We dwie

środa, września 24, 2014

Kiedy M., tak jak w owym czasie, wyjeżdża na kilkutygodniowy poligon, ja przestawiam swój tryb funkcjonowania z opcji 'życie' na prymitywną, podstawową opcję o nazwie 'przetrwanie'.

Poza tym, że z Nelką staram się egzystować tak jak zazwyczaj, a może nawet intensywniej, zapełniając dzienny grafik różnymi ciekawymi aktywnościami, w pozostałych sferach wyłączam się całkowicie. Wszystko po łebkach. Najlepiej iść spać, byle czas do powrotu głowy rodziny minął jak najprędzej. 

Tak, we wszystkim co wówczas robię chodzi o to, by nie patrzeć na zegarek i nie myśleć. To najistotniejsza zasada, której winna się trzymać każda żona faceta w wiecznej delegacji. To właśnie dzięki tej regule jesteśmy w stanie przetrwać i wylać stosunkowo niewiele łez.

M. tak często i tak długo nie bywa w domu, że niekiedy naprawdę czuję się jak samotna matka. 
Jestem matką i ojcem równocześnie. Panem i panią domu. 

Musiałam nauczyć się, jak wszystko ogarniać i jak dawać sobie radę w pojedynkę w każdej sytuacji. Pęknięta rura - no problem :) Nie ma szans, żeby kiedykolwiek jeszcze móc poudawać, że oto ja, delikatnie kobieca księżniczka, nie umiem przykręcić śruby, a ty, dzielny mężu, pręż muskuły i pokaż mi, jak to robi prawdziwy mężczyzna. To żart oczywiście. Jakkolwiek śmiesznie by jednak nie brzmiał, mi wcale nie jest niekiedy do śmiechu. 

Bywa trudno. Dzień i noc bez ukochanej osoby, bez kogokolwiek - prócz dziecka, ale przecież z 1,5-roczniakiem niewiele da się porozmawiać. 
A kiedy ów 1,5-roczniak kilkakrotnie w ciągu dnia zawodzącym głosem nawołuje: "tata, tata, tatuuuuś?", a na matczyne wytrwałe: "tatuś jest w pracy, kochanie", wzdycha ze smutnym "aaaa", to dopiero jest hardcore. Należy uważać, by się nie rozpłakać, zwłaszcza kiedy dziecko, pełnym nadziei tonem zapyta łysego - podobnie jak ojciec - pana w sklepie "tatuuuś?". 

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ba, ja byłam pewna, że będzie trudno. Ale nie liczyłam, że aż tak cholernie ciężko. Tak, że cały ten ciężar spoczął mi gdzieś w okolicy klatki piersiowej i ściska gardło.

Tęsknię ja. Tęskni ona. Obie marudne, obie pragnące powrotu do 'normalności'.

Jeżeli ktoś zna jakiś cudowny sposób na to, by pośpieszyć czas, proszę o pilny kontakt.

Te posty mogą Ci się spodobać:

3 komentarzy

  1. Doskonale Cię teraz rozumiem, M. też wyjeżdzał stosunkowo często w delegacje, ale góra na 3 dni, teraz jesteśmy osobno do 9 października, przeszło 2,5 tyg. Jest cięzko, bardzo ciężko, szczególnie jeśli dzieć ma slabsze dni..

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo iż zawsze wiedziałam, że mam w M. ogromną pomoc w domu i przy dziecku to teraz jeszcze bardziej doceniam fakt, jak wspaniałym mężem i ojcem jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój mąż też kiedyś miał pracę że więcej go nie było niż był. Ja miałam pomoc rodziców bo mieszkają dość blisko wiec jakby co zawsze pomagają. A Twój mąż nie mógłbym spróbować służyć w bardziej stacjonarnej jednostce? My mamy przyjaciół gdzie on jest wojskowym i właściwie jego praca nie różni się od pracy etatowej, czasem wyjeżdża tylko na szkolenia ale to są kwestie dni, nawet nie tygodni. Spróbujcie bo takie przetrwanie jest straszne dla Twojej psychiki :(

    Pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń