Witamy w 34. tygodniu ciąży!

środa, sierpnia 26, 2015

Wielkie odliczanie trwa. Dziś zaczynam kolejny tydzień ciąży. Do końca już niedaleko - 49 dni do terminu porodu

Tydzień temu byliśmy na USG.  
Anielka waży słuszne 2 kg. Jest zdrowa, rozwija się prawidłowo. Nadal kopie jak szalona. Główką wstawiła się w kanał rodny, ale żadnych innych objawów ewentualnego zbliżającego się porodu nie ma. Szyjka długa, zamknięta.

Jeżeli chodzi o moją wagę, to póki co jestem 6 kg na plusie. Biodra bolą, coraz większy brzuch zaczyna przeszkadzać.
Dopadła mnie dość duża anemia, z czym też wiąże się ogromny spadek apetytu, ból i kołatania serca, zawroty głowy, senność (a jednocześnie niemożność przespania całej nocy) i ogólne zmęczenie. 

Ostatnie tygodnie były dla naszej trójki wyjątkowo wyczerpujące psychicznie - permanentny stres odbił się na mojej twarzy: blada cera i podkrążone oczy straszą innych ludzi. Ciągle muszę się bać, czy znienacka nie zostanę przy porodzie, a potem z dwójką dzieci sama. To bardzo męczące. To niepewność, niestałość w życiu, do której chyba nigdy nie zdołam przywyknąć.

Planujemy sesję brzuszkową, ale jakoś nie możemy się zebrać. Z tej ciąży nie mam prawie żadnego zdjęcia. Na szczęście jest jeszcze trochę czasu, żeby to nadrobić.

Przygotowania do narodzin Anieli idą... nie, nie idą pełną parą. Raczej w spokoju kończę kompletować wyprawkę. 
Mam już wystarczającą ilość ubranek. Do kupienia zostało parę drobiazgów - przede wszystkim drogeryjnych i potrzebnych głównie na czas porodu i pobytu w szpitalu. 
Mebelki (łóżeczko, komoda przewijak), które do tej pory miały naturalny odcień buku zostały przemalowane na kolor biały.
Postanowiłam już, że do tematu wyprawki podejdę minimalistycznie (jak zresztą do wszystkiego ostatnimi czasy). Zmądrzałam. Wiem, co jest mi naprawdę potrzebne. Odkryłam, że źle się czuję, kiedy otaczam się zbyt dużą ilością rzeczy. Nie lubię kupować czegoś tylko dlatego, że jest ładne. I, co istotne, nie muszę prowadzić ze sobą jakichś przesadnie długich dialogów i tłumaczyć sobie: "nie bierz, nie przyda się". Po prostu nie biorę. To dobra umiejętność - umieć oddzielać to co jedynie chcę mieć, od tego co w istocie potrzebuję. To umiejętność, której nauczyłam się stosunkowo niedawno, ale niejednokrotnie zdążyłam się już przekonać, jak w niezwykły sposób ułatwia mi życie.

Jeżeli chodzi o poród, to jestem już nastawiona psychicznie na naturalny. Lekarz po raz kolejny dał zielone światło. Z blizną na macicy nic się nie dzieje, także mogę sobie spokojnie czekać na pierwszy porodowy skurcz :).

Te posty mogą Ci się spodobać:

2 komentarzy

  1. No no 2 kg to już coś ! :)
    Współczuję anemii :( chociaż mnie też próbuje dopadać hemoglobina poleciała w dół,ale walczę ;)
    Zazdroszczę że mała się już ustawiła do porodu,moja wciąż się kręci i uparcie układa w poprzek,czym mnie stresuje bo wizja cc mnie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę! Po pierwsze minimalizmu, bo ja niestety nie potrafię sobie powiedzieć "nie biorę, bo nie". Po drugie zielonego światła po pierwszym cięciu. Mi lekarz niestety nie daje póki co nadziei na naturalny.
    Pozdrawiam po raz pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń