Mama martwi się... zawsze

środa, stycznia 27, 2016


Matczyne zamartwianie się przypomina mi przejażdżkę na roller coaster. To się zmienia, spowalnia, zarzuca cię na zakręcie, a kiedy już myślisz, że zaraz wysiądziesz, kolejka robi jeszcze jedną rundę.

Jak bardzo byśmy się nie starały, zawsze się martwimy. O to czy wszystko robimy prawidłowo. Czy jesteśmy dobrymi matkami. Czy wychowujemy dobre dzieci.

Obawy zmieniają się wraz z dzieckiem i jego wiekiem. Ale wszystkie mamy taką samą podstawową i fundamentalną potrzebę kochania i chronienia swoich dzieci.

Na początku jest młoda kobieta, która martwi się, czy będzie mogła zajść w ciążę. Następnie drży, że być może jest.

Przekształca się w przyszłą mamę, która obawia się, czy odżywia się odpowiednio, czy dostarcza organizmowi potrzebnych witamin i czy jest wystarczająco przygotowana na narodziny swojego dziecka. 

Kiedy zostanie już świeżo upieczoną matką, zastanawia się, jaki rodzaj wszechświata może stworzyć dla swojego maleństwa z mieszanki niepewności, wycieńczenia, miłości, łez i obaw. Niepokoi się, co ona - tak niekompetentna - zrobi z dzieckiem, kiedy pozwolą jej opuścić szpitalne mury. 

To jest mama, która chce karmić, ale nie może. Mama, która może karmić, ale nie chce. Mama, która karmi, ale martwi się, czy jej dzidziuś otrzymuje wystarczającą ilość mleka. 

To jest mama, która trapi się, czy dziecku nie jest za zimno, za gorąco, czy nie jest głodne, a może zbyt zmęczone. 

To jest mama, która zadręcza się, że jej dziecko nigdy nie będzie spać w nocy. Obawia się, czy maleństwu nie zatrzyma się oddech, kiedy w końcu zaśnie. 

Mama martwi się, że zbyt dużo nosi swoje maleństwo. Lata mijają, a ona płacze, że jej dziecko jest już zbyt duże, by mogła pomieścić je w ramionach. 

Mama boi się, czy jej dziecko znajdzie sobie przyjaciół w przedszkolu. Kiedyś będzie się lękać o tych wszystkich niewłaściwych znalezionych w liceum. 

Mama stresuje się pierwszym pidżama party z koleżankami. Za kilka lat zaś zaniepokoi ją, gdy jej dziecko zechce "pidżama party" z chłopakiem. 

Mamę nękają myśli, że nie może kupić swojemu dziecku tyle, ile mogą inni rodzice. Ale może mimo to kupuje i tak za dużo?

Mama gnębi się, czy jej dziecko dostanie się na swoje wymarzone studia. W pierwszy dzień nowego roku akademickiego kalkuluje, czy ona będzie je w stanie opłacić. 

Mama martwi się o bezpieczeństwo swojego dziecka... które jeździ na rowerze, jest w parku czy u koleżanki. A potem drży o bezpieczeństwo swojego dziecka... które jest na imprezie, w pokoju w akademiku, na ciemnym parkingu. 

Mama często martwi się, że te dni ciężkiego rodzicielstwa nigdy się nie skończą, że to wszystko nigdy nie będzie łatwiejsze. A potem przychodzi refleksja, że może prawdziwa praca jeszcze się nie rozpoczęła...

Mama  niepokoi się, czy jest wystarczająco dobra. Czy codzienne 'Kocham cię" dziecku wystarczy? Czy może w czoło pocałować jeszcze trzeba? 
Czy jest w stanie pokazać swym dzieciom, że były najważniejszym powodem, dla którego Bóg postawił ją na ziemi? 

W końcu mama patrzy na swoje własne dziecko... 
W końcu uświadamia sobie... 

Była wystarczająco dobra. Wystarczająco kochała.  
Nie wszystko mogła zrobić idealnie, ale zrobiła najlepiej, jak umiała.  

Te posty mogą Ci się spodobać:

2 komentarzy

  1. Ale prawdziwy jest Twój tekst... mam te właśnie odczucia, ze już chyba na zawsze będę się martwila o dzieci...nie potrafię inaczej, wyluzować. One są w moim centrum.może się to zmieni,jak podrosna, ale póki sa małe to są nr jeden. :) ach te uczucia martwienia się nie są przyjemne.....o nie. Ja teraz martwię się jak synek wróci do przedszkola po czterech miesiącach, czy znajdzie kolegów, czy nie będzie z boku...wreszcie czy nie będzie chorował, czy malutkiej nie zarazi. Zawsze coś. Ale...nie zamienilabym tego macierzynstwa na nic!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, niedawno też pisałam o tym, czym aktualnie się zamartwiam... To chyba tak już jest, że kiedy jedno mija, to pojawiają się nowe powody do zmartwień. Taka już rola matki - najpiękniejsza rola, w jaką możemy wejść!

    OdpowiedzUsuń