa to jest inaczej... Ale póki się nie zaczęło, nie mam pojęcia co mnie czeka :)

      Najważniejsze jest zachować spokój i to staram się robić :)

      Usuń
  17. A ja myślałam, że już po wszytskim i masz Malutką przy sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam pewna, że już masz Kornelcie przy sobie, kilka dni Cię nie było :P Biedna.. nasłuchałaś się w tym szpitalu. Ja chyba bym na Twoim miejscu, wolała urodzić i poprosiłabym coś na skurcze chyba o okstytocyne, wolałabym mieć to już za sobą i nie dałabym się za nic wypisać do domu bez bobasa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem dość sceptycznie nastawiona co do wywoływania porodów, boję się, że coś - nie wiem nawet co - mogłoby pójść nie tak. Wolę zdać się na naturę :)

      Usuń
  19. hehe ;) ja też wchodząc na twojego bloga zobaczę zdjęcie małej ;) ile to już jest dni po terminie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jesteśmy przed terminem :) Termin mamy na 25 lutego, a 40 tydzień kończymy 22...

      Usuń
  20. A ja wczoraj o Was myślałam :) I byłam pewna, że Nel jest już z Wami :) A tu taka niespodzianka. Obyście już z następnej wizyty w szpitalu wrócili we trójkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod koniec już myślałam, że wyjdziemy we trójkę. Ale to Nel tu rządzi ;)

      Usuń
  21. zagladalam tu... cisza dala mi do myslenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisza niestety nie oznaczała, że Nel wyłazi ;) Uparte dziecko będzie ;)

      Usuń
  22. a ja wczoraj myślałam o Tobie i myślałam że urodziłaś i pewnie za pare dni się odezwiesz i pokażesz Nel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama trwałam przez te kilka dni w przekonaniu, że urodzę :)

      Usuń
  23. Ale z Nel spryciara ;)Kiedyś w was lekarze nie wierzono, teraz Nel im pokazuje kto tu rządzi :)
    Jestem codziennie przy Was:). Bloga będę miała cały czas Twojego otwartego, odświeżać go będę tylko :)
    Martwię się tym, że dziś bez M w domku jesteście.
    Jak coś to pisz, będziemy wżywać karetkę.
    przytulam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to Nel ustala reguły gry :)
      Też się trochę boję zostawać w domu sama, ale zaciskam nogi :)
      Dziękuję, że jesteś z nami :)

      Usuń
  24. Byłam pewna, że już urodziłaś, tyle Cię nie było, nic nie pisałaś. A Twoja Nel bawi się z Tobą w kotka i myszkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to taki typ już będzie: będzie lubiła zaskakiwać :)

      Usuń
  25. nie bede wyjatkiem jak napisze, ze czekalam na post, w ktorym oznajmisz swoja radosc. no coz, Nel ma inne plany, ale wiedz o tym, ze sie doczekasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nel już taka będzie... Od początku taka była, kazała na siebie czekać :) Nie chciała pokazać się na teście ciążowym, potem na USG, a teraz każe czekać aż wyskoczy :)

      Usuń
  26. No szkoda. Ale musimy jeszcze poczekać na Nią!

    OdpowiedzUsuń
  27. To już za chwileczkę!!! Ja obecnie zaczynam 39 ale jakoś przekonana jestem ,że córa wyjdzie później więc pełen spokój:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć też jakiekolwiek przekonanie, a to wszystko takie niepewne... :)

      Usuń
  28. Ojej, niezła emocje!! Współczuję tego niekończącego się czekania, ale pomyśl, że to już tak blisko! Czekamy na Malutką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się zajmować sobie czas, żeby nie myśleć i nie "czekać", bo to zwariować idzie :)

      Usuń
  29. Jeszcze troszke poczekacie a pozniej juz tylko sama radosc!pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Siedzi i dojrzewa - dobre! Co najlepsze, dziecko w brzuszku się nie przeterminuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to że się nie przeterminuje najważniejsze :)

      Usuń