Marzenia

piątek, września 12, 2014

Leżę na pachnącej skoszoną trawą łące, nade mną błękitne niebo usłane obłokami. 
Wdycham głęboko do płuc ten zapach i napełniam nozdrza ową niebieskością. 
Czuję ją wewnątrz. 
Dostaje się do krwioobiegu niczym narkotyk. 
Endorfiny. Są wszędzie. 
Mimowolnie uśmiecham się. 
Jest tak dobrze. A na myśl, że będzie jeszcze lepiej, aż drży mi serce. 
Marzę. O rzeczach maleńkich i całkiem wielkich. 
Wydają się tak odległe, ale przecież mam siłę, by o nie walczyć. 

Wstaję więc i zabieram się do roboty. 
Do celu idę. 
Czasem po trupach, bo najważniejsze, to osiągać wszystko, czego się zapragnie. 
Niekiedy upadam, ale podnoszę się i gnam dalej z niezachwianą wiarą w to, 
że największym życiowym sukcesem jest ziścić swoje marzenia. 
Wkładam w to wszystko ogrom wysiłku. 
I nadchodzi ten dzień. W końcu. 
Jestem na szczycie. Wdrapałam się tu ostatkiem sił, łamiąc paznokcie. 
Cóż to? Czemu to wszystko takie wyblakłe? 
Obrazy błąkające się w mojej wyobraźni były o wiele piękniejszymi widokami 
niż ten zamglony, na wpół szary, krzywy krajobraz rzeczywistości.

Gdzie to szczęście, które miało pojawić się wraz z owymi osiągnięciami? 

Nic nie da człowiekowi szczęścia, jeżeli nie odnajdzie go w sobie. 
Ciągle o tym zapominam.

Te posty mogą Ci się spodobać:

0 komentarzy