Co się z nami działo, kiedy nas nie było?

czwartek, lipca 04, 2013

Po ponad miesięcznej nieobecności w blogosferze wracamy. Wreszcie, bo bardzo się za Wami stęskniłam, kochane kobietki. 
Tyle mam do napisania, tyle postów, które - póki co-  istnieją jedynie w mojej zawalonej myślami i niepoukładanymi sprawami głowie.

Co się z nami działo i gdzie byliśmy?
Przez pierwsze trzy tygodnie zaszywaliśmy się na wsi u moich rodziców, gdzie internet, niestety, zawsze odmawia mi posłuszeństwa (na początku pobytu tam czuję się z tym super, bo wirtualny świat jednak trochę uzależnia, więc odpoczynek od niego jest jak najbardziej wskazany). 
W owym czasie mężuś robił kurs spadochronowy w całkiem innym mieście, więc nie było go z nami. 
Wówczas też popsuł się nasz staruszek Hyundai, także byłam uziemiona na amen. W dodatku okazało się, że koszt naprawy przekracza jego wartość. Hyundaia dziś już z nami nie ma :( 

Prócz tego wydarzyła się w naszym rodzinnym życiu także dość tragiczna sytuacja. Mój brat, chcąc nie chcąc, wziął udział w wypadku na drodze. W jego samochód uderzył rozpędzony motocykl. Brat na szczęście cały, pasażerka ścigacza - nie żyje. Piotrek w szoku. Załamany. Motor uderzył w tył jego samochodu, on nawet nie wiedział, co się stało, dopóki nie wysiadł z auta. Ale... polskie prawo polskim prawem jest. Sprawa trafiła do sądu. Co będzie? Nie wiadomo...

Nel przebyła kolejną infekcję i kolejną antybiotykoterapię. Trochę tego nie rozumiem. Czy jeżeli miała zwyczajny nieżyt gardła naprawdę konieczny był tu antybiotyk? Czy czteromiesięcznego dziecka nie można jeszcze leczyć niczym innym?

Po trzech tygodniach tęsknoty za M., kiedy został mu już tylko tydzień do ukończenia kursu - bach! Okazało się, że M. wraca. Skoczyć - skoczył, owszem. Noga: skręcenie III stopnia, gips...

Mam teraz w domu: dziecko - sztuk jedna, kalekę - sztuk jedna, masę sprzątania, spraw do załatwienia. Wszystko na mojej głowie. Nie mam: czasu na cokolwiek, samochodu (!!!). Warunki ciężkie (głównie z powodu "umierania" męża ;)), ale okazuje się, że da się żyć :D Byle bym tylko mogła wygospodarować choć malutką chwileńkę dla SIEBIE...

Co jeszcze wydarzyło się w czasie naszej nieobecności?
Matka zmieniła fryzurę. 
Świętowaliśmy rocznicę, odkąd wiemy, że Nel jest z nami oraz drugą rocznicę ślubu.
Nel skończyła 4 miesiące.
M. obchodził swój pierwszy dzień ojca.
O tym wszystkim napiszę na blogu, jak tylko się ogarnę, jak tylko znajdę chwilę w codziennej bieganinie.

Jakie mam plany co do bloga? 
W najbliższym czasie pojawią się tu posty retrospekcyjne z poprzedniego miesiąca, będzie więcej o Nel i jej rozwoju (toż to już duża dziewczyna z niej :)), troszkę o naszych przygotowaniach do chrztu Kornelii (to już w tym miesiącu!). 
Mam także pomysł, by pojawił się tu cykl postów dotyczących książek dla dzieci, również książek dla rodziców - tych o ciąży, wychowaniu, pielęgnacji maluszków. Co Wy na to?

Ech, jak tęskniłam :)

Te posty mogą Ci się spodobać:

20 komentarzy

  1. cieszymy się, że jesteś znowu wśród nas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie usłyszeć co u Ciebie. jesteś pierwszą blogerką jaką zaczęłam czytać w ciąży, moja Polcia ma prawie 5 miesięcy i wciąż tu chętnie zaglądam. Zapraszam też do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Już do Ciebie zaglądam :)

      Usuń
  3. Aaaa! No w końcu jesteś kobieto! Ciesze się, że dałaś znać co u Was! Mam nadzieję, że już zostaniejsz na stałe ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj trochę się u Ciebie działo... Dobrze, że już jesteś z Nami:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witamy ponownie! Tęskniliśmy! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Noooo nareszcie! :) Pisz kochana jak najwięcej, bo z tęsknoty uschnę :) PS sto lat dla Neli

    OdpowiedzUsuń
  7. Podczytywałam po cichu, a kiedy zniknęłyście zrobiło mi sie przykro :) ale dobrze że już wróciłyście i wszystko wróci do normy. Co do książek o ciąży i dzieciach :) Dla mnie jak znalazł na 4 miesiąc ciąży ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojjj wiem co to znaczy jak mąż "chory" ;))) Zdrówka dla Nelci, taty no i dla Ciebie dużo siły :)

    OdpowiedzUsuń
  9. miło Cię w końcu 'widzieć' :)
    mam nadzieję, że z bratem się wszystko jakoś ułoży... no i współczuje umierającego męża, mój ostatnio też umierał, na przeziębienie ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. O rany! skręcenie II stopnia...brrr aż mnie ciarki przeszły, bo sama niedawno to przeszłam (3l.temu) 2x pod rząd...2x gips, 2x uziemienie..więzadła zerwane..Ale przy dobrej opiece medycznej-ortopedycznej nie powinno być problemów :)
    Fajnie, że jesteś.
    Jestem też za umieszczaniem info np nt ksiązeczek dla maluchów. Sama lubie czytać, "zarażam" tym dzieciaki, którymi się opiekuję.
    W międzyczasie, jak Was nie było, zmieniłam miejsce: www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    Pozdrawiam,
    Anula

    OdpowiedzUsuń
  11. dobrze ze wróciłaś, bo już się martwiłam! i zaglądałam do Was co nowego często. Cieszę się, że u Was wszystko dobrze, szkoda tylko, że malutka zachorowała! Przykro mi z powodu brata, wyobrażam sobie jak się musi czuć:( Życie czasami pisze takie scenariusze, przykre.
    No a Nel czeka poważne wydarzenie w tym miesiącu-chrzest;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, że wróciłaś. Rzeczywiście działo się a działo. Bardzo mi przykro z powodu wypadku, to musi być okropne...ech.
    Niechaj się noga zdrowo "odkręca", a ty pisz pisz co tam u Was jeszcze. Ja zaglądam, chociaż komentarze wstawiam jak się dorwę do komputere-rzadko. Ciągle wiszę na telefonie a tam mi się coś nie chcą komentarze dodawać ;( Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo podoba mi się, że Matka zmieniła fryzurę! Też za mną chodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj faktycznie sporo niedobrego się działo... Przytulam ;* i mam nadzieje na wiecej pozytywnych wieści ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. i my za Wami tęsknimy. Dobrze, że już jesteście :)

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze, że wróciłaś. Nie mogę doczekać się informacji co u Was:)

    OdpowiedzUsuń