Priorytety

wtorek, września 30, 2014

Miała na siebie plan. Precyzyjny, misternie tworzony latami w wyobraźni. Całe dzieciństwo i nastoletnie lata poświęciła na kreowanie w myślach swojej przyszłości.

Mocno się angażowała. W głowie stawiała siebie w obliczu zdarzeń, które miały nadejść. Nadejść na pewno, ponieważ były celem, do którego ciągle dążyła, odhaczając kolejne punkty drogi na szczyt. Robiła wszystko, by nadeszły.

Tak mocno ufała, że to, co wyimaginowała stanie się jej udziałem, że momentami czuła się, jakby to wszystko naprawdę się działo. Uśmiechała się, bo oto ona zwykła dziewczyna ze wsi, bez gracji i poloru podbiła właśnie świat. Już dziś była w centrum przyszłych wydarzeń, była nie ich częścią, składową, ale główną bohaterką. To nic, że tak naprawdę leżała nocą na łóżku ze słuchawkami w uszach, w rodzinnym domu na zapyziałej prowincji, o całe miliony lat świetlnych od tego, co miało (nie) nadejść. Ukochana muzyka pozwalała jej pełniej doświadczać jeszcze niedoświadczonego.

Najbardziej z całego obrazu jej postaci pamiętam tą niezachwianą niczym pewność, że uda jej się wyrwać z tak znienawidzonego i ograniczającego ją miejsca; ten upór. I tą wizję siebie, jaką kiedyś (nie) będzie.

CO BYŁO DALEJ?

wersja #1
Widziałam ją. Kilka miesięcy temu. Gdzie była? Daleko od zrealizowanych marzeń.

To straszne, ale nie przypominała nawet odrobinę dawnej siebie. Jej umysłem targał chaos, który ją sam przyprawiał o zawroty głowy. Już sama nie wiedziała, czy porzuciła swoje marzenia, czy to one porzuciły ją.

Bardzo tęskniła za dziewczyną, którą niegdyś była. Z planem na siebie. Z pasjami, celami i wiarą.

Powiedziała mi, że są co najmniej 3 przyczyny stanu rzeczy: otóż zrezygnowała z marzeń, bo przytłoczyła ją dorosła rzeczywistość; ponieważ straciła ufność, że istnieje jakakolwiek szansa na ich spełnienie, a także - może przede wszystkim - dlatego, że przestały to być jej marzenia.

Dziś jest tak dalece różna od samej siebie sprzed lat, że ma zgoła inne priorytety niż trywialne zachcianki małolaty. Tak, tak, oczywiście, dorzuciła jeszcze, że jest już dojrzała, doświadczona i szkoda jej czasu na banały - powinna zająć się 'prawdziwym życiem'.
'Prawdziwe życie' oznaczało tu poświęcenie się (tak, poświęcenie!) rodzinie i pracy, która, rzecz jasna, z założenia ma być ciężka, a nawet - można by rzec - wykańczająca, a już na pewno nieprzynosząca satysfakcji.

wersja #2
Widuję ją. Co dzień. Jest szczęśliwa i spełniona, chociaż jej wizja siebie ewoluowała w zaskakującym kierunku. 
Pragnąca sławy, bogactwa i obracania się w wyższych sferach dziewczyna, która oczami wyobraźni widziała siebie jedynie w ciasnej garsonce, prowadzącą poważne rozmowy z poważnymi ludźmi, robiącą interesy, dziś jest panią, boginią domowego ogniska, wyjątkowo dobrze czującą się w dresach. Zaszyła się w domowych pieleszach, z mężem i dzieckiem. Jej codzienność wypełniają obowiązki żony i matki. 

Dzień w dzień myśli sobie, że może powinna iść do pracy po pieniądze, a dziecko posłać do żłobka; że może powinna w końcu zrobić te cholerne studia, bo bliscy twierdzą, że papierek da jej władzę nad światem. 
Często zastanawia się, co powinna. 

Ma w głowie swoje dawne marzenia i trochę nie zgadza jej się obecny obraz siebie z wyimaginowanym obrazem sprzed lat. Widzi multum sprzeczności. 
Ale kiedy zastanowi się tak głęboko, czego by oczekiwała od życia, gdyby nie istniały żadne bariery i gdyby żadne cudze opinie się nie liczyły, to z przyjemnością zostałaby w miejscu, w jakim obecnie się znajduje. Zajęłaby się domem. Nie oglądałaby się na awanse i karierę. Wypełniałaby najważniejszą rolę, jaką życie pozwoliło jej odgrywać - rolę matki. 

Doszła do momentu w swoim życiu, w którym bycie żoną i matką pozwala jej spełniać się i daje poczucie szczęścia. 


 ***
Dla mojej córki nie ma obecnie nic ważniejszego niż czas spędzony ze mną. Mogę, chcę dać jej dobry start w życie. Jestem z nią tu i teraz. To jest nasz czas. 
Nie pójdę do pracy i nie zostawię jej z obcymi ludźmi jedynie po to, by robić karierę, wmawiając wszystkim wokół, że moje płaczące dziś za mną dziecko kiedyś to doceni i będzie ze mnie dumne. 

Cieszę się, że mam możliwości finansowe, by zapewnić Nelce swoją obecność. Dziękuję za to mojemu cudownemu mężowi, który ciężko pracuje, by stworzyć nam warunki, w których nie musimy się o nic martwić.

Wierzę, że moje "siedzenie z dzieckiem w domu" zaprocentuje. Zaprocentuje bardziej niż gonitwa za pieniądzem. 

Jakkolwiek dramatycznie to nie zabrzmi, na łóżu śmierci to nie niewykorzystanych szans zawodowych będziemy żałować najbardziej, nie pieniędzy, które przeszły nam koło nosa, nie dyplomu jakiejś super uczelni, a niewytworzonych rodzinnych więzi, tego, że mogliśmy być bliżej z tymi, których kochamy, bardziej ze sobą niż obok siebie, w radości, a nie w ciągłym stresie. 

Chciałabym więcej spokoju. Dla siebie i swojej rodziny. Szczęścia. Takie mam dziś marzenia. 

Kim jestem teraz w swym wyimaginowanym świecie? Ciepłą kobietą. Dobrą matką. Cierpliwym człowiekiem. Kucharką, która piecze ze swymi dziećmi pachnące ciasteczka. Dekoratorką, która tworzy przytulny klimat w domu. Murarzem, który buduje pociechom lepszy świat o solidnych podstawach. 

Chcę, by moje dzieci kiedyś powiedziały, że miały szczęśliwe. niezapomniane dzieciństwo. To mój cel i misja.

Robię karierę. Jako mama. Ciągle awansuję. Wynagrodzenie jest powyżej moich oczekiwań.


Te posty mogą Ci się spodobać:

1 komentarzy

  1. każdy powinien podejmować decyzję tak, aby być szczęśliwym. taką decyzję przed laty podjęła moja Mamitka zostając z nami w domu. do tej pory się wścieka, jak ktoś jej mówi, że jest bezrobotna. pytana o wykonywany zawód z dumą odpowiada "gospodyni domowa". ja tak nie umiem i szczerze podziwiam kobiety, które swoje szczęście i spełnienie zawodowe odnajdują właśnie w domu, z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń