Po porodzie - pobyt w szpitalu. Refleksje na temat CC

wtorek, marca 26, 2013

Kto powiedział, że poród CC to pikuś? Że jest super, bezboleśnie, no i ogólnie łatwiej niż przy porodzie naturalnym? 

Mam to (nie)szczęście, że podczas przyjścia na świat Nel przeżyłam "dwa porody". Przez prawie dwie godziny męczyłam się, prąc, by ostatecznie położyć się na stole operacyjnym. 
I powiem szczerze, że sto razy bardziej wolałabym trwać w bólach partych i w końcu urodzić naturalnie niż przeżywać to wszystko, co przeżywałam po cesarce. 

Nie twierdzę wcale, że po naturalnym porodzie nic nie boli i nic nie doskwiera. Wiadomo, wysiłek organizmu, więc i konsekwencje jakieś muszą być, ale widziałam dziewczyny, które śmigały całkiem nieźle po korytarzu, chociaż dopiero co urodziły, podczas kiedy ja po 20 godzinach nadal leżałam plackiem z cewnikiem i bez mojego maleństwa. 
Poniżenie, bo myje cię położna, bo zwymiotowałaś na poduszkę po zastrzyku znieczulającym, a w szpitalu nie mają zapasowych poszewek, więc leżysz tak, nie mogąc się podnieść, ogarnąć się, naprawdę nie mogąc - z braku sił i z bólu. 

A to, co się ze mną działo, kiedy po 24 godzinach mogłam się podnieść i usiąść na łóżku, wstać, to co działo się w ciągu kolejnych kilku dni... 
Ból głowy, przeogromny ból krzyża (spowodowany znieczuleniem), który nie pozwalał się wyprostować jeszcze tydzień po porodzie, szwy, które ciągnęły na brzuchu, zawroty głowy, które nie pozwalały przez długi czas wstać nawet z pozycji siedzącej. 
Chcesz zająć się swoim dzieckiem, a zwyczajnie próby położenia się obok niego z tym bólem w dole brzucha zajmują ci całą wieczność, aż w końcu zrezygnowana po 15 minutach walki zwalasz się całą sobą na łóżko z głośnym "auuu", już dumając, jak później się podniesiesz...


Moje doświadczenia porodowe są kiepskie. Prawdę mówiąc, przeżyłam koszmar. Nie ze strony lekarzy - ci byli świetni, ale ze strony położnych i pielęgniarek na oddziale noworodkowym. Dlatego szczerze NIE polecam szpitala w Tomaszowie Mazowieckim. Nie zmieszczę wszystkiego w jednym poście, ale...
Nieraz zostałam zbesztana, zmieszana z błotem, nieraz zrobiono ze mnie idiotkę. Nikt, absolutnie nikt nie pomógł mi w karmieniu piersią, przeciwnie - musiałam walczyć z całą batalią pielęgniarek, dla których istniało tylko mleko modyfikowane i według których po CC nie mogę mieć pokarmu w piersiach (o tym w innym poście). Od każdej z nich słyszałam sprzeczne informacje. Kazano mi przyjść z dzieckiem na badanie, po czym mówiono, że to one po nie przyjdą i że niepotrzebnie je przyniosłam. 
Traktowano mnie w sposób naprawdę karygodny, płakałam wielokrotnie, aż w końcu wybuchnęłam i wygarnęłam im wszystko. Kiedy okazało się, że Kornelia ma żółtaczkę i musi zostać poddana serii naświetlań, jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że przyjdzie po Nel, kiedy przygotuje inkubator. Za moment druga powiedziała, że inkubator się nagrzewa (?) i żebym za godzinę przyniosła Nel. Po godzinie poszłam, trzecia z nich powiedziała, że nic nie jest jeszcze gotowe i żebym wróciła do sali. Po dwóch godzinach zrobiłam szum, bo Nel miała znaleźć się w inkubatorze jak najszybciej się dało, a tu zero zainteresowania ze strony personelu. M. wyciął w końcu do lekarki, która to się oburzyła, że przecież to ja miałam przynieść im Nel. Trochę ją zatkało, kiedy dowiedziała się, że byłam, a odesłano mnie z kwitkiem. Wyrzuciłam jej wtedy z siebie całą złość  i trochę mi ulżyło.
Ale wydaje mi się, że najbardziej nie fair było z ich strony to, że powiedziano mi, że po 24 godzinach od porodu przyniosą mi Nel, ja na drugi dzień czekałam i czekałam, aż w końcu okazało się, że sama muszę po nią iść. Nie będę wspominać, jak było mi ciężko po CC, podczas kiedy one (w sensie pielęgniarki) siedziały i piły kawę.
Doprawdy nie mam pojęcia, od czego one tam są...


Odwiedziny na porodówce w Tomaszowie mogą trwać tylko 15 minut i to też było dla mnie bardzo trudne, bo nie zdążyliśmy z M. słowa zamienić, a już musiał wychodzić. A mi jak nigdy potrzeba było wsparcia i słów otuchy... M. z kolei potrzebny był kontakt z córeczką.

Jakie emocje towarzyszyły pobytowi mojemu i Nel w szpitalu?
Przede wszystkim moja wielka fascynacja córeczką, tym jaka jest śliczna, tym, jak mocno można kochać, jak długo można leżeć i tylko przyglądać się na nią. Byłam niesamowicie wzruszona, płakałam ze szczęścia i ciągle mówiłam Nelci, że bardzo ją kocham, że bardzo kocha ją też tatuś, że wiele super radosnych chwil razem przeżyjemy, że nasze życie będzie wspaniałe, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa, że jestem przy niej i że już zawsze będę...

Ale gdzieś w głębi siebie byłam też niesamowicie zawiedziona. Sobą. Tym, że nie urodziłam naturalnie. Dziś patrzę na to z trochę innej perspektywy, ale wtedy...
Zupełnie inaczej jest, kiedy już w ciąży wiesz, że będziesz rodzić przez CC. Ale kiedy psychicznie przygotowujesz się na poród naturalny, raczej ciężko ci wyobrazić sobie, że mogą wystąpić jakiekolwiek komplikacje. Bałam się, oczywiście, ale wydawało mi się, że na tych obawach się skończy. 
Lekarze do samego końca nie mówili mi, co planują. Może to i lepiej, bo nie poddałam się, parłam dalej, upewniając tym samym lekarzy, że moja miednica jest za mała, by Nel mogła tą drogą wydostać się na świat. Decyzja o CC zapadła w jednej sekundzie, zszokowana podpisałam papierek i już zabierali mnie na salę operacyjną... 
Wtedy nie zastanawiałam się nad niczym, byłam szczęśliwa, że za moment ujrzę córeczkę. 
Pierwsze załamanie przyszło, kiedy wyjęli ją z brzucha i zabrali. Słyszałam jej płacz i sama miałam ochotę płakać, bo tak oto nas rozłączają po 40 tygodniach symbiozy, bo ona zostaje tam sama, bez mojego zapachu, bez cycusia, bezbronna i przestraszona. 
Bolało to tym bardziej, że moja mama zawsze mówiła, że nie ma ze mną dobrego kontaktu, bo jej też mnie zabrali i bardzo długo mnie nie widziała, i nasza więź jest przez to słabsza. Może to i mit, może to nie ma znaczenia, ale nie chciałam tego samego dla mnie i mojego dziecka :(
Później wielokrotnie jeszcze o tym myślałam, jeszcze nie jedna łza spłynęła po moim policzku. Ale dziś już staram się nie obwiniać siebie, patrzeć na Nel i cieszyć się, że po prostu jest, nieważne jaką drogą przyszła na świat...

***
I jeszcze piękna rzecz, którą poczynił mój mężuś...
Dał mi ten oto złoty pierścionek z podziękowaniami, a także jako "medal" za wysiłek, odwagę, cierpienie. Ach, jak mnie wzruszył :) Kocham go nad życie :)


Po prawie tygodniu męczarni wróciliśmy do domku, gdzie czekała na nas moja mama, która obiecała mi pomóc przy Nel :) M. wziął wolne. Na szczęście, sama też nieźle dawałam sobie radę, bo właśnie w domku poczułam się tak dobrze, jakbym nigdy nie rodziła :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

58 komentarzy

  1. Och, przykro mi ze masz takie doswiadczenia za soba... To co w tym szpitalu przezylas to jest straszne!!!!! Nie wierze ze jeszcze sa takie miejsca w jtorych tak traktuje sie ciezarna kobiete :((((
    Najwazniejsze ze Nel urodzila sie zdrowia - to wszystki juz za Toba masz przy sobie swoj Skarb, tylko to sie liczy...
    Ja mam zupelnie inne doswiadczenia- zaczelam rodzic naturalnie ale cesarke mialam zaplanowana stad nie bylam rozczarowana i musze powiedziec ze w porownaniu do skurczy z krzyza to ja moge codziennie miec CC. 6 godz po juz bylam na nogach i oprocz bolu rany nic mi nie doskwieralo. Mialam mleko na trzeci dzien. Do tej pory dokarmialam mm.
    Zycze duzo duzo zdrowia, uwiezcie- tylko to sie liczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam skurcze z krzyża- fakt, ból jakiego w życiu jeszcze nie doświadczyłam i chyba nie doświadczę...
      Ja przez 24godziny po cc musiałam leżeć plackiem-co szpital to inaczej. Ale karmiłam już na drugi dzień.

      Usuń
  2. Ehh... moja mama właśnie jest w trakcie studiów pielęgniarskich i z tego co opowiada to niektóre osoby w ogóle nie powinny się znaleźć w tej szkole nie mówiąc już o pracy w szpitalu. Denerwuje mnie fakt, że kobiety, które tak narzekają na swoją pracę, które same ją wybrały zachowują się skandalicznie w stosunku do pacjentów... Gdyby ich zachowanie i zaangażowanie w pracę byłoby lepsze to i wynagrodzenie powinno być odpowiednio wyższe, ale póki co nie wiem za co one chcą te podwyżki. Moją mamę przy porodzie tak zniechęciły do rodzenia ( tekstem: niech pani szybciej rodzi bo się Pani wykrwawi), że w życiu nie zdecydowałaby się świadomie na kolejne dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację!
      Ale widzisz, takie podłe baby zawsze były (współczuję Twojej mamie, sama też bym się załamała słysząc coś takiego) i zawsze będą, nic się, niestety, na to nie poradzi :/

      Usuń
  3. Ah! Zapomnialam dodac - urodzilam sie przez cc i moja Mama byla pod znieczuleniem ogolnym, zobaczyla mnie dlugi po porodzie. Nie karmila mnie piersia dluzej niz miesiac. Jest moja najlepsza przyjaciolka i z nikim nie mam tak dobrego kontaktu jak z nia. Tak wiec porod i karmienie maja niewiele wspolnego w budowaniu wiezi z dzieckiem. Na pewni pomagaja na poczatku to wiez zalapac ale potem liczy sie juz zupelnie co innego:) trzymam za Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację. Mam nadzieję, że tak będzie i u nas, bo chcę być dla mojej córki najlepszą przyjaciółką...

      Usuń
  4. Jestem z Ciebie dumna!
    A maluszek przepiękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) JA jestem dumna z córy :D

      Usuń
  5. Jezuuu :( Masakra! U mnie to było różnie, położne były ok ale pielęgniarki noworodkowe i pediatra niemiłe jak nie wiem. Na przykład: moje dziecko urodziło się małe więc na pewno paliłam w ciąży.. Pozawijały mi dziecko w milion ciuszków, Tosia była mokra aż z gorąca, więc ubrałam ją po swojemu to mnie opierdoliły że się rządzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, najbardziej dobijający jest fakt, że w szpitalu nie możesz w pełni poczuć, że to Twoje dziecko, bo takie głupie baby ograniczają ci możliwość decydowania o nim :/

      Usuń
    2. Mi było i tak łatwiej, niż innym dziewczynom z sali, bo Tosia owszem jest moim pierwszym dzieckiem, ale wczesniej 'ćwiczyłam' na dzieciach siostry przewijanie, pielęgnację itd... Więc mi się ręce nie trzęsły jak mialam coś zrobić no i wiedziałam, jak to zrobić i że dziecku krzywdy nie zrobię bo ono tylko tak krucho wygląda... Dziewczyny ryczały nad zmianą pieluchy a pielęgniarki miały to w nosie, a jedną dziewczynę, biedną bardzo, zwyzywały że nie ma chusteczek nawilżanych i pieluszek dla dziecka, to nie zdzierżyłam, poszłam, opierdzieliłam i kazałam brać nasze dzieci razem do kąpania itd i żeby używały moich chusteczek i pieluszek. ;/

      Usuń
    3. No, mi też było łatwiej z tego względu, że pracowałam trochę jako opiekunka i mam sporo młodszego braciszka :) Więc i mi łapki się nie trzęsły.
      No, to ładnie potraktowały tę dziewczynę bez pampersów. Karygodne!!!

      Usuń
  6. To rzeczywiście trudne przeżycia. Przykre jest też to, że same położne - kobiety wiedzą jak to jest po porodzie obojętnie czy SN czy CC a traktują inne młode mamy jak najgorsze zło, a przecież to ich praca, powołanie. Ale Mąż spisał się na medal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mąż się spisał :)
      O położnych i pielęgniarkach należałoby zapomnieć. Niestety, można zapomnieć jedynie do kolejnego porodu :/

      Usuń
  7. spotkałaś panią położną Ewę Piekarską albo położną Izę Szymańską?:) Ja o tomaszowskim szpitalu słyszałam same negatywne opinie...chociaż pani Szymańska moim zdaniem jest cudowna na sali porodowej...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boziu, nie znam ich po nazwisku, było ich tam sporo :) Przy moim porodzie była taka przy tuszy z krótkimi czarnymi włosami, jeżeli Ci to coś mówi :)

      Usuń
  8. U mnie przez cały pobyt w szpitalu trafiłam na dwie normalne położne, które odpowiadały na wszystkie pytania i które trochę pomogły przy karmieniu, a właściwie tylko powiedziały, że dobrze maluszka przystawiam (bo miały dyżur dopiero w 4dniu naszego pobytu w szpitalu). Wcześniej też trafiłam na okropne babska.
    Ja na sali byłam z dwoma kobietami po cesarce i zdecydowanie lepiej się czuły niż ja po naturalnym więc to chyba różnie bywa.
    U nas na szczęście wizyty były od 14 do 19 więc ogromna różnica..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy od tego, jaki był poród naturalny, bo trudny pewnie może dać bardziej w kość niż cc...
      Chyba tych położnych z powołania jest w polskich szpitalach jak na lekarstwo...

      Usuń
  9. Rodziłam naturalnie i bolało, więc nawet nie wyobrażam sobie, jaki musi być ból po cc!

    Fajnie piszesz, dobrze się 'Ciebie' czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, jak bolą oba porody naraz. Istny hardcore :)

      Dziękuję :)

      Usuń
  10. przykro mi, że doznałaś takich doświadczeń.
    ja cc wspominam super(jeśli można tak powiedzieć) Majke dostałam 3godziny po porodzie i była cały czas ze mną,wsparcia przy karmieniu też nie miałam żadnego i ogólnie pielęgniarki były niemiłe, co do odwiedziń to mój P. był cały dzień ze mną do samego wieczora!jak mnie przywieźli z cc to zaraz przyszedł do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co szpital to inaczej... dobrze, że u Ciebie było inaczej :)

      Usuń
    2. u mnie odwiedziny były od 10 do 20, Adam przyjechał z Niemiec i od razu do szpitala, w 3 dobie, to była chyba 20 wlasnie, przyszła jakas pielęgniara i chciała wyrzucac, ale jak usłyszała, że to pierwsze 'widzenie' taty z dzieckiem to spasowała ;D a koleżanka urodziła o 2 w nocy to mąż chyba do 5 z nią siedział jeszcze ;D po czym o 10 już był z powrotem. jedne pomagały przystawiac i była to rzeczywista pomoc, inne ciągnęły za brodawki i wciskały na chama pierś dziecku do buzi. miałam szczęście że Tosia sama od razu załapała temat i nie potrzebowałam w sumie pomocy żadnej. przy 1-szym dziecku problem polega na tym , że rodzice są ciemną masą i nie wiedzą nic, przy drugim, tak myślę, będę wiedziała czego się domagac a na co nie pozwalać....

      Usuń
    3. Tak, też myślę, że przy drugim dziecku będzie łatwiej, człowiek przynajmniej w minimalnym stopniu będzie się orientował co i jak...

      Usuń
  11. Weronika, a co do poprzedniego postu... bo przypomniało mi się, że nasz Mati nie tolerował smoczka w szpitalnej butli, a w domu z dr browna pije bez problemu. może Neli nie pasuje akurat ten smoczek, który macie? My używamy lovi i pomaga. i na pewno na przyzwyczajenie do smoczka pomagają osłonki, bp dziecko przyzwyczaja się trochę do gumy. kiedy karmiłam z osłonkami, a chciałam np. do toalety to Tomek dawał mu osłonkę do ciućkania i jakby dziecka nie było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My właśnie mamy smoczek Lovi... :) Może masz rację, jeżeli dalej tak pójdzie, to wymienię smoczek :)
      Osłonek nie chcę stosować póki nie będą naprawdę konieczne :)

      Usuń
  12. Moja cc też była dla mnie zaskoczeniem, aja czułam to,co Ty: zawód,że nie dałam rady. W szpitalu od paru położnych dostawałam - jak Ty - burę - nieraz! Dla mnie to była tragedia. A cesarkę ponoć samasobie wymarzyłam. Przelałam te żale wtedy: http://triozrio.blogspot.com/2013/03/cesarzowa-sobie-winna.html, http://triozrio.blogspot.com/2013/02/czy-krowa-mysli-jak-sie-ja-doi-czyli.html, a dziś już myślę o tym spokojniej. Nie wiem, czy potrafiłabym się postawić, zachować inaczej. Płakałam, było mi trudno. Na pewno nie zapomnę tamtych chwil, ale jak Ty cieszyłam się z powrotu do domu. Wiedziałam,że będzie lepiej i było, jest!

    OdpowiedzUsuń
  13. eh. strasznie smutne to co przeszłaś. Jakiś czas temu ciężko by mi było uwierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać, ale po tygodniu na patologii wiem, że może być różnie. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W polskim szpitalu nie ma reguł: wszystko zdarzyć się może, nawet, a może przede wszystkim, jeżeli wydaje Ci się absurdem... :(

      Usuń
  14. Kochana współczuje przeżyć, ja narzekam na położne u mnie, ale u mnie w takim razie było jak w raju.
    Ech, tulę mocno, najważniejsze, że już po wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję moje wspomnienia po porodzie też nie są najlepsze, ale mimo wszystko szok. Córka prześliczna :) Trzymajcie się

    OdpowiedzUsuń
  16. Przykro mi że trafiłaś na tak niekompetentny personel. Staraj się nie patrzeć wstecz i cieszyć się każdym nowym dniem z córeczką. Na pewno sobie poradzicie ! :) Teraz tylko najlepsze przed Wami ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. no niestety, cesarka to nie pójście na łatwiznę, jak niektórzy twierdzą a taka z zaskoczenia to dodatkowa porcja bólu i strachu, bo nie było się kiedy na nią przygotować. Dwa tygodnie temu przeszłam to samo, też miałam,, dwa porody" tylko u mnie ta próba rodzenia naturalnie trwała dwa dni.
    A doświadczenia ze szpitala i,, pomocy" położnych mam też nie najlepsze, na szczęście w 3 dobie nas wypuścili do domu i dopiero tam doszłam naprawdę do siebie.
    Najważniejsze, ze teraz jest coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiem, co przeżyłaś! Najważniejsze jest teraz myśleć o dziecku i sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Współczuję wszystkiego.. A co do fizycznego samopoczucia po cc to dobrze wiem o czym mówisz..

    OdpowiedzUsuń
  20. jejka, co za przeżycia.
    Masz rewelacyjnego męża. Bardzo miło z jego strony :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Masakra, strasznie współczuje, a kurcze mogłaś pojechac te troche dalej i godnie przeżyc te pierwsze chwile z Małą to sie bałaś;p dobrze, że już po i teraz po tym zostały tylko wspomnienia...No i mała wszystko wynagradza:) A meża masz cudownego:) Sama chciałabym dostac w podziece taki prezent hihi;d I nawet tak nie myśl że bedziesz miec gorszy kontakt z Kornelcią:) bo to głupotki;* A mała to cała Ty:)

    OdpowiedzUsuń
  22. A właśnie bo nie do końca rozumiem Ty sie teraz odchudzasz czy to o co innego chodziło;p?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odchudzam się, broń Boże!!! :) ta pani sugerowała tym samym, że Nel nie najada się i że mam mało pokarmu...

      Usuń
  23. Ja powiedziałam, ze cesarka to pikuś, bo dla mnie to było łatwiejsze niż borowanie zęba, doszłam do siebie ekspresowo, nigdy więcej naturalnego porodu. Jedynie zakładanie cewnika to koszmar. Tak naprawdę już na drugi dzień po cc mogłabym iść do domu.Tak jak piszę, plombowanie zęba milion razy gorsze.

    Współczuję tej traumy i pielęgniarek.Ale opinia,że jak biorą dziecko po cc to później brakuje bliskości między matka i dzieckiem jest nieprawdziwa i śmieszna co najmniej.To tak jak teoria,że tylko karmienie piersią tworzy prawdziwą bliskość z dzieckiem. Obie te teorie są wyssane z palca.

    Życzę Wam dużo zdrówka i po tym trudnym początku macierzyńskiej podroży , wiele radości i zadowolenia.:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Współczuję bardzo przeżyć :( ważne aby teraz było już tylko coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja się panicznie boję cesarki... nie wyobrażam sobie tego.
    Piękną masz córeczkę... Gratuluję i dziękuję też za te wspomnienia zaraz po, zawsze czekam na takie wieści z niecierpliwością. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Współczuję, ale też gratuluję :)
    Jeśli chodzi o cc, to też tak rodziłam. Z zaskoczenia. Śmieję się, bo synek wiedział, że tego dnia (pierwsze ktg) ma się nie ruszać. Spędziłam cały dzień na bloku porodowym, słuchając jak inne rodzą. U mnie cisza i spokój. Dopiero wieczorem odszedł czop, łóżko zrobiło się nie wygodne, bolały mnie plecy. Kiedy przyszedł pierwszy skurcz, odeszły wody- gęste i zielone. Szybka decyzja. Emocje. Wtedy tak mnie to zaskoczyło, że jeszcze próbowałam protestować. Teraz czasem mam wyrzuty sumienia, że nie rodziłam naturalnie. Bo cc to operacja. To ból, który ciężko znieść opiekując się dzieckiem. Rodziłam w szpitalu, gdzie jest tzw rooming in. Po cc zostałam przewieziona do sali pooperacyjnej, ale synek był od razu obok mnie, nie licząc kilku godzin w inkubatorze,by nabrał temperatury. Po 12h od cc musiałam się podnieść. Po 24h trafiłam na normalną salę poporodową. Praktycznie od samego początku zajmowałam się synkiem. Uważam, że mimo wszystko łatwo mi synka urodzili, łatwo przyszła mi nad nim opieka. Mną również dobrze się opiekowano. Choć mąż nie mógł wziąć synka na ręce- zasady. Jak widać każdy szpital ma swoje plusy i minusy. A każdy poród jest inny.
    Życzę wielu radości i uśmiechu w każdym dniu, wytrwałości i cierpliwości :) Wierz w swoją intuicję!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  27. Teraz będzie już tylko lepiej. Mogę się tylko domyślać jak podle się czułaś. Czytam i mnie samą ogrania wewnętrzne wzburzenie. Powinno się mieć zaufanie do ludzi, którzy powinni Ci pomóc, a nie obolałą kobietę wciskać butem w ziemie.
    Masz cudną córeczkę, to powinno wynagrodzić wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przykro mi że Cię to spotkało. Ja miałam cc 3 tygodnie temu i naprawdę dobrze to wspominam. Wszyscy byli bardzo mili, znieczulenie nie bolało. Potem wiadomo - było ciężko przez pierwsze dwa dni, ale dostawałam środki przeciwbólowe. Wszyscy bardzo mi pomagali. A Małą dostałam do piersi po godzinie od operacji. Cały czas przychodziła pani od laktacji sprawdzac jak sobie radzimy i przekładać Małą, bo ja nie dałam rady z wiadomych względów.

    OdpowiedzUsuń
  29. Też miałam cc, długo borykałam się z myślami, że jestem kiepską matką, kobietą skoro naturalnie urodzic nie umialam (mam za wąską miednicę żeby rodzic normanie) ale to przeszlo. Co do bólu po cc - dochodziłam ponad miesiąc do siebie, ból nie do opisania.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja też miałam poród 2 w 1. * godzin w bólach krzyżowych, skurcze parte i nic... Wiem co czujesz. Nie pocieszę Cię. Krzyż dokucza przez następne pół roku. Ale oczywiście efekt najważniejszy ;) Nel cudna! No i wspaniale, że mąż pomyślał o "medalu" - zasłużony!

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo mi przykro, ale najważniejsze jest, że pomimo tych komplikacji wszystko dobrze się skończyło.
    Na pewno przez to w jaki sposób urodziłaś nie będziesz gorszą czy lepszą mamą. Nie rób sobie, więc wyrzutów :*
    Naprawdę nie mogę sobie wyobrazić jak bezduszną trzeba być osobą, żeby postępować tak jak postąpiły te położne. U mnie w szpitalu też nie były ideałami, właściwie bardzo mało się interesowały. Dzięki Bogu czułam się dobrze i byłam w stanie sama koło siebie i małego zrobić, inaczej pewnie miałabym zgoła inne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja mimo wszystko wolałabym 100 razy cc, niż poród sn. I tu nawet nie chodzi o sam ból porodu. Tylko o komplikacje po, z których część mam do dziś, a nie miałabym ich, gdyby lekarz wykonał cc.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam za sobą 2 porody naturalne i 1 cesarkę .
    Po cesarskim cięciu bardzo szybko doszłam do siebie wydaje mi się ,że nawet szybciej
    niż po zwykłym porodzie.Personel w szpitalu na medal zarówno lekarze jak i pielęgniarki.
    Odwiedziny w nienormowanym czasie .CC miałam we wrześniu tamtego roku po 16 latach
    od ostatniej ciąży w końcu udało mi się zajśc w ciażę.Cała moja rodzinka (mąż i 2 dzieciaków)
    byli ze mną,mąż odprowadził mnie pod salę operacyjną.Już po kiedy mnie zszywali ONI już
    witali maluszka:)
    Na dowód tego ,że nie jestem gołosłowna podaję link do szpitala w którym rodziłam
    http://www.sw-elzbieta.pl/

    Przykro ,że są jeszcze takie szpitale w których tragicznie traktowane są kobiety rodzące.

    Najważniejsze w tym wszystkim jest to ,że masz już swoją córeczkę przy sobie i kochajcie się :)Zdrówka dla malutkiej życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Przed przyjęciem do pracy pielęgniarka powinna przechodzic jakieś testy czy się w ogóle do tego nadaje. Ja bardzo dobrze wspominam pobyt na porodówce. Położne były świetne. Zawsze pomogły, pogadały, doradziły. No może pod względem nauki w karmieniu piersią mi niewiele pomogly, ale ogóleni było ok.
    Nie obwiniaj się o nic, bo najważniejsze, że Nel cała i zdrowa jest już z Wami. I tak jak napisałaś nie ważne w jaki sposób przyszła na świat :) Ja bardzo długo nie mogłam sobie poradzic z tym, ze nie udało mi się karmic piersią. Gdzieś w głębi serca nadal mam o to żal do siebie. My kobiety to zawsze musimy sobie znaleźc jakiś powód, żeby się zamartwiac :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Witaj:-)
    Ja też miałam CC. Po dobie leżenia plackiem zostałam "uruchomiona" przez położną i mojego męża. Pierwsze podejście było kiepskie, bo przeżywałam to co ty, ale po zjedzeniu dwóch herbatników i wypiciu dwóch łyków wody doznałam sił nadprzyrodzonych i wstałam - sama.
    Od tej pory zajmowałam się sama córką, bo wiedziałam, że im prędzej zacznę, tym szybciej wyjdę ze szpitala.
    Wyszłam po dwóch dobach, ale szpitala też nie polecam, bo chociaz położne były super, to przez jednego z lekarzy straciłabym córkę, bo debil chciał wypisać mnie do domu, kiedy ja powinnam już dawno mieć CC. Na szczęście w porę zjawił się mój prowadzący i zadziałał, jak trzeba.
    Piszę to, żebyś wiedziała, że nie tylko ty przeżyłaś ten koszmar związany z CC, wiem co to znaczy:-)
    Pozdrawiam cię i z chęcią będę zaglądała częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również po tej dobie wstałam i sama zajmowałam się córką, ponieważ mąż nie miał wstępu na salę, a nie chciałam pomocy pielęgniarek, które tylko patrzyły, by dokarmić Nelę mm. Nie ufałam im... No, i też chciałam pokazać lekarzom, że daję radę, by jak najszybciej wyjść ze szpitala, ale u nas było tak, że wypuszczali minimum po 4 dobach. Ja wyszłam po 5, ze względu na żółtaczkę Nel...

      Usuń
  36. Bardzo Ci współczuję, a z drugiej strony cieszy fakt, że to już koniec pobytu i możecie wrócić do domu :)
    Lista nieprawidłowości ze strony opieki czy zwyczajnie naruszeń dobrych praktyk jest bardzo długa. Historia z noszeniem dziecka po bądź co bądź poważnej operacji jest skandaliczna, jak też to, że nie przynieśli Ci dziecka choćby na parę chwil po porodzie. Trzeba a wręcz należy o tym mówić - moja córka przyszła na świat metodą naturalną, ale to co piszesz doskonale rozumiem, gdyż opiece w naszym szpitalu też daleko było do ideału, a nauka karmienia bardziej przypominała instrukcję jakiegoś herszta bandy niż położnej - w efekcie skończyło się na prywatnych wizytach, gdzie w końcu ktoś podszedł do tematu w należyty sposób :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Niki: Moja cesarka byla planowana,w sumie od poczatku ciazy.Jednak moje wyobrazenie bylo troszke inne.Myslalam,ze sama operacja jest bezbolesna.Mialam znieczulenie do kregoslupa,wlasciwie,to 2 zastrzyki.Sama cesarka byla nieprzyjemna,to uczucie szarpania,dusznosci i mdlosci cos okropnego.Po okropny bol barkow,az lzy same lecialy z oczu.Lekarze byli wspaniali,polozne zajmujace sie ciezarnymi i pediatrzy tez.Natomiast polozne zajmujace sie kobietami po porodzie...brak slow na chamstwo,lenistwo i znieczulice.Nie ma sie co dziwic,ze po tak "fachowej pomocy" kobiety wpadaja w depresje poporodowa.

    OdpowiedzUsuń
  38. Niki: A potem wszyscy sie dziwia,ze kobiety maja depresje poporodowa.Ja tez nie wspominam milo poloznych po cc.Ich chamstwo,lenistwo i znieczulica bylo karygodne.Dopiero po powrocie do domu poczulam co znaczy byc mama:)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie jest inaczej jesli wiesz w ciazy ze urodzisz przez cc...mam przyklajana siatkowke i -11 na obu oczach i od wielu lat wiem, ze nigdy rodzic naturalnie nie bede mogla...cala ciaze o tym wiedzialam a mimo wszystko sie tym zadreczalam, czulam sie nie w pelni kobieta, jakas taka wypaczona ze nie moge zrobic tego, co jest takie naturalne. cala ciaze bylam na siebie, na swiat, na los zla...ryczalam nocami. rok po porodzie myslalam ze mam to przerobione, ze juz ok. jednak jesli tylko przychodzi mi o tym opowiadac, znow rycze i czuje do siebie zlosc, ale tez taki smutek i tesknote.
    Co do karmienia...zaczelam karmic 10 dni po porodzie, mala byla w inkubatorze i nie pozwalano mi jej przykladac do piersi. a jednak sie udalo. :) pozdawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  40. To nie zawsze jest tak , ze jak ktos wie ze bedzie cc przezywa to inaczej. Mam przyklejana siatkowke i -11 na obu oczach i od zawsze wiedzialam ze nie bede rodzic naturalnie. a jednak cala ciaze zadreczalam sie tym, nie potrafilam tego zaakceptowac i tego przezyc. Bylam na siebie zla, bylam zla na caly swiat, na los, ze zabiera mi to, co dla kobiety jest takie wazne. Czulam sie nie w pelni kobieta, kobieta, ktorej cos zabrano, jakas czastke kobiecosci. Rok po porodzie spotkalam sie z dziewczynami, z ktorym gadalysmy o porodach. i kiedy myslaslalam juz ze wszystko za mna, ze to przepracowalam, znow ryczalam jak bobr na mysl o tym, czego nie przezylam i czego nigdy nie bedzie dane mi przezyc.
    A karmienie? Zaczelam karmic 10 dni po porodzie. Migotka byla w inkubatorze i nie moglam jej przystawiac. Laktatorem nie odciagnelam ani kropli. chyba mialam blokade...a karmie do dzis, juz 21 miesiecy :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń