Spokój

środa, sierpnia 12, 2015


32 tydzień ciąży to już nie przelewki. Ale czas biegnie tak szybko i nieubłaganie, że nie zauważyłam chyba, jak już jest późno. Niebawem zobaczę Ją, dotknę, przytulę. Poznam ją za jakieś 60 dni, może mniej... Zamiast o tym myśleć, ja szaleję. Tzn. moje hormony. Biegam po domu i się drę, czuję się roztrzęsiona - tak od środka. Świerzbią mnie palce, by coś robić, a jednocześnie nie wiem, od czego zacząć. Łatwo się irytuję i tracę cierpliwość. Sama nie wiem, o co mi chodzi, płaczę bez powodu. Momentami się lękam. Jak to będzie...

Moja bratowa właśnie urodziła. Córeczkę. Popatrzyłam na to maleństwo i zdałam sobie sprawę, co mnie czeka. Nie żebym nie wiedziała, na co mogę liczyć ze strony noworodka, pamiętam jeszcze. Ale w wyobraźni do pięknego obrazka mnie leżącej na łóżku (w niczym niezmąconym spokoju i ciszy, rzecz jasna) i godzinami karmiącej Anielkę dorzuciłam sobie Nelkę skaczącą wokół i domagającą się bezwzględnej uwagi i "utulenia", którego ostatnio potrzebuje bezustannie. Boję się jej płaczu rozdzierającego me serce, bo pewnych spraw nie będę umiała pogodzić. Boję się o jej uczucia i odczucia.

Dzieci są mądre. Kornelka czuje, że coś już się zmienia. Opowiadam jej o Anielce. Słucha, zadaje pytania. Tuli brzuch. A jednocześnie stała się bardziej absorbująca niż zwykle. Wszędzie i do wszystkiego powinnam być ja. Ciągle musi się przytulać, zwłaszcza do piersi. Z tą piersią to jej się całkiem niedawno przypomniało. Nie wiem, może mlekiem już pachnę... I płacze jakoś tak więcej i nie godzi się na żadne kompromisy. Moje zmęczenie sięga zenitu. Zachodzę w głowę, co robię nie tak. Co jest nie tak, czyja to wina. Czytam, próbuję inaczej. Nie zawsze kończy się tak, jakbym chciała. Praktycznie co dzień kładę się wieczorem do łóżka z poczuciem winy i myślą, że może nie do końca byłam dziś taką mamą, jaką chciałabym być zawsze.

Wizualizuję sobie czas po porodzie. Nastawiam się na spokój. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Chcę olać całą otoczkę w postaci niepozmywanych naczyń i brudnej podłogi. Nic mnie nie rozproszy. Skupię się na sobie, swoich dzieciach, swojej rodzinie, naszych relacjach. W stu procentach oddam pierwsze miesiące życia Anieli na tworzenie więzi pomiędzy naszą czwórką. Wszystko inne jest w stanie poczekać. Nie dam sobie wejść na głowę milionowi sztucznie wynajdowanych "obowiązków". 
Nic nie muszę. Nic. 
Tylko spokój.

Te posty mogą Ci się spodobać:

3 komentarzy

  1. I slusznie! Tez mnie to czeka i mysle,ze trzeba wrzucic na luz isprawy takie jak podlogi czy nacxynia nie sa najwazniejssze w tych pierwszych dniach.ķchociaz im blizej porodu tym bardziej sie obawiam jak bedzie,jak dam rade...

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie dobrze Weronika, do tej pory świetnie sobie radziłaś, więc tym razem nie będzie inaczej:)

    A powiedz proszę, bo wydaje mi się, czy Kornelia była już odstawiona od piersi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w grudniu się odstawiliśmy od piersi...

      Pewnie dam radę, ale boję się, że do czasu dopóki nie ustalimy jakiegoś wspólnego nowego rytmu życia, będzie mi ciężko... Ale to chyba normalne, ten strach przed nieznanym :)

      Usuń