Rozszerzanie diety - nasze pierwsze kroki

poniedziałek, lipca 22, 2013

Ostatnio sporo zawirowań u nas.
Przygotowania do chrztu świętego Nel, milion spraw do załatwienia, skok rozwojowy Kornelci plus 3 dni gorączkowania po szczepieniu (co nigdy przedtem się nam nie zdarzyło), wyjazd do rodziców, ząbkowanie, pranie, sprzątanie, kalectwo M. (już bez gipsu, ale jednak), jego powrót do pracy, bla bla, bla. 
Proza życia. 



Ale nie o tym dziś chciałam. 
Dziś będzie o rozszerzaniu diety Nel, co wdrażamy w rzeczywistość już od tygodnia
Postanowiłam o tym napisać, co by było ku pamięci, a i może którejś z Was się przyda.

Gotowość dziecka
Generalnie, tak jak pisałam ostatnio, nie planowałam rozszerzać diety Nel do tego stopnia, by jakiś pokarm stały stał się dla niej już konkretnym posiłkiem (Nel niebawem skończy 5 miesięcy). Pomimo konsultacji z pediatrą, która dała nam zielone światło, sądziłam, że wprowadzenie zupki zakończymy póki co na takiej ilości, która pozwoliłaby zaserwować Nelci gluten. 
Ale... działam zgodnie z intuicją, wiedziona matczynym instynktem, obserwuję bacznie swoje dziecko i stwierdzam, że z rozszerzaniem spokojnie możemy ruszać pełną parą.

Widzę, że Nel jest na to absolutnie gotowa. 
Myślę, że to dlatego, iż urodziła się duża, jest duża i po prostu potrzebuje coraz więcej energii, którą cycuś najzwyczajniej przestał już zaspokajać (pisałam jeszcze niedawno, że domaga się mleczka co 1,5 do maks. 2 godzin, nawet w nocy). Nie siedzi jeszcze sama, ani nawet stabilnie, będąc podpieraną, ale pcha wszystko do buzi, interesuje ją jedzenie.
Dzięki temu, że wprowadziliśmy zupkę, godziny karmień uregulowały się, a Nel jest w stanie dużo dłużej wytrzymać bez jedzonka. Po zupce nie je do około 3-4 godzin, a i karmienia cycusiowe odbywają się mniej więcej co 3 godzinki.

Ile na początek?
Na początek ponoć wystarczają dziecku 2-3 łyżeczki nowego dania, ale Nel... jest tu wyjątkiem! Absolutnie należy podać jej wszystko, co się dla niej przygotowało! ;) 
Przez pierwsze dni pilnowałam, by nie dawać jej więcej niż 5 łyżeczek, ale, widząc z jakim zapałem Nelcia je, jak cieszy się, kiedy szykuję jej jedzonko (tak, cieszy się, gaworzy, wierzga nóżkami, cmoka, a kiedy przysuwam łyżeczkę otwiera buźkę, zasysa wszystko, co się na niej znajduje, połyka i czeka na więcej!!!), postanowiłam zdać się na swój matczyny instynkt i dawać jej po prostu więcej. 
Kornelka zjada jakieś 60-70ml przecieru warzywnego. Serwuję go w południe, tak aby potem ów posiłek mógł stać się obiadem (kaszkę zamierzam podawać rano, a deserki owocowe wieczorem, ale to wszystko powoli, stopniowo - jeszcze nie teraz).

Papki kontra BLW
Czemu papki? Metoda BLW jakoś mnie nie przekonuje. Oprócz tego wydaje mi się, że Nelcia jest na nią jeszcze za mała. Poza tym - póki co - pluje najmniejszą grudką, jaką znajdzie w przecierze, chociażby ten nie wiem jak jej smakował.

Co na początek? Co potem?
Na początek postanowiłam eksperymentować jedynie z warzywami. Ponoć jeżeli dzieci przyzwyczają się do słodkiego smaku owoców, potem ciężej zaakceptować im smak warzyw. Dlatego jabłuszko czeka. Owocki wprowadzimy po dwóch tygodniach podawania warzyw. Tak samo kaszki bezglutenowe (w 6. miesiącu życia). Myślę, że mięsko jak i ryby z kolei pojawią się u nas dopiero w siódmym miesiącu.
Fajny schemat, pokazujący w jaki sposó wprowadzać pierwsze pokarmy ma do ściągnięcia na swojej stronie BoboVita. Ja jednak postępuję trochę mniej ostrożnie niż tam zalecają, ale, na szczęście, Nel nie wychodzi to na złe :)

Słoiczki kontra zupka mamusi
Nie kupuję słoiczków. Nie tyle nie mam do nich zaufania, co wielką frajdę sprawia mi gotowanie dla Nel, łączenie różnych smaków i widok jej uśmiechniętego buziaka - znak, że jej smakuje :)
Nie wykluczam podawania słoiczków. To bardzo wygodne, zwłaszcza na wyjazdach. Ponadto nie wszystko będę w stanie przygotować i podać sama - nad królikiem np. bym się zapłakała :)

Menu Nel - tydzień pierwszy
Pokażę Wam teraz, co Nel zdążyła spróbować w tym pierwszym tygodniu i jaka była reakcja jej organizmu na owe nowości (Nel generalnie bardzo dobrze toleruje nowe produkty, dlatego poznała już 3 smaki warzyw i to w różnych kombinacjach! Ogólnie zasada jest taka, że jeden nowy produkt na 3 dni - niektóre źródła podają, że nawet na tydzień):
14.07 - gotowany ziemniak rozdrobniony widelcem - 2 łyżeczki - za suchy, za grudowaty, Nel, mając go w buziaku, nie bardzo wiedziała, co z nim robić - wydaje mi się, że nie posmakowało. Jakiejkolwiek reakcji ze strony organizmu brak
15.07 - gotowany ziemniak, miksowany z wodą w której się gotował - ok. 5 łyżeczek - smakowało - brak reakcji
16.07 - gotowana marchewka, miksowana - nie smakowało - za dużo grudek - rzadziej zdarza się kupka
17.07 - gotowane ziemniak + marchewka, miksowane - ok. 10 łyżeczek - bardzo smakowało - suchsze kupki
18.07 - gotowane ziemniak + marchew + gluten, miksowane - ok. 60ml - smakowało - bardzo duża kupka na drugi dzień
19.07 - gotowane ziemniak + burak + gluten, miksowane - około 70ml - smakowało - kupka o konsystencji musu w kolorze... buraczka, ale dopiero na drugi dzień
20.07 - gotowane ziemniak + marchew + burak + gluten, miksowane - około 70ml - bardzo smakowało - kupka o konsystencji musu w kolorze... buraczka, ale dopiero na drugi dzień. Kilka takich kupek dzień po
21.07 - gotowane marchew + burak + gluten

W planach na przyszłe 2-3 tygodnie mamy: brokuł, pietruszkę i selera (zastanawiam się też nad kalafiorem i zielonym groszkiem, może dynią). Będziemy nieźle kombinować z łączeniem tych wszystkich produktów, tym bardziej, że - jak podają poradniki - zupka powinna być nie więcej niż 4-składnikowa.

Jak robię zupkę?
Składników nie musi być dużo. Wystarczy jeden malutki ziemniak, pół marchewki, kawałeczek buraczka. 
Wszystko kroję na drobne kawałki, zalewam wodą (filtrowaną w dzbanku) tak, by przykryła warzywa. Gotuję na malutkim ogniu do miękkości (co by jak najmniej cennych witamin nam uciekło). 

Zdejmuję z ognia, dodaję łyżeczkę masełka, które samo roztapia się pod wpływem ciepła (planuję też wypróbować niebawem oliwę z oliwek, póki co unikam jej ze względu na specyficzny smak, za którym nie przepadam, ale to, że ja go nie lubię nie musi oznaczać, że nie posmakuje Nel). 

Następnie traktuję warzywa - łącznie z wywarem, w którym się gotowały - blenderem. 

Podczas miksowania taka mała ilość zupki może nam szybko wystygnąć, więc przecier stawiam jeszcze raz na moment na ogniu, dodaję łyżeczkę kaszki glutenowej (kupiłam pszenno-żytnią instant BoboVity, bo ponoć manna dla "dorosłych" jest bardzo zanieczyszczona. Wciąż poszukuję bezmlecznej manny instant dla dzieci - słyszałam, że ma ją w ofercie Nestle, ale na półkach sklepowych nigdzie jej nie widzę. Najlepiej, by taka kaszka zawierała żelazo, a w zwyczajnej mannie go nie znajdziemy). 

W tym momencie Nel, widząc, co robię, bardzo się już niecierpliwi :) 
(Kiedy mam więcej czasu, a Nel niecierpliwi się mniej, przepuszczam jeszcze zupkę przez sitko, bo, jak już, wspominałam, córa moja gardzi każdą grudką, którą wyczuje w ustach ;)) 

Teraz pozostaje nam jedynie nałożyć zupkę do miseczki i ciach... do buźki malca :D


Grudki, grudeczki
Jeżeli chodzi o papki - podobno im dziecko mniejsze, tym lepiej by były bardziej wodniste, dzięki czemu dziecko łatwiej ma wyssać zupkę z łyżeczki. 
Im starsze dziecko - tym papki gęstsze, no i w miarę upływu czasu muszą zacząć pojawiać się w nich grudeczki, grudki i wreszcie grudy, tak, by przejść do BLW, co, nie zaprzeczam, może kiedyś wypróbujemy :)

Uwagi końcowe
Do zupki nie dodaję na razie przypraw, chociaż niektóre można - nie chcę psuć Kornelci naturalnego smaku.
Zupek także póki co nie mrożę - przez pierwsze kilka tygodni nie powinno się podawać dziecku rozmrożonych pokarmów: Jego żołądek jest na to zbyt delikatny, dlatego podajemy tylko świeżo przyrządzone potrawy.

Najlepszy na świecie deser
A po jedzonku? Oczywiście cycuś na "przepitkę" :)
(Niekiedy - bardzo rzadko, ale jednak - zdarza się, że podaję Nel herbatkę koperkową. Są to sytuacje, kiedy podczas upałów  jesteśmy poza domem, np. w sklepie, a Kornelci , ni stąd ni zowąd, nagle zaczyna się chcieć pić, a ja nie bardzo mam możliwość, żeby szybko podać jej pierś. Herbatka jest tu niejako na tak zwane przetrzymanie.)



Macie jakieś rady, uwagi, sugestie co do tego, co napisałam? 
Podzielcie się nimi w komentarzach!

Te posty mogą Ci się spodobać:

19 komentarzy

  1. Uważaj z tymi słoiczkami "pierwsza łyżeczka" one tak na prawdę nie do końca są zgrane z wiekiem dziecka. Nie podawaj jeszcze kalafiora (nawet nie słoiczkowego) bo jest wzdymajacy.
    Z selerem uwazaj - duzo dzieci ma po nim wysypke.
    Szpinak po 7mcu.
    Tak radziła dietetyczka - moja Szwagierka ma coreczke w wieku Nel :) I są na tym samym etapie.
    Ja u wszystkich podopiecznych używałam kaszki manny i nigdy nie było z tym żadnych problemów. Do kaszek gotowych możesz dodawać pół na pół kleik ryżowy albo kukurydziany. Nie zmienia smaku, powoduje tylko ze np kaszki jest wiecej. A wtedy maluch nie dostanie za duzo cukru-nie oszukujmy sie, tam jest cukier. Ja korzystałam z książki Agnieszki Górniakowskiej "zdrowy start w przyszłość" oraz z ksiażki polecanej w mamo to ja - zdrowa dieta 0-3lata. Skończyłam tez kurs zywienia dzieci do lat 3.
    Pozdrawiam,
    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady! :)
      Wstrzymam się z tym kalafiorem :) W sumie mam też obawy, czy brokuł nie wzdyma?... A groszek?

      Usuń
  2. Super post!
    Jaka to książka?? szukam źródeł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "U malucha na talerzu" :) Opiszę ją niebawem :)

      Usuń
    2. Dziękuję za informację! Możesz jeszcze coś polecić?

      Usuń
    3. Polecam stronę BoboVity - to kopalnia wielu ciekawych artykułów i porad nt rozszerzania diety. Ta strona także bardzo, bardzo mi pomogła :)

      Usuń
  3. Właśnie się zorientowałam, że totalnie zapomniałam o buraczku! Mati nie zna jego smaku... jak nam zejdzie uczulenie lecę do warzywniaka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z obserwacji moich wynika, że dziecko wypluwa bo język jeszcze nie przystosowany do takiej konsystencji i dziecko nie wie co ma z tym co ma w buzi zrobić :)

    U nas też plujstwo uskuteczniane jest ale Ala ładnie wszystko zjada:) - ot taka zabawa jedzeniem:)
    CO do kaszki to u nas na razie gluten odpada, a Nestle bezmleczną kupowałam ostatnio w lidlu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim Lidlu ich nie widzę :/
      Zabawa jedzeniem - u nas póki co jej nie ma, bo NEl tak smakuje, że pochłania wszystko w kilka minut :)

      Usuń
  5. Pomocne :) My się szykujemy za miesiąc lub dwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne minki podczas próbowania nowych smaków! Oby mi starczyło cierpliwości do codziennego gotowania dla malucha :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja właśnie od dwóch dni zaczełam rozszerzać dietę warzywami. Korzystam ze słoiczków, bo dopiero czekam na marchewkę i inne warzywa z grządki teściowej. Słyszałam, że słoiczki są bezpieczniejsze niż warzywa ze zwykłego supermarketu niewiadomego pochodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że to co sami wyhodujemy w ogródku przydomowym, jest najbezpieczniejsze, ale my np. chociaż mamy rodzinę na wsi, nie mamy takiego źródła pochodzenia warzyw.
      Ja z kolei sporo nasłuchałam się nt słoiczków i to od dietetyczki, także wcale nie jest tak różowo... Ponoć są przebadane i nie mają w sobie tego, co jest zabronione przez Unię, ale tajemnicą producenta jest, co mają niedobrego, a niezabronionego.
      Dziś tak naprawdę nic nie jest zdrowe, więc po co się zadręczać? Mojemu dziecku nic nie jest po warzywach ze "zwyczajnego" warzywniaka, a że lubię jej gotować - nie widzę problemu :)

      Usuń
  8. skorzystam z Twoich uwag. Właśnie rozszerzamy dietę. Jesteśmy na wyjeździe i kupiłam słoiczki z marchewką, ale dziś podałam ugotowanego kalafiora:) Jak wrócimy do domu, to pobawię z BLW, bo czuję, że mój M. właśnie to czuje:) Pozdrawiam i dziękuje:)

    OdpowiedzUsuń
  9. My zaczęliśmy podawać gluten. Podajemy zwykłą mannę, nie mam zaufanie do kaszek dosładzanych.
    Z podawaniem innych potraw czekamy dopóki mała nie skończy pół roku.

    Jeśli chodzi o rady, to na pewno wstrzymaj się z selerem. Podobno bardzo alergizuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. fajnie, dokładnie to wszystko opisałaś :) dzięki! ze wskazówek na pewno skorzystam :) chciałabym, żeby moja Milenka tak ładnie jadła jak Nel, jutro spróbuję może z ziemniakiem, bo marchewka idzie jej kiepsko. pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  11. a to mnie zaskoczyłaś, że z dorosłą kaszą manną lepiej uważać ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja nie mam ani zaufanie do slodzonych cukrem kaszek ani dorosłej manny więc wybrałam na wprowadzanie glutenu kaszkę pszenną holle:
    http://aptekadziecka.pl/product-pol-6470-HOLLE-Kaszka-BIO-z-pszenicy-z-pelnego-przemialu-bezmleczna.html

    jest to kaszka z pełnego przemiału :)

    u nas ważne żeby była bezmleczna ponieważ mamy skazę białkową

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń