Niewidzialne, głupie matki

czwartek, maja 15, 2014


W szkole byłyście nierozłączne. 
Najlepsze przyjaciółki. Znałyście się na wylot. Wszystko sobie mówiłyście. 
Razem płakałyście na głupawym filmie romantycznym, a także wówczas kiedy którejś działa się krzywda. 
Słuchałyście podobnej muzyki, miałyście identyczne zainteresowania, ubierałyście się w tym samym stylu. 
Tak wiele was łączyło...

Wraz z maturą wszystko się skończyło. 
Jedna na północ, druga na południe. 
Jedna na studia, a druga - ciąża...

Zaszłaś w ciążę i stałaś się obca. 
Dla przyjaciółki. Dla koleżanki - jednej, drugiej, trzeciej. 
Przestałaś istnieć towarzysko dla znajomych nie-matek. 
Nie masz nic ciekawego do powiedzenia, nic, co nie dotyczyłoby macierzyństwa.

A o czym może opowiedzieć Ci ta, która Cię odrzuciła?

- Wiesz, mam tyle nauki przed sesją, a magisterka leży odłogiem - nie studiujesz, to nie wiesz... Weekendy mam zawalone pracą, aż się odechciewa - nie pracujesz, to nie wiesz... 
Czasem tak bardzo chciałabym się z kimś zamienić...
Ty siedzisz w domu - ale masz dobrze, może się zamienimy? Bardzo lubię dzieci, mogę się zająć Twoją córeczką, pewnie jest rozkoszna, a Ty w tym czasie pobędziesz mną...
Ehh, i jeszcze te problemy z facetami... Z jednym właśnie się rozstałam, byliśmy ze sobą całe dwa tygodnie; wiesz, całowaliśmy się na ulicy, wszędzie mnie tulił i głośno mówił, jak bardzo mnie kocha, aż tu nagle, kurka wodna, wczoraj w kinie wypalił, że jednak nic do mnie nie czuje! Rozumiesz? Powiedział mi to w kinie, pomiędzy wkładaniem do ust kolejnej porcji popcornu i słomki z coca-colą. Kim ja dla niego w ogóle byłam, no, kim? Miał tupet, nie?
No, a u Ciebie? Karmisz piersią w tym momencie? Ha, ha, no niebywałe, rozmawiasz ze mną przez telefon i jednocześnie karmisz, ha, ha... Ty, a ile ta Twoja córka ma
[miesięcy-przyp.]? Prawie 15? Jej, i jeszcze dajesz jej cycka? Wiesz, to już chyba troszkę za długo, nie sądzisz? A modyfikowane pije? Nie, nic a nic?... Ja bym tak nie chciała...
Och, ale Ci zazdroszczę: mąż, dziecko, rodzina, siedzisz sobie w domku, mąż pieniążki przynosi, a Ty pewnie tylko wydajesz, ha, ha, ha!
Wiesz, jaki ja mam teraz zapierdziel? Nie mam czasu nawet na spokojną kąpiel i lampkę wina. 
Czasem tak bardzo mnie to wszystko przytłacza... Tobie też ciężko? No, co ty... Jakbyś miała tyle problemów, co ja to... wiesz... 
Wiesz, wiesz, wiesz....

Nie, nie wiesz. Czasem wydaje Ci się, że nie wiesz nic. Po prostu nie masz pojęcia o życiu. 
Leżysz na kanapie w domu, pachniesz sobie, masz anioła a nie dziecko, co to nigdy nie bałagani, nie płacze, ba, nawet jeść i pić rzadko żąda. Pranie robi się samo, gary myją się same, w prasowaniu wyręcza Cię roczna córka. Obiadów nie gotujesz, bo mąż tyle zarabia, że stołujecie się wyłącznie w restauracjach, a co! 
Twoje życie składa się jedynie z przyjemności - głównie spacerujesz, czytasz mądrą literaturę i słuchasz dobrej muzyki. 

To iluzja, że Twojego faceta już od miesiąca w ogóle nie widujesz, bo haruje jak wół. To iluzja, że dziecko ząbkuje i odmawia przyjmowania posiłków. To iluzja, że czasem przez kilka dni pod rząd jedyną osobą, do której możesz się odezwać jest mały człowiek, który nie umie Ci odpowiedzieć. To iluzja, że nie masz możliwości iść do lekarza, bo kto w tym czasie zajmie się córką. Patrzysz przez palce, przecierasz oczy, ale nie, nie widzisz tego wcale, bo okulistka wciąż na Ciebie czeka. To wszystko jest jedynie iluzją, więc czemu narzekasz?...

Wiesz, nie masz dziecka, to nie wiesz...

Tak, przynajmniej raz w tygodniu zdarza się, że Ty również chciałabyś się z kimś zamienić. Na pięć, góra dziesięć minut, bo tyle Ci wystarczy, by odpocząć i znów zatęsknić za swoim dzieckiem. 

Ale mimo wszystko...
Podziękuj koleżance, bo dzięki niej wpadnie Ci do głowy bardzo budująca myśl: otóż kochasz swoje życie pomimo to, że czasem musisz sobie powyć do poduszki. Mało tego, jeszcze jedna myśl do głowy Ci wpadnie, dość zaskakująca: przecież Ty zawsze marzyłaś, żeby Twój świat wyglądał dokładnie tak, jak wygląda teraz.
I ulży Ci, dzięki koleżance, bo przyznaj szczerze, że nie chciałabyś mieć dziś jej problemów: braku faceta, scysji z facetem, złamanego serca, tudzież wszelakich szczeniackich miłostek.

Jak dobrze porozmawiać czasem z dawną znajomą, WIESZ? 

Jedna o swoim, druga o swoim. Każda o swojej rzeczywistości. 
Dorosłe życie potrafi podzielić.


zdjęcie STĄD

Te posty mogą Ci się spodobać:

6 komentarzy

  1. Chciałoby się powiedzieć: c'est la vie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z jednej strony dorosłe życie dzieli, ale z drugiej łatwiej złapać kontakt z tymi znajomymi, co już dzieci mają ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm. Teraz jestem zagubiona:/ Urodziłam dziecko w sesji, wychowuję i studiuję dalej... Chyba dlatego wydaje mi się, że znam to z obu stron. Ale może wcale nie...

    OdpowiedzUsuń
  4. tiaaaa....:) ja pisałam mgr kiedy to juz byłam matką i miałam 3 miesięczne dziecko. Dobrze że wykresy zrobił mi M bo miałam ochotę to pierdolnąć.

    I podziwiam mamy które studiują dziennie/zaocznie i zajmują sie przy tym dzieckiem, serio :)

    Dobrze że ja skończyłam studia dawno temu i tylko tego mgr musiałam obronić...


    Moja koleżanka w moim wieku (28 lat) mówi to samo....że chętnie zajmie się dzidkiem na kilka godzin....do czasu kiedy to wpadliśmy z Fifim do niej i musiała przez 15 min z nim chodzić po pokojach, bo moj 11 miesięczniak nigdy nie raczkował a chodził trzymany za ręce...:D stwierdziła że ona ewidentnie nie dojrzała do roli matki :)


    fajnie jest, gdy się nie jest w takiej sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale super post! Jakbym o sobie czytała.

    OdpowiedzUsuń