Z wizytą w ZOO

poniedziałek, czerwca 23, 2014

Kocham Warszawę i zawsze z sentymentem wracam myślami do czasów, kiedy jeszcze tam mieszkałam.

Ponieważ M. już od tygodnia urlopuje, pomyślałam, że fajnie byłoby odwiedzić stolicę. 
Drżało mi serce, kiedy do niej wjeżdżaliśmy. Ze wzruszenia. Czasem chciałabym móc znów tam być. Tak na stałe. Jednak życie potoczyło się inaczej, widocznie tak miało być. 

Głównym celem tej niedalekiej podróży miało być warszawskie ZOO, które chciałam pokazać Kornelci. 

Jako że Nelka uwielbia zwierzęta, śmiem twierdzić, iż znalazła się w raju. Szczególnie bliskie kontakty nawiązywała z wszelkiego rodzaju ptactwem. Najbliższe chyba jednak ze znanymi sobie dotąd z tomaszowskiego parku gołębiami, które na tle bogactwa ptasich form i kolorów wypadały dość pospolicie. Jednak mojej córce wcale a wcale to nie przeszkadzało. 





Odrzucały ją natomiast małpy. Nie wiem dlaczego. Podniosła głośny alarm na widok szympansów. Połączenie odgłosów wydawanych przez zwierzęta, harmidru, który powodowały tłumy odwiedzające ogród plus - przede wszystkim - wrzaski Nel to była kakofonia dźwięków o natężeniu zdecydowanie zagrażającemu mym bębenkom słuchowym. 
Na szczęście cycuś podany w altance - w momencie, w którym byłam już gotowa poddać się i zakończyć wycieczkę - uratował sytuację i mogliśmy dokończyć spacer.



Zastanawiałam się długo, czy wypad do ZOO z niespełna półtorarocznym dzieckiem to aby na pewno dobry pomysł. Zaryzykowałam. Nie żałuję. Trochę trasy do pokonania jest, dziecko po jakimś czasie zaczyna mieć już dość, coraz mniej obchodzą je zwierzątka, a coraz bardziej np. własny wózek, ale - tak czy tak - polecam taki sposób na oderwanie się od codzienności w piaskownicy.







Teraz będziemy podbijać basen. Jakoś do tej pory nie mogłam się zebrać na pływanie z dzieckiem, chociaż miałam to w głowie, odkąd Nelka skończyła jakieś dwa miesiące. Trzeba byłoby wreszcie ruszyć tyłek! Wszystko, co nam potrzebne już mamy, teraz wystarczy... iść :)





Te posty mogą Ci się spodobać:

0 komentarzy