Nel skacze czy boi się???

wtorek, marca 26, 2013

W sobotę opuściliśmy szpital. 
Nelcia jest już, na szczęście, zdrowa, jednak przez ten pobyt pojawił się kolejny problem. 

Czuję jakby ktoś podmienił mi dziecko. Kiedyś spokojna, śpiąca, jedząca regularnie co 2,5-3 godziny i pogodna Nel, teraz jest marudna, płacze praktycznie bez przerwy, mało śpi, a jedynym ukojeniem jest pierś 24 godziny na dobę. 
Moje sutki znów są zmasakrowane - tak jak na początku karmienia. 

A zaczęło się jeszcze w szpitalu, w czwartek. Nel praktycznie co dzień miała zmieniany wenflon, ale żaden - ani ten w rączce, ani w nóżce - nie doprowadził jej do takiej rozpaczy jak ten na główce. Od tamtej pory Nel nie jest sobą. 

Ostatecznie doszłam do wniosku, że po prostu się wystraszyła, a poczucia bezpieczeństwa szuka przy mojej piersi. Albo przechodzi skok rozwojowy - w końcu wczoraj skończyła miesiąc, więc już czas na pierwszy skok. A może i jedno i drugie zbiegło się w czasie? 

Wcześniej miałam wiele innych przypuszczeń, a brak pewności doprowadzał mnie (i w sumie nadal doprowadza) do czarnej rozpaczy. Jestem matką, a nie mam pojęcia, co dolega mojemu dziecku...

Nagła czwartkowa zmiana Nelki nasunęła mi rozwiązanie problemu, które zwykle nasuwa się jako pierwsze w sytuacjach, kiedy dziecko zaczyna bez powodu przeraźliwie płakać - ma kolkę. Wezwałam lekarkę, która stwierdziła, że Nel nie ma napiętego brzuszka, ale możliwe, że boli ją od antybiotyków. Podała czopek na przeczyszczenie, który to nic nie zdziałał. 
Druga lekarka również utrzymywała, że stan rzeczy jest spowodowany brzuszkiem, aczkolwiek śmiała też iść w kierunku, że mam mało mleka, ponieważ się odchudzam, przez co dziecko się nie najada i dlatego też płacze. 
Załamałam się i od tamtej pory ciągle chodzi mi po głowie myśl, że nie potrafię wykarmić mojego dziecka, że może by zacząć dokarmiać MM, że to ze mną - a nie z Nel - jest coś nie tak... Stresuję się masakrycznie i wydaje mi się, że jeżeli potrwa to dłużej, to faktycznie zupełnie stracę pokarm. Przecież w całej tej laktacyjnej logice najważniejsze jest psychiczne nastawienie...

Mało tego, dodatkowych stresów przysparzały mi niemiłe pielęgniarki, które to w chwilach płaczu Nel, kiedy i ja sama miałam ochotę już płakać, przybiegały do sali, wydzierały mi Nel z rąk i krzyczały do niej: "Co ta podła matka z tobą robi???"...
A co one z nią robiły? Przecież nie zauważyłam u nich ani odrobiny delikatności w stosunku do dzieci, nawet na odchodnym zerwały z główki Nel plasterek z wenflonem razem z włoskami. Jedna stwierdziła, że nie ma serca tego robić, a druga na to: "Dawaj, ja to zrobię, po co się tu rozczulać". Gdyby nie fakt, że byłam tak zdezorientowana i zmęczona, że nie wiedziałam, co ma na myśli, nie pozwoliłabym jej na to. Nel bardzo cierpiała...

To były naprawdę ciężkie dni...
Wróciliśmy do domu. Z dnia na dzień z Nelką jest coraz lepiej, mniej płacze, ale cycuś musi być dostępny non stop. Często wybudza się z płaczem i trzęsie się jak wystraszona. Myślę, że będzie się jej poprawiało, że przyzwyczai się do domku, do tego, że tu nikt nie zrobi jej krzywdy... 

Problem z ilością mleka wykluczyłam, chociaż wiem, że po niedawnej "awarii" prawej piersi (o tym napiszę wkrótce) mam w niej mniej pokarmu. Nel opróżnia ją do końca, dokarmiam więc z lewej. 
Próbowałam odciągnąć pokarm po naprawdę długim karmieniu, kiedy to Nel sama puściła sutek i jeszcze udało mi się wycisnąć trochę mleczka, więc chyba wszystko jest ok...

Jak rozwiązać problem z ciągłym "wiszeniem na cycku"? 
Z jednej strony nadal trochę się boję, że Nel się nie najada i dlatego co pięć minut potrzebuje piersi (bo widzę u niej naprawdę wszystkie objawy głodu, smoczek powoduje jedynie głośniejszy płacz), a z drugiej martwię się, że może to jednak tylko jej przyzwyczajenie, kaprys, nawyk, który trzeba wykorzenić...

Dziś, w akcie desperacji, włączyłam internet i wyszukałam. Że dla dzieci pierś to nie tylko pokarm, ale i ogromne poczucie bezpieczeństwa, że należy pozwalać im spędzać przy niej tyle czasu, ile tego potrzebują, że dziecko od piersi się nie uzależnia, że to taki okres w życiu dziecka i że to minie...

A Wy? Co o tym sądzicie?
Czy Nel szuka u mnie poczucia bezpieczeństwa, ponieważ świat zdążył jej już pokazać, jak jest brutalny, czy może to pierwszy skok rozwojowy?...
Pomóżcie, bo i ja i moje sutki jesteśmy na granicy wyczerpania, a biedna Nelka cierpi...

Te posty mogą Ci się spodobać:

35 komentarzy

  1. Moja siostra urodziła się w 7 miesiącu ciąży i rodzice wiele czasu spędzili z nią w szpitalu, dokładając jeszcze fakt iż miała niewykształcone uszko, wymagające kilku operacji. Od samego początku była przykuta do inkubatora i miała wbitych mnóstwo wenflonów, m.in w główkę. Moi rodzice też sporo w tym czasie przeżyli i też ciężko im było patrzeć na swoje dziecko, któremu nie mogą pomóc. Nie wspomnę, że opieka szpitalna nad małymi dziećmi jest koszmarna, ja bym te wszystkie pielęgniarki i co poniektórych lekarzy pozamykała w klatkach i kazała patrzeć jak ktoś robi coś podobnego ich dzieciom, może w końcu by się nauczyli..Miejmy nadzieję, że Kornelia nie bedzie musiała wrócić do szpitala bo wy jako rodzice zajmiecie się nią najlepiej i najdelikatniej jak się tylko da. A ta trauma związana ze szpitalem minie, kiedy Wy będziecie okazywać jej troskę i poczucie bezpieczeństwa. Trzymajcie się ciepło.
    P.S. Próbowałaś może tych osłonek na piersi? Może to chociaż w jakimś stopniu Ci pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni, nie próbowałam osłonek, jakoś nie mam do nich przekonania... Póki co przeciwbólowo działa u mnie Bepanthen baby i to im się ratuję...
      Co do szpitalnych realiów-masz stuprocentową rację.

      Usuń
  2. proponuję nie traktować wiszenia na piersi jako problemu, dla takiego maleństwa jest to zupełnie normalne i wynika ze specyficznych potrzeb twojej córeczki, jedne dzieci jedzą krótko i rzadko, inne długo i często (wszak my dorosli też się różnimy). pamiętaj że pierś zaspokaja również potrzebę bliskości i bezpieczeństwa i nie należy jej traktować tylko w kategorii jedzenia, a jesli karmisz na żądanie to pokarmu masz dokłądnie tyle ile Nel potrzebuje i nie może być owy o traceniu pokarmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. proponuję nie traktować wiszenia na piersi jako problemu, dla takiego maleństwa jest to zupełnie normalne i wynika ze specyficznych potrzeb twojej córeczki, jedne dzieci jedzą krótko i rzadko, inne długo i często (wszak my dorosli też się różnimy). pamiętaj że pierś zaspokaja również potrzebę bliskości i bezpieczeństwa i nie należy jej traktować tylko w kategorii jedzenia, a jesli karmisz na żądanie to pokarmu masz dokłądnie tyle ile Nel potrzebuje i nie może być owy o traceniu pokarmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nel do tej pory jadła równiótko co 3 godziny, teraz nagle zaczęła potrzebować tak często, więc myślę, że tu faktycznie może chodzić o potrzebę bliskości...

      Usuń
  4. Pozwól jej wisieć przy piersi póki co. Ona tego potrzebuje, a i laktacji to dobrze zrobi. Jak masz problemy z kamieniem to nie radź się pediatrów, a konsultantki laktacyjnej. Mam duże doświadczenie w kp i w problemach z nim związanych. Możesz do mnie napisać jeśli coś postaram się pomóc. Na razie w tych pierwszych tygodniach w domu pozwoliłaby na takie wiszenie przy piersi. Oczywiście jeśli Tobie to nie przeszkadza, bo nic na siłę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dobrze wiedzieć, że można na kogoś liczyć :) I za radę też dziękuję, spróbuję robić tak jak piszesz.
      Jakby co, napiszę maila :)

      Usuń
  5. Weroniczko, to najprawdopodobniej skok. Możliwe, że należycie do tego grona szczęśliwców, którzy je przechodzą wzorcowo. U nas było identycznie, pisałam nawet o tym. W ciągu jednego dnia mój maluch wybudzał się z płaczem i wisiał na piersi non stop, nie chciał nawet na ręce do taty.
    Jeśli to faktycznie skok, to wkrótce przejdzie i znów zaświeci słonko.
    Możliwe też, że trochę się wystraszyła po pobycie w szpitalu, ale takie maleństwa szybko zapominają.
    Zadbaj o sutki, posmaruj je maścią, wietrz. Będzie dobrze :***
    I nie słuchaj takich głupich bab, nie wiem jak w ogóle w służbie zdrowia takie rzeczy się mogą zdarzać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żanetko, pamiętałam Twojego posta, czytałam go, będąc jeszcze w ciąży i przypomniałam sobie o nim, patrząc na zachowanie Nel i to dzięki niemu wpadłam na myśl, że to może być skok, a potem przeczytałam Twojego posta drugi raz i upewniłam się. Gdyby nie ten szpital nie miałabym wątpliwości.
      Ile dni trwał u Was ten skok, pamiętasz może???

      Sutki smaruję Bepanthenem, dzięki Bogu jeszcze nie popękały :)

      Usuń
    2. Około 3 dni, ale różnie u dzieci bywa.Podobno te pierwsze skoki to nawet i tydzień trwają, a im później tym dłuższe są :( Teraz przechodziliśmy kolejny i tydzień nas wymęczyło :(
      Trzymam za Was kciuki, oby szybciutko minęło.
      Jak patrzę na zdjęcia Nel to aż mi się płakać chce, bidulka :((

      Usuń
  6. Wiszenie przy piersi, to była norma przez pierwsze tygodnie u mnie. Sutki bolały, ale trzeba było jakoś to przejść! Maści, smaruj też mlekiem swoim własnym - sutki w sensie smaruj :)
    Mnie przynosiło ulgę!
    Powodzenia, masz śliczną córkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze wiedzieć, że to normalne :)

      Usuń
  7. Tonia wisiała niemal non stop pierwsze pół roku.. Proponuję kupić wagę niemowlęcą, na allegro można upolować niezbyt drogie, i raz w tygodniu ważyć małą, jeśli będzie przybierała prawidłowo, to nie ma powodów, by dokarmiać... A po antybiotykach i szpitalu nic tak nie ukoi brzuszka i strachów jak mamy pierś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nel przyrasta na wadze póki co nawet bardzo prawidłowo :)
      Mnie to wszystko martwi tylko dlatego, że do tej pory Nel jadła regularnie co 3 godziny, a to wiszenie włączyło jej się nagle, właśnie w czwartek...

      Usuń
    2. dziecko to nie zegarek a swoje przeżyła i teraz musi odreagować.. jeśli nałożyl się na to skok rowojowy to tym bardziej... minie! nawet się nie spostrzeżesz jak ci zniknie tulący sie niemowlak i zacznie wyrywac z rak i uciekac mała dziewczynka ;D

      Usuń
  8. Kochana Taka Tycia ma racje... to skok. Za kilka dni minie :) . My mieliśmy taki tydzien, potem jak przeszło. Kochana na razie duzo tul do cucyka, mów, głaskaj, Mala potrzebuje Twojej miłości :) . spróbuj może dawać smoczek jeśli chcesz chwilę odpocząć ale na razie najlepszy był by cycyś :) . Tulę i Ciebie i Nelcie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nel ostatnio znienawidziła smoczek :)
      Dobrze wiedzieć, że to mija :)

      Usuń
    2. Nel wygląda na straszną bidulkę. Przykre, że na początku swojego maleńkiego życia musiała doświadczyć szpitalnych przeżyć.
      Mam nadzieję, że przy Tobie poczuje się ponownie spokojnie i bezpiecznie. Badź wytrwała.
      pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  9. Takie wiszenie na cycu jest normalne.
    Zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej. Ja miałam tak samo, położna poradziła mi żeby raz na dzień dokarmić MM. Powiedziała że to nic złego a poprawa była mała dłużej pospała a ja miałam czas żeby odpocząć Po czasie się wszystko unormuje i będzie ok.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ssanie uspokaja dziecko, wycisza, daje poczucie bezpieczeństwa... Jeśli nie masz innych pilnych obowązków w domu, pozwól córeczce przytulać się do piersi, ssać, przysypiać przy cycu... Ona musi poczuć w Tobie spokój, ukojenie po tych wszystkich złych przeżyciach. Małe dzieci szybko zapominają o niedobrych rzeczach, więc z dnia na dzień powinno być lepiej.

    Moja Zosia to też taki 'wisielec przycycusiowy'. Tu czuje się najlepiej. I choć za niecałe dwa tygodnie skończy 5 miesięcy to nadal zdarzają jej się dni ciągłego przytulania i spania przy piersi.

    A tymczasem dużo zdrowia i sił dla całej Waszej Trójki! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże co za okropne baby!!!!!

    SZOK, po prostu SZOK.

    Teraz jesteście już w domku, przytulacie się dużo, wyciszcie się i śpiewaj Nelci a na pewno jej poczucie bezpieczeństwa wzrośnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. zaskoczona jestem i wściekła za takie traktowanie w szpitalach, trzymajcie się dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasz Mati też najchętniej nie odchodziłby od piersi i niestety czasem ból sutków jest okropny. Ja robię tak, że biorę go na ręce będąc w samym staniku, przytulam do piersi ale daję smoczek i kołyszę w ramionach. Mati czuje wtedy moje ciepło, mój zapach i zapach mleka i jeśli jest najedzony to się wycisza. Najpierw jeszcze przelewam smoczek ciepłą, przegotowaną wodą, żeby ta guma była ciepła:) No i wtedy smaruję bepantenem obolałe brodawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też próbowałam tego triku ze smoczkiem, ale nie zadziałał... :(

      Usuń
  15. Masakra z tymi pielęgniarkami! Biednka Nelka.. Ale na pewno pobyt w domku ją uspokoi. :) I Nelka ma już miesiąc, jak ten czas ucieka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam,że przeżyliście ten szpitalny koszmar. Że takie oddziały istnieją,a okropne pielęgniarki zajmują się dziećmi... Na Twoim miejscu zaopatrzyłabym się jedynie w jakieś osłonki na piersi i podawała małej pierś jak tylko tego pragnie. Na pewno to ją uspokaja,pozwala jej się wyciszyć i czuje Twoją bliskość. Daliście radę w tych okropnych szpitalnych murach,a przecież dom to Wasza oaza,gdzie pójdzie gładko :)) Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny blog. Widać, że wiesz co chcesz na nim publikować, o czym chcesz pisać. Z pasją- czego ja nie posiadam... :-( <3
    Ja dopiero zaczynam, jeśli chciałabyś obserwować, to mi będzie miło, bo głupio pisać jeśli się nie ma obserwatorów. Ja oczywiście to odwzajemnie, bo fajnego masz tego blożka, haha. I na 100% będę jeszcze zaglądać, bo podoba mi się to w jaki sposób piszesz- jak dla mnie ciekawie.
    Ps. fajne zdjęcia! :o

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj kochana.... Współczuje... Spróbuj tez zmienic smoka... Moze ten jej nie odpowiada... Ale najważniejsze, ze jesli ona ma taka potrzebę, to uszanować to, choć wiem, ze pewnie jestes bardzo zmęczona i psychicznie i fizycznie... U nas skoków nie było ale przechodizlismy je nieregularnie.... Męczyly nas kolki ale nawet przy piersi przy kolkach cieżko uspokoic... Wiec jesli ona przy piersi jest spokojna, to to nie sa kolki...

    OdpowiedzUsuń
  19. ojejku aż mi ciarki przeszły jak tak czytałam tego.
    widać, że nie tylko Nelka jest wykończona, ale i Ty.
    mimo, ze piszesz to wszystko ze spokojem to domyślam się, ze bezradność, strach i złość jest w Tobie ogromna.

    wysyłam uściski dla Was obu, ale niestety nie umiem pomóc w sprawach karmienia, bo w praktyce jeszcze przez to nie przechodziłam.

    OdpowiedzUsuń
  20. A masz chustę no noszenia Nel? Może noszenie jej w chuście dałoby jej odpowiedni poziom bezpieczeństwa? Bo przy cycu, przy sercu, przy Twoim cieple... no nie wiem. Ja wciąż mam takie dylematy przed sobą, więc totalnie nie wiem, co sama bym zrobiła. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała przeżywać takiej katorgi ze szpitalnymi trollowymi pielęgniarkami. Ech, ta polska służba zdrowia...
    Trzymajcie się, wierzę, że wszystko będzie dobrze i zacznie się poprawiać!
    Ściskam! ♥
    Żelikowska

    OdpowiedzUsuń
  21. O boshe ale paskudnice te piguły i położne, właśnie takie Panie to powinny mieć wyczucie i serce dla takich dzieci. Jesteś dzielna, że się trzymasz. Ale ja bym nie dała wbić wenflonu w główkę, po wielokrotnie dzieci, które znam miały potem tam naczyniaka. Też mi się wydaje, że to skok, ale potrzeba bliskości jest równie silna, musi bidulka przyjść do siebie po tych strasznych przeżyciach. Pociesz się, że malutkie dzieci nie pamiętają tego, faktycznie pomyśl o chuście by nosić malutką, może wtedy jakoś ciągłe wiszenie się unormuje, choć potrzeb ssania jest normą nawet 24h:) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziecko czuje stres rodzica i bardzo go odreagowuje. Musisz Ty się uspokoić, a i Nelka się uspokoi.
    Ja bym tam dzicku tak często piersi nie dawała...

    OdpowiedzUsuń
  23. Staram się nie panikować, nie stresować, ale czasem marnie mi to idzie... :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo Ci współczuję tak tragicznej opieki w szpitalu. Nóż w kieszeni mi się otwiera ...
    Co do Malutkiej, myślę że twoja Córeczka jest zestresowana tym całym szpitalem, dlatego ciągle szuka ukojenia przy twojej piersi. Kiedy moja potrzebowała bliskości i piersi, to olałam niepomyte gary, pranie i sprzątanie, ważniejsze było dla mnie by Córka czuła się bezpiecznie przy piersi. Co do "ilości pokarmu" nie daj sobie wkręcić tych głupot ! Od tego że się odchudzasz pokarm Ci nie zaniknie, tak naprawdę mało istotna jest dieta matki. Trzymam za Was kciuki oby jak najszybciej minął ten trudny czas! Mocno ściskam !

    OdpowiedzUsuń