W każdym dniu poczętego trwa ten cud najrzadszy...

wtorek, czerwca 17, 2014

Starasz się, walczysz miesiącami bądź latami, i staje się: zachodzisz w upragnioną ciążę.
Mniej więcej w jej połowie dowiadujesz się, że dziecko nie przeżyje porodu. 
Lekarz mówi to obojętnym, a nawet oschłym tonem. 
Pyta, jaka twoja decyzja - masz prawo do aborcji. 
A ty?

My, kobiety mamy dziś prawo wyboru. To słuszne.

Nie każda z nas jest w na tyle dobrym stanie psychicznym, by znieść dziewięć miesięcy oczekiwania na... pewną śmierć. Śmierć Ukochanego Dziecka.
Ten czas boli. Ten czas jest trudny. Ten czas wiąże się nierozerwalnie z łzami, załamaniem, być może depresją.
Pytanie, czy aborcja temu zapobiegnie?

Trauma poaborcyjna czy trauma na skutek przerażającego widoku Chorego, Umierającego Dziecka?
Może można ofiarować coś więcej temu Choremu, Umierającemu Dziecku niż tylko przedwczesną śmierć?

(Nie chcę osądzać. Nie chcę potępiać. Nie rozpatruję zawiłych sytuacji)

W życiu wszystko dzieje się po coś. Nie ma przypadków. Szczerze w to wierzę.

Chore Dziecko kształtuje się w łonie matki.
Chore. Niektórzy powiedzą, że to wina złego podziału komórek, obciążeń genetycznych, itp. Fachowe stwierdzenia. Suche fakty. Powierzchowność.
Ale jesteśmy przecież ludźmi, możemy spojrzeć głębiej.
To Maleństwo pomimo swoich wad nie poroniło się na samym początku ciąży. Rozwijało się. Walczyło. Jak myślisz, dlaczego? Odpowiedz sercem.
To Maleństwo otrzymało, tak jak każdy z nas, swój wielki dar - życie. Krótkie. Życie. Dziewięć pięknych miesięcy pod sercem matki. I jeszcze osiem cudownych godzin po porodzie. Może Ono właśnie tyle tego czasu potrzebowało. Może właśnie ten czas był Jego czasem...
Chcesz Mu odebrać ten czas? A przy okazji samej sobie? Może to dar także dla ciebie?

W każdym dniu
poczętego
trwa ten cud
najrzadszy,
że Bogu był
potrzebny czas
pod sercem Matki
 ~Krzysztof Rudziński~

Moment ciąży, który zamiast kończyć się powitaniem na świecie nowego życia, skończy się śmiercią, nie musi być momentem permanentnego smutku i przedwczesnej żałoby, podczas kiedy Dziecko jest jeszcze z nami obecne. Wiem, do tego potrzeba wiele siły. Ale to naprawdę możliwe.
Łatwiej byłoby, gdybyśmy nie myślały w kategoriach: "Jak ja przez to przejdę...", bo, tak czy tak, przejdę przez to wyjątkowo boleśnie.
Myślmy: "To Moje Dziecko, to Jego krótkie życie, które ważnym jest i ja jako matka chcę w nim uczestniczyć. Chcę dać Mojemu Dziecku siebie i wszystko to, co mogę Mu w tej krótkiej chwili ofiarować - czas, miłość, czułość, ciepło. Ono tego pragnie. Tylko tego potrzebuje."

Czymże jest dziewięć miesięcy w kontekście całego naszego życia? Momentem? A może przede wszystkim całym życiem Naszego Dziecka?

To zdarzenie będziemy pamiętać pomimo wszystko. Warto się postarać, by wspominać je... dobrze?

Sądzę, że aborcja jest zabiegiem, który po latach może wracać do nas sennym koszmarem. Nawet, jeżeli jest "rozgrzeszony", bo dziecko miało jakąś wadę.

Myślę o matkach, które stają w obliczu takiego zdarzenia. Patrzę na nie i zastanawiam się, jak ich życie będzie wyglądało w dalszej perspektywie. Czy otrząsną się z tej traumy? Czy aborcja faktycznie uśmierzy ich ból? Czy sumienie pozwoli im do końca życia spać spokojnie? Czy nie będą żałować?

I tak myślę, jakby to było, gdyby otrzymały należyte wsparcie. Gdyby spróbowały przejść przez cały okres ciąży z czyjąś pomocą. Gdyby zechciały być szczęśliwymi brzuchatkami, pomimo wszystko.  By pokazać Swym Nienarodzonym, jak bardzo cieszą się, że Maleńki Ktoś pływa w ich brzuszku. By pokazać Swym Nienarodzonym, że są wyczekane, kochane, że są ich Dziećmi.

Gdyby kobiety miały wsparcie, może choć połowa z nich rodziłaby Chore Maleństwa. Spędzałyby ze Swoimi Dzieciaczkami te krótkie chwile na ziemi...
...by Te Dzieciątka, trafiając do Nieba, miały w Serduszkach: ciepły uścisk mamy, całus w nosek od taty i poczucie, że ktoś na ziemi uszanował i docenił wartość Ich maleńkiego, kruchego życia. By Te Dzieciątka wiedziały, że mają na kogo czekać, tam, na Górze.

Co wniesie do życia tych matek ta trudna do przebycia droga? Dowiedzą się zapewne na jej końcu. Ale jestem pewna, że będzie to coś pięknego...


Ten film obrazuje wszystko, co chciałam przekazać, a zabrakło mi słów. Piękna historia miłości. I dojrzałości rodziców. Nie obejrzałam do końca, bo łzy nie pozwoliły...



"Bóg wybrał bowiem to, co głupie według świata, aby zawstydzić mądrych, i co słabe według świata wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne. Bóg wybrał również to, co świat ma za nic i uważa za nieszlachetnie urodzone oraz godne pogardy, aby unicestwić to, co czymś jest, w tym celu, aby nikt z ludzi nie chlubił się przed Bogiem"

Polecam także lekturę książki "Zawstydzić silnych" - TUTAJ moja recenzja.

UWAGA! Cały post składa się z moich osobistych przemyśleń i przekonań. Proszę Was o komentarze, które nie będą ranić niczyich uczuć i nie będą nikogo obrażać.

Zdjęcie STĄD


Te posty mogą Ci się spodobać:

11 komentarzy

  1. jestes niesamowita. dziekuje za ten post. nie pisze wiecej,bo lzy plyna....

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam ten film przedwczoraj. Też mi dał dużo do myślenia.
    Dosyć mocno go przeżyłam. Dużo emocji spowodowało pewnie to, że jestem Mamą i od razu wyobrażałam sobie siebie w takiej sytuacji.
    Gdybym była w ciąży i spotkałby mnie o co tą rodzinę to szczerze nie wiem jaką bym podjęła decyzję...

    OdpowiedzUsuń
  3. Film widziałam juz kilka miesięcy temu. Moim zdaniem każe dziecko powinno zyć tak długo jak daje Mu Bóg. Polecam książkę Obsoletki Justyny Bargielskiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chciałabym, zapewne jak każda, znaleźć się nigdy w takiej sytuacji, aby musieć decydować. Nie wiem co bym zrobiła. Obie drogi usłane są bólem i łzami..
    Ale gdy przeczytałam to zdanie: "To Maleństwo pomimo swoich wad nie poroniło się na samym początku ciąży. Rozwijało się. Walczyło." pomyślałam tylko jedno: kto wie, czy by się nie poroniło gdyby matka nie brała duphastonu/luteiny? Mam wrażenie, być może mylne ale to tylko moje wrażenie, że w jakiejś części sztuczne podtrzymywanie ciąży się do takich sytuacji przyczynia. Że w połowie, jak grom z jasnego nieba spada na rodziców ta straszna wiadomość. Że dziecko jest chore.

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się że po części odnosisz się do sytuacji kobiety i pewnym prof. bo o tym ostatnio wszędzie można posłuchać....wiesz co nie napisze nic bo mam takie samo zdanie jak Ty w tej sprawie, idealnie to ujęłaś. Czy myśli: zabiłam swoje dziecko niby chore bo lekarze tak mówią ale może by żyło....czy druga myśl pozwoliłam mojemu dziecku godnie przyjść na świat i w nawet krótkim czasie jego życia dałam mu wszystko co najpiękniejsze....

    OdpowiedzUsuń
  6. No i znow mnie wzruszylas. Pamietam ten film i tez o nim myslalam w kontekscie ostatniej afery z prof. Hazanem. Obysmy nigdy nie stanely przed takim wyborem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda kobieta która chce to zrobić powinna przeczytać Twój post. Tak mi się przypomina pewien tekst z basha, powiedziany hipotetycznie z ust dziecka poddanej aborcji kobiety - cytuję: "co z ciebie za matka kurwo!?"

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest faktycznie bardzo trudny temat! Masz rację, że to bardzo przykre, kiedy mamy taki dylemat, że czasem brakuje wsparcia i wybiera się źle. Musimy jednak pamiętać o jednym. Kiedy decydujemy się na urodzenie dziecka z ciężkimi wadami/kalectwem to wg mnie skazujemy go na cierpienia tu na ziemi. Zarówno te fizyczne jak i te psychiczne (brak akceptacji, brak normalności) A najgorzej gdy taki uzależniony od nas człowiek zostaje sam (nasz śmierć) - kto wtedy się nim zajmie? Nie wiem co ja bym zrobiła gdyby moje dziecko miało urodzić się ciężko chore…ale zastanowiłabym się tysiąc razy czy nie skazuje go na coś gorszego….

    OdpowiedzUsuń
  9. Film już widziałam, wyłam jak bóbr ;/
    A Twoje słowa.. dają do myślenia, nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest czyste teoretyzowanie, bo żadna kobieta nie może powiedzieć, że zachowałby się tak czy inaczej w obliczu takiej tragedii. Ja już wiem, że nie dałabym rady, nie potrafiłabym żyć przez miesiące ze świadomością ze moje dziecko i tak umrze. Moja historia jest inna. Urodziłam martwe dzieciątko w 28 tygodniu ciąży, ciąży która przebiegała wręcz książkowo. Cudownie się czułam przez ten cały okres, do końca pracowałam. Na wizycie kontrolnej usłyszałam najgorsze słowa w moim życiu, że serduszko mojego pierwszego wyczekiwanego maleństwa nie bije. Na drugi dzień szpital i wywołany poród. Ból fizyczny i psychiczny jaki przeżyłam rodząc martwe dziecko jest nie do opisania. Pobyt w szpitalu i podejście personelu i lekarzy do tego "problemu"(bo to jest dla nich problem, kiedy ma się urodzić nie żywe, czy nie zdrowe dziecko, przecież porodówka to miejsce cudów) był dla mnie koszmarem. Na koniec usłyszałam tylko, że tak się czasami zdarza, przyczyna nie znana. O żadnej pomocy psychologa nie było mowy. Choć minęło już wiele czasu i mimo, że pochowałam swoje dziecko i pożegnałam się z nim i zaakceptowałam to, że go nie ma ze mną, to wiem, że nie przeżyłabym kolejny raz takiej tragedii. Nie zniosłabym świadomości że rozwijające się we mnie dziecko i tak umrze. Ta kobieta mogła dokonać wyboru, mogła zgodzić się na zabieg, pożegnać się ze swoim dzieckiem i pochować je, a następnie w spokoju przejść okres żałoby. Każda kobieta powinna mieć w takim przypadku wybór, nie nam oceniać co w takiej sytuacji jest lepsze. W ogóle jak można rozważać w tym przypadku w kategoriach co jest lepsze, a co gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi z powodu tego, co przeżyłaś i nie chcę wyobrażać sobie, co musiałaś czuć.
      Ale ja nie teoretyzuję, nie piszę jak konkretnie bym postąpiła i nie mówię, że gdybym stanęła w obliczu takiej sytuacji na pewno bym zrobiła tak i tak. Czy ja w ogóle piszę o sobie?
      Co do wyboru - także napisałam, że to prawidłowe.
      I jeszcze jedno, czy ja rozpatruję, co jest lepsze a co gorsze? Przecież napisałam na pocztąku że wszystko zależy od naszej odporności psychicznej. Nie rozumiem, czemu mnie atakujesz. Przecież nikogo nie oceniam. Staram się tylko zrozumieć, co by było, gdyby kobiety miały odpowiednie wsparcie w takich sytuacjach... Jest wiele kobiet, które podejmują decyzję o aborcji i potem wariują... Każda kobieta jest inna. Skoro piszesz, że nie powinniśmy teoretyzować, to czemu sama teoretyzujesz, że Ty byś tego nie zniosła? Przecież to, co przeżyłaś, nie było tym o czym piszę, nie byłaś uprzedzona o chorobie dziecka i nie musiałaś wybierać...

      Usuń