Tak różne...

środa, grudnia 23, 2015

Kiedy na sali porodowej ujrzałam Anielkę byłam zachwycona, a jednocześnie - nie zaprzeczam -  oszołomiona. Nie mam pojęcia, dlaczego przez całą ciążę wyobrażałam sobie, że chociaż w minimalnym stopniu będzie podobna do Nel. 

Okazało się, że nie jest. Ani odrobinę. Fizycznie. Jedna -  blond, druga - ciemna. Inne oczy, uszy, usta, nawet palce i paznokcie.

Ostatnio coraz dobitniej przekonuję się, że moje córki różni nie tylko wygląd, ale i - a może przede wszystkim - temperament. 

Kornelka od pierwszych chwil swego życia była zdecydowanie tak zwanym high need baby. Przy cycu potrafiła spędzać całe doby. Musiała spać w naszym łóżku. Wszczynała długie płaczliwe awantury, których przyczyn nie odkryłam do dziś. Bardzo rzadko się uśmiechała. Potrzebowała i nadal potrzebuje mnóstwa uwagi, ciepła i czułości. Zapewniam jej ogrom miłości i poczucia bezpieczeństwa, jednak wydaje się, że to dla niej wciąż za mało. Ciągle się czegoś boi, lęka. Poczucie bliżej niezidentyfikowanego zagrożenia towarzyszy jej przez większość dnia. Dużo płacze, również przez to, że jest wyjątkowo wrażliwa - czasem nieopatrznie i niewinnie rzucone przeze mnie słowo wywołuje lawinę gorzkich łez. Żeby nie było - jej charakteru nie kreślą jedynie takie smutne fakty. Kornelia to zarazem bardzo żywiołowa i uśmiechnięta dziewczynka. Niezwykle inteligentna. Empatyczna. Co dzień zaskakuje mnie swoimi mądrymi przemyśleniami. 
Jakby jednak nie patrzeć, nie jest łatwo wychowywać takie high need baby. To nie zawsze kończy się wraz z okresem niemowlęctwa. Ja do dziś muszę wkładać wiele wysiłku w budowanie relacji z Nel. Z jednej strony jesteśmy ze sobą wyjątkowo blisko, bo ona tak lubi (ja również). Ale takie bliskie więzi mają to do siebie, że nawet najmniejsze potknięcie potrafi którąś stronę dotkliwie zaboleć. Sprawy nie ułatwia fakt, że mam identyczny charakter, także nieustannie balansujemy na krawędzi swych emocji. 
Wciąż główkuję, jak do niej mówić, jak jej słuchać i co robić. A i tak wyrzuty sumienia nieustannie zżerają mnie żywcem, bo nie zawsze trafię w to, jak chciałaby zostać potraktowana w danej sytuacji. A czasami zwyczajnie brakuje mi już sił i cierpliwości.

Anielę dopiero poznaję, ale coś czuję, że to typ takiej wyluzowanej dziewczyny, co to nigdy zbytnio się nie spina i nie bierze życia śmiertelnie poważnie.
Jest spokojna i opanowana. Wiecznie uśmiechnięta, zrelaksowana. Mało rzeczy ją wzrusza, no chyba że chodzi o jedzenie. Maminego cyca używa tylko i wyłącznie w celu zaspokojenia głodu. Pociumkać to sobie woli smoczek (Nelka była absolutnie bezsmoczkowa - z własnego wyboru).  Śpi w swoim łóżeczku, bo tak woli. Przesypia całe noce z jedną pobudką na karmienie na śpiocha (wiem, szczęściara ze mnie :)). Szczerze nie znosi noszenia na rękach - generalnie pozycji spionowanej. Lubi luz, nie daje się motać w chustę i skrępowanie ruchów to jest chyba jedyny powód (prócz głodu), z którego potrafi naprawdę głośno płakać. 
Olewa hałasy i histeryzującą na pół mieszkania Nelkę. Nic nie robi na niej większego wrażenia i nic jej nie przestraszy.


Czasem myślę sobie, jak to dobrze, że Nel była pierwszym dzieckiem. Taką zaprawą bojową. Bo nie będę ukrywać, że jej okres niemowlęcy wspominam jak pasmo wiecznych stresów, wspólnych łez, nieprzespanych nocy i noszenia na rękach. Za drugim razem spodziewałam się tego samego, przygotowałam się na to. Jakie miłe zaskoczenie. Jest mi tak łatwo, tak przyjemnie. Nie muszę się denerwować, obgryzać paznokci w poszukiwaniu przyczyn płaczu i niedoli. Mogę się bez przeszkód i w pełni cieszyć posiadaniem dzidziusia. I nie wierzę, że jakieś wielkie znaczenie ma tu fakt, że przy drugim dziecku i ja się czuję bardziej pewna siebie, przez co spokojniejsza i to wpływa na dziecko. Może jest w tym trochę prawdy, ale tylko odrobina. Sam ten fakt nie zrobiłby tak diametralnej różnicy. Różnica tkwi w charakterach dziewczynek. 

Niekiedy, owszem, zakręci mi się w oku łezka, bo chciałabym więcej tej bliskości z Anielcią. Takiej bliższej bliskości. Czasem martwię się, czy będę umiała zbudować z nią silną więź, skoro Nel nauczyła mnie robić to poprzez taki ścisły kontakt fizyczny. Momentami boję się, żeby Anielka nie pozostała w cieniu wiecznie domagającej się uwagi Kornelii...

Są tak ogromnie różne. A tak samo mocno kocham je obie. 
Tak samo wielką miłością darzę każdą z nich, a jednocześnie moja miłość do jednej i drugiej różni się. 

To trudne do opisania. To uczucie zna tylko matka. 

Każda miłość jest inna. Ale każda waży tyle samo.

Te posty mogą Ci się spodobać:

0 komentarzy