Nie musisz być dobrą matką według otoczenia

wtorek, czerwca 24, 2014

Zawsze miałam problem. A nawet kilka.
Z poczuciem własnej wartości, a raczej jego brakiem.
Z ciągłym dążeniem do perfekcji.
Z tym, że wciąż szukałam uznania i aprobaty w oczach innych ludzi. To to jak oni mnie widzieli, w moim mniemaniu definiowało mnie jako człowieka.
Chciałam sprostać oczekiwaniom. Wszystkich. Wszystkich, którzy mieli w stosunku do mnie jakiekolwiek oczekiwania.
Nigdy nie byłam pewna siebie. Ani wygadana. Nie umiałam bronić swoich racji. Nadal nie umiem...

To wszystko jest konsekwencją tego, jak zostałam wychowana. 
Pamiętam każdy dziwny trik rodzicielski, jaki stosowali na mnie rodzice i to jak bolało psychicznie. Im byłam starsza, tym czułam wewnątrz siebie coraz głośniejszy sprzeciw wobec ich metod wychowawczych. Przyrzekłam sobie, że nigdy, przenigdy nie będę postępować podobnie. Niestety, to czego doświadczaliśmy w dzieciństwie, tak mocno jest w nas zakorzenione, że czasem nieświadomie reagujemy w pewnych sytuacjach w sposób, jakiego sobie nie życzymy. Grunt to świadomość tych błędów. Mnie czasem doprowadzają one do rozpaczy.
Chcę, żeby Kornelia żyła tak, jakby ograniczenia nie istniały. Chcę, żeby nie szufladkowała ludzi, nie oceniała po wyglądzie, obecności tatuażu na ramieniu czy kolorze włosów. Chcę, by mogła bawić się swobodnie, bałaganić i krzyczeć, kiedy zapragnie. Chcę, by mogła czuć, odczuwać. Aby wiedziała, że emocje to całe nasze życie. 
I kiedy mówię "nie" na jej skakanie w kałuży, a w efekcie pojawia się smutek na maleńkiej twarzyczce, to mimowolnie widzę siebie te kilkanaście lat temu. I szklą mi się oczy. I czuję to, co ona czuje. Pragnę, by była dzieckiem, by w tej chwili nie posłuchała mnie i weszła do tej kałuży na nowo. I bym ja mogła odegrać tą życiową scenę jeszcze raz. Bym mogła uśmiechnąć się do niej i powiedzieć, że pewnie super się bawi.

Wychowuję Nelkę w duchu rodzicielstwa bliskości. Jestem pewna, że to jedyna droga dla nas. Jestem pewna, że to ta droga, którą zawsze marzyłam pójść jako matka. Właśnie w ten sposób chciałam budować relację ze swoim dzieckiem, chociaż kiedyś nie wiedziałam nawet, że ta ścieżka ma jakąś nazwę.


Tak mi przykro słyszeć od własnej matki, że "źle wychowuję Kornelię". Że ją rozpuszczam, że nie dam sobie z nią rady za kilka miesięcy. Przykro mi, jak mówi córce, że cycuś jest "be, be" a Nelka jest "brzydka, bo go ssie". Przykro mi, jak moje dziecko chce pierś, a kątem oka patrzy na to, czy babcia jej nie zruga i nie zawstydzi. 
I tak cholernie mi przykro, że nie potrafię mojej mamie powiedzieć, co o tym sądzę. 
Wiem, że ona by nie zrozumiała. Ona, która 16-mieisęczną Nel każe uderzyć, kiedy ta nie chce, by babcia zrobiła kiteczkę na główce. Ona, która mówi, żeby na nocnik na siłę sadzać, jakby płacząc i próbując się podnieść dziecko miało nauczyć się z niego korzystać. Ona, która nie znosi płaczu i jęczenia, nawet jeżeli dziecko płacze raz na kilka dni - płacz jest niedopuszczalny i świadczy o tym, jak bardzo Nel jest niegrzeczna. Ona, która kontroluje mnie jak ofiarę losu ciągle "przypominając" o śniadanku, obiedzie i kolacji, o zmianie pieluchy i usypianiu. Ona, która obraża się na mnie, bo robię swoje i nie korzystam z jej rad - jedynych najlepszych recept na wychowanie. 

Przejęłam się. Że znów według własnych rodziców jestem do niczego i robię źle. I że znów muszą machać mi palcem przed nosem z hasłem "Zobaczysz, zobaczysz!". Przepłakałam cały dzień gdzieś tam kątem po cichu i wieczór w ramionach M. Pół nocy spać nie mogłam. Aż doszłam do dziwnego wniosku. Zabolało mnie to, co powiedzieli, ale wcale nie mam ochoty zmieniać swojego postępowania, tak jak zwykłam to robić: na pokaz, by udowodnić im, że jestem posłuszna, by byli zadowoleni i dumni. Ufam sobie i dziś już wiem, że umiem sama kierować własnym życiem.
Zmiana mojego sposobu wychowania nawet nie przyszła mi do głowy. Nie mam wewnętrznej zgody na tresowanie dzieci. Nie chcę, by moja córka była tak głęboko nieszczęśliwa przy swych rodzicach, jak ja byłam. Z wiecznym poczuciem winy, niedoceniana i zaszczuta.

Moi rodzice nie muszą być dumni ze mnie teraz. Mam nadzieję, że za kilka lat popatrzą na Nelkę i wówczas powiedzą "Dobrze ją wychowałaś". Wtedy będzie odpowiedni czas na takie słowa. Bo dopiero za te kilka lat zbiorę owoce z tego, co dziś sieję.

Macierzyństwo nauczyło mnie już wiele. Prawdę powiedziawszy uczy mnie ciągle tego wszystkiego, czego nie wyniosłam z domu rodzinnego: braku uprzedzeń, wolności, prawa do własnych poglądów i możliwości kreowania swojego życia według tego, co mi w duszy gra. Uczy większego szacunku do swojego ciała, do całej swojej osoby. Uczy, że może to ja patrzę na ludzi krytycznym okiem i dlatego wydaje mi się, że oni postępują w stosunku do mnie w podobny sposób. Nauczyłam się więc uśmiechać do nich, wychodzić do świata z myślą, że naprawdę nikt mnie nie ocenia i nie muszę się niczego bać.

I jeszcze jednego mnie nauczyło macierzyństwo, najważniejszego:
Nie musisz być dobrą matką według otoczenia - bądź nią według siebie i dla swojego dziecka, w zgodzie z własnym sumieniem.
A uogólniając:
Nie musisz być dobrym człowiekiem według otoczenia - bądź nim według siebie i  w zgodzie z własnym sumieniem.

Te posty mogą Ci się spodobać:

6 komentarzy

  1. Bardzo mądre ostatnie akapity :)
    Również ja zmagam się z takim problemem, powoli jednak uświadamiam sobie to samo co Ty, bardzo dobrze ujęłaś to w słowa "prawa do własnych poglądów i możliwości kreowania swojego życia według tego, co mi w duszy gra."
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno mnie tu nie było, tyle zmian :) I akurat trafiłam na notkę, którą dobrze rozumiem i czuję... Bardzo dobrze, że to wszystko tu napisałaś i że Nel wychowujesz po swojemu, z miłością. I wiesz, nawet JEŚLI nigdy nie usłyszysz aprobaty ze strony rodziców (choć życzę Ci, żeby kiedyś przejrzeli na oczy), to ważne, że Nel będzie się czuła akceptowana i kochana przez Ciebie. Super ją wychowujesz i nie daj swojej mamie wami rządzić i się wtrącać. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. ... tyle do napisania na te Twoje slowa ...przykro ze tak jest, jednak sama wiem ile rodzice robia zlych rzeczy ktore na nas pozniej maja ogromny wplyw...tez cce inaczej

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcialabym nie popelniac bledow moich rodzicow, mam nadzieje ze sie uda, oby moje bledy nie okazaly sie jeszcze gorsze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety i ja się łapie na tym ze nieświadomie robie tak jak moi rodzice. Nie chce tak wychowywac swojego syna, chce mówić mu na co dzien ze go kocham, nie chce odtracac, nie chce byc dla niego przyjacielem bo moim zdaniem tak byc nie powinno. Chce za to byc jego matka, ze bez wstydu, bez skrępowania powie mi kiedyś nawet najgorsze rzeczy albo te ktore sa błahe a ja go nie idtrace.

    Trudno jest, bardzo trudno. Duzo mi latwiej niz tobie bo ja mieszkam 90km od swojej mamy i nie mam parcia i nacisku ale mimo wszystko człowiek mimowolnie popelnia bledy swoich rodziców

    OdpowiedzUsuń
  6. To co napisałaś jest bardzo przejmujące dlatego postanowiłam napisać o tym co mi pomogło stać się lepszą mamą- wyrozumiałą, spokojną i najlepszą dla moich dzieci. Kiedyś nie słuchałam swoich dzieci i wydawało mi się że to one mają słuchać mnie. Moje dzieci były smutne i odniosłam wrażenie że się mnie boją, a ja powielam schematy z mojego dzieciństwa i zachowuję się jak moja mama, choć tego właśnie nie chciałam. Jak szukałam dla siebie pomocy to trafiłam na Nagrania z Afirmacjami,,Bądź wspaniałym Rodzicem,, i choć na początku podchodziłam do tego rozwiązania sceptycznie to zauważałam z dnia nadzień zmiany w moim zachowaniu na lepsze. Dziś mogę powiedzieć że dzięki tym nagraniom jestem szczęśliwą mamą szczęśliwych dzieci! Dopiero teraz macierzyństwo daje mi taka satysfakcję o jakiej zawsze marzyłam. Pozdrawiam Cię serdecznie i wszystkie mamy. A jeśli chciałabyś spróbować tych nagrań to podaje link gdzie można je znaleźć: http://goo.gl/fNy0Ju
    Naprawdę polecam.
    Lena

    OdpowiedzUsuń