Potwór w mojej szafie

czwartek, września 10, 2015


Co dzień kiedy M. wychodzi do pracy i zamykają się za nim drzwi naszego mieszkania, z szafy wydostaje się Potwór!
I już nie jesteśmy z Nelką same...

Rankiem jest jeszcze malutki. 
Cicho przemyka za mną po pokojach. Wychyla się nieśmiało zza lodówki, kiedy robię śniadanie.
"Hmmm, kabanosa jej dasz? Kabanosa? Tak, schowaj go lepiej... A ta bułka to bez konserwantów na pewno? Innej nie masz? No, coś ty... Herbata? Mam nadzieję, że posłodziłaś miodem, a nie cukrem... No, no, trzymaj się na baczności, bo patrzę ci na ręce."

Im bliżej południa, tym bardziej plącze mi się pod nogami. 
"Idź z nią na spacer! Nie wiesz, jak ważne dla dziecka jest przebywanie na świeżym powietrzu? Nie chce ci się? Weź, przestań! Co z ciebie za matka... Przecież po to siedzisz w domu - żeby organizować jej czas. Kreatywnie! Pobaw się z nią, wymyśl coś fajnego!"

Wieczorami już się o Niego potykam. Jest wszędzie.
Karmi się moimi słabościami, zmęczeniem i rozdrażnieniem po całym dniu zmagania się z codziennością. Rośnie w siłę z każdym podniesionym tonem i zniecierpliwionym tupnięciem nogą, że ta doba mogłaby się wreszcie skończyć.

Aż w końcu Nelka usypia. I wtedy staję z Nim twarzą w twarz.
Patrzy na mnie złowrogo i bierze na dywanik. Uśmiecha mi się szyderczo prosto w oczy i swoim wielkim paskudnym paluchem wytyka każde potknięcie. Każe analizować wszystkie ruchy: na ile dzisiaj byłam dla niej, tylko dla niej, co dałam od siebie, co ciekawego robiłyśmy, na ile zdrowo jadła. Może mogłam coś lepiej, bardziej? Jak mój krzyk wpłynie na jej poczucie własnej wartości, samoocenę, przyszłość? 
- Inne matki pewnie tak nie robią. Inne są lepsze. Twoje dziecko zasługuje na lepszą matkę! - krzyczy.
Beszta mnie bez cienia skrupułów i krzty współczucia. Depcze butem, miażdży jak małego robaka. Przypomina przy okazji pozostałe błędy przeszłości. Wywołuje strach i zalewa oczy łzami. Leży na sercu jak najcięższy kamień. Nie pozwala zasnąć. Zagląda pod powieki przerażającym koszmarem.

Rano? Otwieram oczy i znów słyszę cichy skowyt zawiasów drzwiowych szafy...

Nie potrafię się przed Nim obronić.

To mój macierzyński Potwór. Najgorszy z najgorszych.
A na imię mu Poczucie Winy.




źródło zdjęcia TU

Te posty mogą Ci się spodobać:

3 komentarzy

  1. Oj znam to! z zafiksowaniem na produkty spożywcze nie mam problemu, ale co do wymyślania kreatywnych zabaw i wyjścia na dwór mam podobnie.

    OdpowiedzUsuń