O tym, czy ojciec do dziecka zbliżać się powinien

środa, maja 08, 2013

Dawniej nie do pomyślenia było, aby mężczyzna zajmował się dzieckiem. Rola ta należała wyłącznie do kobiety.  Kwestie pielęgnacji czy wychowania matka konsultowała ze swoją matką, z innymi kobietami. Facet? Gdyby nie zapewniał bytu rodzinie, byłby niepotrzebny.
Dzisiaj jest inaczej. Tatusiowie biorą czynny udział w rytmie dnia maleństwa, kąpią, przewijają, korzystają z urlopów tacierzyńskich, uczestniczą w porodach. Są i chcą być. I dobrze! 
Współczesna psychologia udowadnia nam coraz dosadniej, jak ważny jest ojciec w życiu dziecka. Ile korzyści przynosi już niemowlakowi jego obecność, ciepło ojcowskiego uścisku...


Dlaczego o tym piszę?
Ponieważ chcę podkreślić, jak istotna jest więź, łącząca tatę z dzieckiem. A są jeszcze ludzie, którzy tego nie dostrzegają, nie rozumieją. Którzy szufladkują kobiety i mężczyzn; twierdzą, że ojciec po prostu NIE POTRAFI DOBRZE zająć się dzieckiem, dlatego nie powinno mu się w tej kwestii ufać.

Moi rodzice na przykład. Żyją jeszcze w epoce sprzed jakichś 20 lat i dalej. W ich opinii to źle, że M. mi pomaga przy Nel. Proponują, bym mu zabroniła. Bo to nie do pomyślenia, że czasem potrzebuję odpocząć, zostawić Kornelię z nim w domku i wyskoczyć na zakupy; to źle, że to on pójdzie z nią na spacer, a ja w tym czasie ugotuję obiad, ogarnę mieszkanie. To źle, że swą silną męską dłonią wykąpie Nel, że przewinie. A prawda jest taka, że czasem to on myśli racjonalnie, kiedy ja panikuję. To jego spokój niekiedy bardziej sprzyja Kornelci niż moje drżące ramiona. To jego opanowanie powoduje, że łatwiej ją uspokoić.






Doceniam rolę M. w naszej rodzinie. Doceniam to, że daje nam całego siebie. Że CHCE być przy nas, być obecny w rozwoju Nel, towarzyszyć jej w jej dorastaniu.
Zawsze marzyłam, by moja córka miała tak cudownego ojca. By interesował się każdą błahostką jej dotyczącą. By potrafił pokazać jej, jak ją kocha. By mogła doznać, czym jest super zabawa z tatą. By miała to, czego mi samej zabrakło ze strony mojego taty.
Chciałam, by M. także czuł więź z córką. Z dzieckiem, którego mogliśmy nie mieć w ogóle, a które jednak pojawiło się w naszym życiu...

Według mnie widok "ojciec+dziecko" to przepiękny widok...

Uwielbiam psychologię. Chciałam ją studiować. Temat roli ojca w rodzinie interesował mnie szczególnie i już od dawna. Napisałam o tym kiedyś nawet pracę, dzięki której wygrałam V Ogólnopolską Olimpiadę Wiedzy o Rodzinie ;) Chcecie poczytać i dowiedzieć się trochę więcej? Plik do pobrania na moim chomiku TUTAJ.


A jak jest u Was, dziewczyny? 
Pozwalacie swoim facetom zbliżać się do dzieciaczków? 
Jakie macie zdanie na ten temat?

Te posty mogą Ci się spodobać:

20 komentarzy

  1. Ja z M. nastawiamy się na typowo partnerską relację w życiu, jak i w rodzicielstwie i uważam, że wspaniale być z mężczyzną, który aktywnie angażuje się w życie rodzinne. U mnie w rodzinie, podobnie, jak u Ciebie tata nie wykazał się chęcią budowania relacji z dziećmi, mimo, że był niby obecny, przez to nie odczuwam z nim żadnej emocjonalnej więzi, nawet za bardzo nie mamy ze sobą o czym rozmawiać. DLatego zawsze chciałam, aby mój partner był aktywnym tatą i wiem, że M. takim ojcem będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja całkiem niedawno o tym pisałam http://bebeandcompany.blogspot.com/2013/05/tatus.html, u nas obecny nie tylko w teorii ale też i w praktyce od urodzenia, mamusia jest ważna, ale tatuś to tatuś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas jest podobnie. Mam cudownego faceta który zajmuje się Emilką w takim samym stopniu jak ja, czasami chyba nawet więcej. Nie pamiętam kiedy zmieniałam pieluchę, zawsze to robi i podaje mi małą do karmienia. Szczególnie w nocy to bardzo doceniam. Uwazam ze taki facet to skarb, więc dziękujmy Bogu za to co mamy:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem za. Mój Mąż ma lepsze podejście do dzieci, przynajmniej do cudzych:) To bardzo ważne, aby Dziecko czuło także obecność Ojca a Mama powinna mu pozwalać na ten kontakt i opiekę i nie bać się, że Tatuś zrobi krzywdę. Jeśli partner chce się zajmować Maluszkiem to jest piękne, bo dlaczego nie? Nie zawsze tak jest, więc powinnyśmy byc wdzięczne za takich Tatusiów co właśnie bardzo tego chcą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry wpis :)
    Oczywiście, że pozwalam, a nawet się domagam.
    Ale pamiętam też, że mąż pracuje, więc nie zwalam wszystkiego na niego.
    A Ola jest też dzieckiem mojego męża, więc nic dziwnego w tym, że pomaga.
    Bardzo dużo pomagał mi na początku - w szpitalu i w domu jak miał wolne, teraz dużo pracuje i zostaje mu przypilnowanie jej jak ja jestem w łazience i pomoc przy kąpieli Małej.
    Moi rodzice jeszcze dalej wstecz niż Twoi, ale nigdy nie mówili czegoś takiego.
    A pouczanie puszczam mimo uszu - poza tym oni wiedzą, że mnie to wkurza ;)
    Widzę, że masz inne zdanie niż rodzice, więc spróbuj im to delikatnie wytłumaczyć - chociaż i tak pewnie nie zrozumieją :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ojej współczuję takiego podejścia twoich rodziców!u nas TATA jest od pierwszych chwil gdy się Maja urodziła i jest b.ważny i robi WSZYSTKO od jej przyjścia na świat, nie ma z niczym problemu i nie mówi że nie umie czy nie może itp. bez problemu nakarmi pobawi się wykąpie ubierze itd. Majka go uwielbia i pięknie woła tata :) a tata jest dumny z swojej córci

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham patrzeć na Alę i Pawła razem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale śliczna, jaka podobna do Ciebie ;) u nas mój mąż dużo czasu spędza z małym. On go kąpie, nie ma problemu, żeby go nakarmił, czy wstał w nocy. Raz nawet sam był z nim u lekarza;) jak ja się uczyłam do egz, to chodził z synem na spacery, żebym miała spokój w domu- śmiał się, że był jedynym facetem z wózkiem, wokół same baby;) a co moi i jego rodzice o tym myślą-hmm nie wiem. Ale moi są tolerancyjni, tata na równi nas wychowywał z mamą, do tej pory opowiada, jak prał pieluchy;)
    tincturkaa

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcie!!!
    U nas raczej mąż robi zdjęć, stąd brak jego zdjęć z synalem.
    Ogólnie masz rację: mężczyzna jest w stanie zająć się dzieckiem tak samo jak matka. Ale gdzieś z tyłu mojej głowy jest myśl: skoro syn płacze, jak tata go kładzie coś jest nie tak, może mnie potrzebuje... Ale jednocześnie zatrzymuję się, odpuszczam, czekam co z tego wyniknie. Nie raz mąż pokazał mi, że może się zajmować synkiem, bez mojej jakiejkolwiek pomocy!! I jestem z niego dumna!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. jasne, że powinien ;) ja teraz widzę, jak to jest ważne...Maksiu ma prawie 3 lata i jest wpatrzony w tatę jak w obrazek ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uważam że mąż powinien jak najwięcej spędzać czasu z moją Polą (3miesiące)- wzaca z pracy ok 16.30 a o 19,30 jest kapanie w tym czasie jeszcze drzemka i karmienie więc widzi go bardzo mało. Za niedługo dojdzie do tego że nigdzie nie wyjdę bo ona będzie przyklejona do mnie... nie można tak się zapętlać- dziecko ma dwoje rodziców. Ja osobiście uważam że większa więź matki z dzieckiem to mit i jest tylko spowodowana większą ilością czasu jaki matka spędza z dzieckiem. pozdr Dorota

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy pozwalam? Oczywiście! Ja tego oczekuję i wymagam od mojego partnera. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej! :) Zresztą mam to szczęście, że Mąż sam garnie się do Małego. I radzi sobie świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej zgadzam się jak najbardziej. Moja teściowa uważa że mój mąż nie powinien np. wstawac w nocy do dziecka ponieważ.... ON PRACUJE!i musi być wyspany! A przepraszam bardzo czy ja leżę plackiem w domu i pachnę kwiatuszkami?
    Oczywiście mieszkamy osobno a teściową przegoniłam z tymi dobrymi radami w stylu: Facet i tak nie potrafi, nie ma to jak matka. Matka wie najlepiej... Więc tak matka wie najlepiej że mąż praktycznie nie ma kontaktu z ojcem, nie mają o czym rozmawiać i relacja ogólnie jest kiepska.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem zwolenniczką świadomego tacierzyństwa ;) dlaczego nie pozwolić mężczyźnie dbać od początku i intensywnie o życie, które przecież on, w takim samym stopniu jak kobieta, powołał na świat? Niestety, rażąco odstraszającym przykładem nieświadomego rodzicielstwa jest mój teść. W ogóle nie ma czuje więzi z synem, choć wiem że syn bardzo się stara i bardzo by chciał. Smutne, ale tak to już bywa gdy rolę ojca ograniczy się tylko do spłodzenia dziecka. Bardzo nieodpowiedzialna i karygodna postawa. Zdecydowanie mówię: NIE!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja wiem, że mój Mąż oszaleje na punkcie naszej Kruszyny. Już teraz się cieszy. Wiem też, że gdybym mu zabroniła dotykać dziecka i brać czynny udział w wychowaniu to sprawiłabym mu wielką przykrość i zawód.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi to się w głowie nie mieści że tak mogło być kiedyś, męża wszędzie za sobą ciągła i nawet do ginekologa chciał wejść, ale zawsze go wypraszano :-D poród bez niego, nie nie dałabym rady, to on pierwszy trzymał nasze dzieci na rękach :-) i tak do tej pory chętnie zajmuje się nimi, odciążając mnie od domowych obowiązków. Uważam go za bardziej męskiego widząc go gdy potrafi zająć się dziećmi :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Ech dobrze, że takie głupie stereotypy się zmieniają. My zajmujemy się dziećmi razem z mężem od początku, był przy porodach, przewijał i kąpał od razu, w weekendy zostawiam ich i idę na spacer. Dzieci potrzebują obecności taty, aktywnej obecności :)
    Brawo dla Was, że mimo krytyki robicie po swojemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, te stereotypy. U nas mąż zajmuje się Jankiem bezproblemowo. Czasem średnio sobie radzi, np. z ubieraniem czy zmianą pampersa, ale generalnie nie mogę narzekać. I mam wrażenie, że synek wolim gdy w kąpieli trzyma go tata. U mnie lekko drży i wyczuwa pewnie mój strach.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie cierpię stereotypów. U nas Ojciec zajmuje się Demolką chętnie. Wręcz niektóre czynności tylko On wykonuje. Codziennie stara sie, by był taki Ich czas. Dla moich rodziców to norma. Na szczęście mój Tato robił tak samo, a dla tesciów to kosmos jakiś. Zwlaszcza to oburzenie, gdy Mąż pieluchy zmienia :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Super Tatuś! Tak trzymać! Podpisuję się pod postem ;)

    OdpowiedzUsuń