38. tydzień ciąży

niedziela, września 27, 2015




17 dni do terminu porodu.

Brak skurczy. Brak jakiegokolwiek rozwarcia. Brzuch się nie opuszcza. Czyli jeszcze nie rodzę.

A szkoda, bo moje samopoczucie jest już naprawdę tragiczne. 
W ustach stan zapalny i ból wszystkich zębów. 
Chodzić nie mogę, bo kości miednicy i mięśnie pachwin odmawiają posłuszeństwa. 
Spać w 9. miesiącu ciąży też już nie wypada. Przecież są ważniejsze rzeczy do roboty w nocy, jak choćby niekończące się maratony od łóżka do toalety i z powrotem albo rzucanie się z boku na bok w tym pierwszym.
Cierpliwość mogłabym kupować na kilogramy, tak mnie ten mój stan już drażni.


Anielka waży około 3300g. Ilość wód płodowych jest bardzo mała, łożysko w pełni dojrzałe, ale ona nie pcha się jeszcze na świat. Nie wiem, na co dziewczyna czeka.

Mama trochę spadła z wagi. Aktualnie na plusie mam 6,5kg. W obwodzie brzucha 98cm, czyli aż 7cm mniej niż w tym okresie ciąży z Kornelią.

Kwestia mojego porodu zaczyna się klarować.
Mianowicie szanse na poród naturalny drastycznie się zmniejszyły, a nawet spadły do zera.
Po pierwsze, zagrożenie pęknięciem macicy. Po drugie, dzidzia znów jest duża i jeszcze rośnie. Lekarz już dostrzega niewspółmierność. Coś tam mam powykrzywiane w środku, poza tym miednica jest zbyt wąska. Szanse, że sn się uda, są nikłe.

Za dwa tygodnie kolejna wizyta, na której prawdopodobnie otrzymam skierowanie na cesarkę. Oczywiście, o ile dotrwam.

Marzenia rozsypały się w drobny pył. Patrzę na tę sytuację z dwóch perspektyw. Jednocześnie cieszę się, że wreszcie wiem, na czym stoję. Ale z drugiej strony tak po cichu chce mi się płakać. Ale o tym w kolejnym poście.
























Te posty mogą Ci się spodobać:

0 komentarzy