Jesienne liście palcami malowane

czwartek, października 23, 2014

Wydaje mi się, że każda mama chce robić z dzieckiem coś więcej niż tylko włączać mu bajki w tv, coś bardziej kreatywnego. Każda mama wini się czasem o to, że może za mało stymuluje dziecko, za mało urozmaica codzienne zajęcia, że maleństwo się nudzi. 

Chcemy dobrze dla naszych pociech. Chcemy co dzień poczynić coś dobrego dla ich rozwoju. Nic w tym nienormalnego.

Mi od jakiegoś czasu brakowało fajnych pomysłów na spędzanie wspólnego czasu z Nelką. Kredki się znudziły (Jej, oczywiście), modelina nie jest już tak fascynująca, zabawki wieki temu odeszły do lamusa.

Wydawało mi się, że na farby mamy jeszcze czas. Wiecie, Nelka nie ma wrodzonych zdolności do precyzyjnego posługiwania się pędzelkiem już w wieku 1,5 roku. Ale, zaraz, przecież można malować palcami! Wcześnie na to wpadłam, nie?...

Jak zaplanowałam, tak też poczyniłam odpowiednie kroki. 

Ponieważ jesień za oknem, a my sobie chorujemy, liście do wyimaginowanych prac trzeba było sobie także wyobrazić, ewentualnie narysować lub też wydrukować. Wybrałam opcję trzecią, głównie ze względu na fakt, że przeziębienie potrafi człowieka rozleniwić, a wydrukować zawsze najłatwiej. 

Przygotowałam plac boju (o ja naiwna), radio nastawiłam na gorące rytmy Radia Bajka (:D), psychikę z wizją zamalowania przez dziecko me połowy chałupy oswoiłam, radość do serca wpuściłam, bo przecież córka będzie miała frajdy co niemiara...

... a tu zonk.
Kornelia wskazała na matkę i rozkazała JEJ malować. Dobra, se myślę, pokażę dziecku, o co kaman. Mażę, mażę, pół kartki zamazałam i proponuję, by teraz Ona spróbowała. "Nie!" I ryk. Czemu nie? Nie mogłam rozkminić. 
Wzięłam na kolana, uspokoiłam, chwyciłam w paluchy maleńki paluszek, umoczyłam w farbie i jedziemy. Mina Neli pozostawiała wiele do życzenia...
Umalowałyśmy na szybko dwa liście, w sumie nie potrwało to dłużej niż trzy minuty, ponieważ córka z wielkim oburzeniem stwierdziła, że rączki ma "budneeeee" [brudne] i natychmiast trzeba było je myć. Mało tego, Nelka również zauważyła, że, o zgrozo, na spodniach ma "plamy"! Toż to straszne! 
...
Kto powiedział, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, hę? 

[Gwoli ścisłości, lubię porządek, ale opanowuję się przy dziecku. Nie latam za nią z wilgotnymi chustkami, nie robię awantur o zaplamioną bluzkę, nie myję co chwila rączek. Chyba mój pedantyzm wysysa z mlekiem, bo naprawdę staram się pokazać dziecku, że przesadna dbałość o perfekcyjną czystość nie jest wcale zdrowa i dać dobry przykład, próbując być 'flejtuchem' ;)]

Kornelka się nie ubawiła. Eh, grunt, że matka miała dobre intencje :)

Dobra, historia nietypowa, ale skupmy się na efektach pracy. 

Tak oto wyglądał Kornelkowy pierwszy raz z farbami (nie, nie, umorusanej Nelki tu nie zobaczycie - Ona szorowała w tym czasie 'budne' ręce w umywalce):




Prace powędrują do naszego pudełeczka z Nelkowymi skarbami:)

Kolorowanki-liście pobrałam tutaj: http://www.itsybitsyfun.com/leaf-coloring-pages.html

Te posty mogą Ci się spodobać:

2 komentarzy

  1. Może Nelcia jeszcze za mała na farby. Pamiętam że mój syn farby polubił dopiero jak miał ponad 3 lata :) ale Tobie piękne te liście wyszły ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez to przechodziłam!! Moja ostatnia Podopieczna tez to miała. Ble i koniec
    Ja stawałam na głowie a ona na.nie. Ale po paru próbach się udało. Jednak na początku. nie proponowałam kolorowanek. Wyłożyłam trochę na wieczko. Potem kartka i robta co chceta. Trochę zajęło przekonanie się, ale udało się. Nie zmuszaj, efekt będzie odwrotny. Spróbuj zabaw z wodą może to pomoże. Albo zabawa suchymi produktami fasola ryż, groch. Niech sobie przesypuje itd. Zaskoczy ;)
    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń