Szpital - po raz drugi w życiu Nel

wtorek, marca 19, 2013

Od soboty przebywam z Nel w szpitalu... :(
Nel złapała zapalenie płuc.
Ostatni tydzień to jej cierpienia i moje gorzkie łzy.

Pisałam już, że byliśmy przeziębieni. Zaczęło się od M., więc izolowaliśmy się w miarę możliwości. Ja i Nel trzymałyśmy się dzielnie, aż do pewnego 'pięknego' dnia, kiedy to i ja poczułam się gorzej. Szybka wizyta u lekarza, leki i po dwóch dniach byłam jak nowa. 
Kornelia wydawała się być ciągle zdrowa, miałam nadzieję, że moje mleko daje jej odporność.
Kiedy my z M. już się wykurowaliśmy, doszliśmy do siebie, z Nelką zaczęło się coś dziać. Na początku nie przypuszczałam, że może to być przeziębienie. Właściwie nawet to nie było przeziębienie. Kornelka podkurczała nóżki, sporo płakała i jakby śliniła się. To ostatnie niepokoiło mnie najbardziej, bo tak malutkie dzieci ponoć nie mają śliny. 
W piątek 8 marca do tego wszystkiego doszedł stan podgorączkowy. Pojechaliśmy do przychodni. Pani pediatra ustaliła, że to jedynie kolki, ale na wszelki wypadek zleciła też badanie moczu.
Wyniki otrzymaliśmy tego samego dnia. Podwyższone leukocyty. Rzekoma infekcja dróg moczowych. Antybiotyk.
W poniedziałek pojawił się kaszel i zapchany nos. Zadzwoniłam do pani doktor, która stwierdziła, że kolejna wizyta nie jest konieczna, ponieważ antybiotyk działa i nic złego się z tego nie rozwinie.
W piątek wizyta kontrolna i... zdziwienie, bo są zmiany w płucach...
A ja czułam, czułam przez skórę przez cały ten tydzień, że coś jest nie tak, że ona za bardzo kaszle i bałam się, żeby to nie było zapalenie płuc.
I tylko M. mnie uspokajał i powtarzał w kółko, że niepotrzebnie panikuję. A jednak intuicja matki się nie myliła...




Leżymy na oddziale. Już 4 dzień. Ile jeszcze? Minimum 3...
Wiem, że Nel ma tu pomoc, że dzięki temu pobytowi będzie już tylko lepiej. Sama pani doktor powiedziała wczoraj, że najgorsze mamy już za sobą. Mimo wszystko martwię się i niejedna łza spadła już z moich oczu. Trudno jest patrzeć na taką bidulkę, na wenflon w tak malutkiej rączce, trudno słuchać płaczu przy każdym z zabiegów. Dobrze chociaż, że większość czynności, takich jak podawanie leków czy inhalacje, mogę wykonywać ja, bo pielęgniarki bywają brutalne i na moje: "Ona tego nie lubi i dlatego nie daje sobie tego robić" odpowiadają "Jak takie małe dziecko może sobie nie dawać?" i prawie łamią jej paluszki, podpinając różne sprzęty pod jej malutkie ciałko.

Dzięki temu, że infekcja jest leczona zaczęła też schodzić Nelci żółtaczka.

Najgorsze dla serca matki to patrzeć na jej ból, cierpienie, słuchać płaczu. Ciągle się obwiniam, że czegoś nie dopatrzyłam, nie dopilnowałam, że nie uważałam bardziej. Jak mogłam dopuścić do takiej choroby u nowo narodzonej córeczki?

Pani doktor, tu w szpitalu, wysnuwa podejrzenie, że choroba rozwinęła się na taką skalę za pośrednictwem pępuszka. A co z nim? Nel miała bardzo grubą pępowinę, w związku z czym kikut miał prawo nie odpaść tak szybko. Pielęgnowałam go Octeniseptem, czyściłam. Zaczynał krwawić, a położna powiedziała mi, że to dlatego, że niedługo odpadnie i stwierdziła, że należałoby przestać się nim zajmować i pozostawić go samemu sobie, żeby go dodatkowo nie podrażniać. Dzięki temu miał się szybciej wysuszyć. 
Posłuchałam położnej, w końcu po coś do mnie przychodzi. A tu nagle okazało się, że źle zrobiłam. Pani doktor powiedziała, że to, co zaleciła położna to wierutna bzdura i to jeszcze ja jestem zła, bo powinnam wszystko robić na własny rozum, a nie słuchać tamtej! Pozostawiam bez komentarza.

A pani doktor z przychodni, która wypisywała skierowanie dziwnym trafem pomyliła się z datą, tak więc wychodzi na to, że zwlekaliśmy z przywiezieniem Nel do szpitala. Nikt teraz nie słucha, że to pomyłka i wszyscy w całej dokumentacji wpisują tę złą datę. Jakby coś się stało, cała wina spadnie na nas, bo ktoś się machnął, i to prawdopodobnie z premedytacją, żeby nie było na niego, że przez cały tydzień dziecka zbadać nie raczył, twierdząc na odległość, że nie ma takiej potrzeby...


Dziś z Nel jest już dużo lepiej. Wydzielina z płucek w dużej mierze już zeszła, Nel się nią nie dusi, mniej kaszle i więcej je. Za to malutko śpi, bo ciągle przeszkadzają jej lekarze, pielęgniarki. Jest bardzo wypłoszona tym wszystkim, jak już uśnie, budzi się z tak przeraźliwym płaczem, jakiego nigdy wcześniej u niej nie słyszałam... :(

A ja jestem kompletnie wycieńczona. Psychicznie i fizycznie. Mam zawroty głowy, dużą anemię, rana po cesarce boli jak diabli, mało jem, mało śpię i ciągle zamartwiam się o córcię. Są dni, kiedy mam ochotę tylko płakać. To tylko hormony? To normalne?

P.S. Wczoraj Nelka skończyła 3 tygodnie. Waży już 4200g! :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

54 komentarzy

  1. Bardzo, bardzo Wam współczuję. Wiem jakie to okropne uczucie trafić z takim maleństwem do szpitala (mimo, że Mati miał 6 tygodni). Wszystko będzie dobrze, a ten koszmar już niedługo się skończy.
    Na przyszłość chyba zmieniłabym lekarza. Nie może tak być,że diagnozuje na odległość. Zwłaszcza, że u takich maluszków nie podaje się antybiotyków do domu tylko od razu kieruje się do szpitala. (tak przynajmniej twierdzi nasza pediatra, a także lekarka, która nam skierowanie do szpitala wypisywała).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję zmienić i lekarza i położną.

      Nikt nie chciał przyjechać na wizytę domową, a jak już my wybraliśmy się do przychodni to pani pediatra stwierdziła, że przy okazji zaliczy sobie wizytę patronażową i do domu przychodzić już nie będzie!

      Usuń
    2. Zmiana lekarza i to jak najszybciej.,współczuje. Ja tez byłam z Mila w szpitalu jak miała 2 tyg. Trzymam mocno kciuki... I rozumiem Twój płacz... Na szczescie szybko wszystko sie skończy!

      Usuń
  2. ojejku, strasznie mi przykro, że przechodzisz przez coś takiego.
    żal mi małej, bo ona bidulka najbardziej cierpi.

    no i szkoda, że można było tego wszystkiego uniknąć gdyby położna i lekarze słuchali Cię od początku i tak jak piszesz zawierzyli matczynej intuicji.

    życzę powrotu do zdrowia, ściskam Ciebie i Nelkę i czekam na powrót do domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu właśnie Nelcia cierpi najbardziej :(

      Usuń
  3. Ogromne buziaki dla was, przytulamy!
    Zdrówka życzymy :)
    Wszystko będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymaj się kochana i bądź dzielna. Na pewno niedługo Nel wróci do zdrowia
    i znowu będziecie się sobą cieszyć w domu.
    Cierpienie Nelci na pewno boli Cie najbardziej:( Wysyłam siłę i energię.
    Głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
  5. i licz tutaj człowieku na lekarza, położną i ich wiedzę. Człowiek zdaje się tylko na nich bo sam nie ma pojęcia o niektórych rzeczach a tutaj takie coś ... Brak słów!
    Kurujcie się i trzymam kciuki żeby mała jak najszybciej wyszła do domku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciepłymi myślami Was wspieram! Najgorsze za Wami i macie dzielną silną córcię! Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  7. oj Bidulko wiem jak cie serce boli patrząc na cierpiąca Nel, ale myslę że szybko wrócicie zdrowe do domu
    siebie nie obwiniaj , dla ciebie Nel jest jeszcze zagadką , ale ci lekarze i położne piwinny dostac wilczy bilet, za co one biora kasę?????
    GTrzymam kciuki abyśnie jak najszybciej wróciły zdrowe do domu

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, trzymajcie się Kochane! Wyobrażam sobie jak się czujesz.. Mam nadzieję, że Nelcia szybko dojdzie do siebie a w domku na pewno będzie jej zdecydowanie lepiej!
    Ściskamy i życzymy dużo zdrówka i sił!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zyczę dużo zdrowia i szybkiego powrotu do domu. Nie mogę sobie wyobrazić przez co musicie przechodzić. Jak patrzę na moją 2-tygodniową Kruszynkę, to aż łzy cisną się do oczu na samą myśl o tym, że mogłaby zachorować.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana bardzo Wam współczuję!Biedna Nelcia :( Jesteście bardzo dzielne!!! Trzymajcie się i dużo zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki, żeby z Nel było wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Życzymy zdrówka! I wiele siły. Niestety, przywykliśmy do tego że lekarze są nie czuli w stosunku do "dorosłych" pacjentów. Ale do takich maluszków? I ta spychologia odpowiedzialności. Straszne. Po co w ogóle wykonują ten zawód? Przecież nie od dziś wiadomo, że lekarz = odpowiedzialność. Jak widać - nie dla wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
  13. :( te położne środowiskowe to jakieś daremne są, nasza też miała takie teorie że heeeej... :(

    trzymam kciuki za zdrowie Nelci, no i szybkie znalezienie sensownego pediatry, a to też nie jest łatwe... :(

    jak to mówią, złe miłego początki, więc głowa do góry, teraz już będzie tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczynki, tak mi przykro zdrówka Wam życzę i szybkiego powrotu do domku.
    Bo w domu zawsze najlepiej....
    Trzymajcie się....

    OdpowiedzUsuń
  15. Bidulka :( Trzymajcie się Dziewczynki! Najważniejsze, że najgorsze juz za Wami. Teraz będzie tylko lepiej! Strasznie Wam współczuję tego pobytu w szpitalu. Lekarkę zmienicie bez dwóch zdań! Szkoda, że ciężko trafic na dobrego lekarza.
    Życzę Wam mnóstwo zdrówka i siły! Jedyne pocieszenie w tym, że Nel nie będzie tego szpitala pamiętac...

    OdpowiedzUsuń
  16. Współczucia.Ja też leżałam z Bartkiem w szpitalu jak miał 3 tygodnie. Pępek nie chciał odpaść,krwawił i nasza lekarka dała nam skierowanie do szpitala.Na szczęście obyło się bez zakażenia.
    Na Twoim miejscu też zmieniłabym doktora!
    Życzę szybkiego powrotu do zdrówka dla malutkiej :*
    A TY 3maj się cieplutko!Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bidulka.... życzę zdrówka !!!!!!! :*
    Moja Laurka na szczęście odpukać na razie nie miała kataru ani nic. uff

    OdpowiedzUsuń
  18. A służba zdrowia to jakaś masakra !!! Gadają, że matki z byle czym przychodzą... tylko szkoda, że potem tragedie się dzieją.. :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że już jesteście pod stałą opieką. Biedna Nelcia:( Dobrze, że nic nie będzie z tego pamiętała. Trzymaj się Weroniko twardo!!! Dasz radę!!! Dużo zdrowia dla Ciebie i Nelci.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo Wam współczuję, wracajcie szybko do zdrowia i mała i Ty, bo z tego co piszesz to bardzo mocno się odbija na twoim zdrowiu. Współczuję tej ignorancji lekarzy, trzymaj się, już niedługo znów będziecie zdrowi w domu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ojejej :( Współczuję bardzo! Musisz być dzielna, wszystko będzie dobrze! Przetrwacie to!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ojej, strasznie mi przykro i smutno:( choroba dziecka to najgorsze co może być. Trzymamy kciuki z Martynką żeby Nelcia szybko wróciła do zdrówka i do domu. Gorąco Was ściskamy !

    OdpowiedzUsuń
  23. o kurcze, mam nadzieje, że ten horror niedlugo minie i wszyscy bedziecie znowu razem w domu. trzymaj sie dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  24. O bidunia!

    Ściskamy Was mocno i trzymamy kciuki za szybkie, ale to bardzo szybkie wyzdrowienie.

    Nelcia ma 3 tyg. i waży 4200 al moja Alcia 9 tygodni i waży 4300 ;(

    Trzymajcie się dziewczyny! Jesteśmy z Wami duchem

    OdpowiedzUsuń
  25. Boże.. bardzo Wam współczuję :( Oby Nel wyzdrowiała jak najszybciej, a tych lekarzy i położne niech szlag trafi!

    OdpowiedzUsuń
  26. Biedna Kornelka :( Też przechodziłam z małą Majką przez szpitale i też rodzinna "lekarka" fałszowała dane. :(
    Takie dołki są normalne, każda Mama przeżywa widkok chorego dzieciaczka. A z pielęgniarkami ni przesadzaj, one wiedzą co robią.
    Przesyłam milon całusów i pozytywnych myśli!

    OdpowiedzUsuń
  27. Trzymaj się, wiem,że jest Ci trudno i wiem co to znaczy patrzeć na dziecko, które jest kłute, serce krwawi. Gosi pępek odpadł dopiero po 6 tygodniu, też miała gruba pępowinę. Tyle,że po miesiącu już nie bawiłam się octeniseptem, tylko przemywałam spirytusem, tak zaleciła położna, nie było czasu się cackać, bo wisiała nad nami groźba chirurga.

    Współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia dla Nelci :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Chce mi się wymiotować na sama myśl jak sobie wszystko olali. Przykro mi Weroniko, że jeszcze przez to musicie przejść. Jednak wiem, że wasza więź miłości pokona te koszmary. Trzymaj się kochana Weroniko, walczysz jak lwica o swoje szczęście.

    Przytulam Was cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  29. My też w szpitalu z infekcją na obserwacji. Też inhalacje i oklepywania, odsysania. Dziwi mnie postępowanie pediatry bo my id razu dostaliśmy skierowanie do szpitala. Noworodków nie leczy się ambulatoryjnie! Co za kretynka! Musimy mieć Kochana dużo sił, choć ja też wysiadami się obwiniam ale na sezon infekcyjny niestety nie ma rady :-(

    OdpowiedzUsuń
  30. My też w szpitalu z infekcją na obserwacji. Też inhalacje i oklepywania, odsysania. Dziwi mnie postępowanie pediatry bo my id razu dostaliśmy skierowanie do szpitala. Noworodków nie leczy się ambulatoryjnie! Co za kretynka! Musimy mieć Kochana dużo sił, choć ja też wysiadami się obwiniam ale na sezon infekcyjny niestety nie ma rady :-(

    OdpowiedzUsuń
  31. My też w szpitalu z infekcją na obserwacji. Też inhalacje i oklepywania, odsysania. Dziwi mnie postępowanie pediatry bo my id razu dostaliśmy skierowanie do szpitala. Noworodków nie leczy się ambulatoryjnie! Co za kretynka! Musimy mieć Kochana dużo sił, choć ja też wysiadami się obwiniam ale na sezon infekcyjny niestety nie ma rady :-(

    OdpowiedzUsuń
  32. Moje dziecko trafiło w wieku 4 miesięcy tak samo z zaniedbania lekarza. Uważam,że ową Panią doktor powinniście zmienić jak najszybciej. Jesteś młodą matką i masz prawo czegoś nie wiedzieć,a ona powinna Wam choćby co drugi dzień kazać przywozić dziecko do kontroli. U nas było to samo,bo Pani doktor uważała,że nic złego nie ma prawa się rozwinąć skoro podajemy już wypisane leki,tak samo nie chciało jej się zbadać dziecka i do ostatniej minuty uważała,że jest ok mimo,że córka nagle tylko spała. I od wielkiego niechcenia tuż przed wyjściem osłuchała ją - potem skierowanie na oddział niby,żeby oni się lepiej przyjrzeli.Wychodząc myślałam,że to tylko jakaś kontrola. A tam na miejscu dowiedziałam się,że moje dziecko jest w bardzo ciężkim stanie z ostrym zapaleniem płuc... 7dni na oddziale dziecięcym. Dobrze wiem co przeżywasz,bo mi serce w pewnych chwilach pękało na kolejne drobne kawałeczki...
    Szybkiego powrotu maleństwa Waszego do zdrowia i powrotu do domu. Trzymajcie się mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Bądz dzielna!!! Malutka juz niedlugo wyzdroieje i znów będziecie w domciu! Biedulka!!!! ;* Tulę! ;*****

    OdpowiedzUsuń
  34. O matko, aż się popłakałam, takie Maleństwo! Całe szczęście wraca do zdrowia i oby już nie miała takich przygód z chorowaniem! Zdrówka i wracajcie szybko do domku!

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo współczuję. To trudne momenty dla Ciebie. Ale jak już jest lepiej - to najważniejsze. Zadbaj też o siebie, bo jak Mama nie będzie mieć siły, to kto się córeczką zajmie?
    Przytulam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  36. Koniecznie zmień pediatrę. Mój Maluch miał zapalenie oskrzeli, jak miał 3 miesiące, ale na szczęście udało nam się to leczyć w domu, z racji tego, że nie zeszło na płuca. Ale też pamiętam te inhalacje i cierpienie.
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  37. Trzymam kciuki żeby było wszystko dobrze. Biedne maleństwo, taka straszna choroba, wiem co to znaczy sama miałam zapalenie płuc i męczyłam się przez miesiąc, a co dopiero takie maleństwo. Pozdrawiam, wracajcie szybko do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  38. Przyłączam się z życzeniami - dużo zdrowia - i żebyście szybko wyszli ze szpitala do kochanego domku...

    OdpowiedzUsuń
  39. Jestem z Wami. Będzie dobrze, najważniejsze, że Nel ma się już lepiej!
    Ściskam Was :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Bardzo Wam współczuje kochana;* biedna Kornelcia:( że Was takie paskudztwo spotkało, musisz to przetrwac a później bedzie tylko lepiej. Domyślam sie jak Ci jest cieżko ale dasz rade bo jesteś bardzo dzielna!:) A z tym pepkiem to mnie tam gdzie rodziłam mówili żeby tylko tym octeniseptem przemywac, i gdybym tak robiła to pewnie jakieśzapalenie by sie w ten pepek wdało, położna mi własnie kazała przemywac gazikami nasączonymi spirytusem leko czy jakieś inne i chociaż dbałam o pepuszek kilkarazy dziennie żeby był suchy to i tak odpadł dopiero jak mała skończyła miesiąc czyli dopiero pare dni temu też Mała miała grubszą pepowine. Buziaki dla Was i dużo zdrówka!:*

    OdpowiedzUsuń
  41. Wiem, że łatwo pisać, ale bądź dzielna. Twoja siła i wiara w to, że będzie dobrze zdziała cuda. Życzymy Wam szybkiego powrotu do zdrowia i rychłego opuszczenia szpitala.

    OdpowiedzUsuń
  42. dużo dużo dużo zdrowia i siły !!

    OdpowiedzUsuń
  43. dużo dużo duzo zdrowia i siły !

    OdpowiedzUsuń
  44. brak słów na taką opiekę. zdrówka dla Nel i dla Ciebie wytrwałości:*

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie mogę czytać o niekompetencji naszej służby zdrowia. Nóż mi się w kieszenie otwiera.
    Mam nadzieję, że Nel szybko wyzdrowieje!

    OdpowiedzUsuń
  46. chęć do płaczu i wycieńczenie dopada i młode mamy których noworodkom nic nie dolega, więc nie przejmuj się tym zupełnie- to mix hormonów i zmartwień. bardzo Wam współczuję że tak się kiepsko zaczęło dla Waszej trójki wspolne życie, ale to minie, przyjdzie wiosna, będzie dobrze. Nel nie będzie pamiętała o szpitalu i poczuje sie bezpiecznie jak tylko wrócicie do domu.
    absolutnie nie obwiniaj się o nic. niestety, musisz przyzwyczaić się do lekarzy i położnych które mówią sprzeczne rzeczy i we wszystkim oskarżają matkę. nie daj sie w to wrobić. w Skandynawii w ogóle niczym się pępka nie pielęgnuje, u nas teraz zalecają octenisept, a jeszcze 6 lat temu jak rodziłam najstarszą kazali przemywać spirytusem. a u takiego maluszka po prostu każda infekcja się błyskawicznie rozwija. i dlatego lekarka powinna była wykazać się o wiele większą czujnością.
    trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  47. No ten preparat na oczyszczenie nie jest nic wart, ja trzy tygodnie męczyłam się z tym, po czym powiedziałam lekarzowi że mam gdzieś te ich unijne rozporządzenia, potraktowałam to spirytusem tak jak przy poprzednich dzieciach i na drugi dzień byliśmy uwolnienie od kikuta ;-)

    OdpowiedzUsuń
  48. Życzę dużo zdrowia i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  49. no i co u was? Nel wyzdrowiała i jestescie w domku? martwię sie troche brakiem wieści ...

    OdpowiedzUsuń
  50. Jak Nel? Jesteście już w domu? Wszystko dobrze?

    OdpowiedzUsuń