Jak jest? Jak będzie? Pięknie!

wtorek, sierpnia 16, 2016

Nie było mnie tutaj prawie dwa miesiące, a czuję, jakbym stukała w klawiaturę wczoraj. Wciąż obiecuję sobie, że wrócę do regularnego pisania, bo i jest o czym pisać, ale dni umykają nie wiadomo kiedy, a ja wieczorami usypiam jeszcze przed dziećmi. 

W ostatnim poście napisałam, że nie mam na nic sił. Hm, w sumie wiele się w tej kwestii nie zmieniło. Ale jak patrzę wstecz, ile pomimo to udało nam się zrobić, to jestem w lekkim szoku. Odhaczyliśmy z M. milion ważnych spraw, które planowaliśmy na potem. Ale o tym za chwilę. 


Wakacje nad morzem udały się i nie. W sumie niewiele odpoczęliśmy, bo raz, że pogoda nie pozwalała na wylegiwanie się na plaży i, chcąc zapewnić trochę atrakcji sobie i dzieciom, musieliśmy się odrobinę nachodzić. Dwa, generalnie sam fakt posiadania dwójki dzieci plus moja ciąża nie pozwalał na poważniejszy odpoczynek :) 
Wciąż musiałam pilnować Anielci, by nie zjadała piachu i odciągać ją od niego, bo przemierzała plażę niczym koparka. Nel z kolei przez cały pobyt odmawiała jedzenia posiłków, które mieliśmy wykupione w hotelu. Ba, prócz lodów, nie chciała jeść kompletnie nic, więc bez stresów na tym tle się nie obyło. 
Plus natomiast jest taki, że udało mi się przeczytać JEDNĄ książkę w tym czasie, co jest prawdziwym wyczynem, ale to także zawdzięczam pogodzie, bo kiedy były ulewy takie, że nijak nie dało się wyjść z hotelu, to w pokoju trzeba było sobie jednak jakoś ten czas organizować.


Zaraz po powrocie do domu zakupiliśmy farby i planowaliśmy powolne malowanie mieszkania. Wiecie, na spokojnie, co weekend po jednym pomieszczeniu. M. tak się zawziął, że pomalował wszystko w pięć dni. Na spokojnie to to nie było. Trochę nerwów. Ale skończyliśmy. Całkowity remont mieszkania zwieńczyła setna już wizyta w Ikei. Parę mebli, kilka drobnych akcentów dekoracyjnych. Gotowe! Uff... Można odsapnąć. 


W międzyczasie trafiła się wizyta u gina. Dostałam leki na podtrzymanie ciąży, ponieważ bóle w podbrzuszu nie dawały mi normalnie funkcjonować. Wówczas wstępnie dowiedzieliśmy się też, że w brzuszku noszę prawdopodobnie... CHŁOPCA! :D Wielka radość, chociaż jakże niepewna ;) (toż to 12 tydz. ciąży dopiero był).


Przygotowania na przyjście trzeciego dziecka są praktycznie żadne. Ciągle mam wrażenie, że przede mną jeszcze tak dużo czasu, chociaż w tym tygodniu zacznę 18. tydzień! 
Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyśleliśmy, kiedy na teście pojawiły się dwie kreski było to, że... trzeba będzie kupić jeszcze większe auto. Mamy co prawda dość przestronnego vana, ale jest zbyt "wąski", by pomieścić trzy foteliki na tylnej kanapie. Zakup samochodu odkładaliśmy na ostatnie miesiące ciąży, jednak M. zaczął się rozglądać i... wczoraj wyłożyliśmy gotówkę i jeździmy już czymś innym :D


Krótko mówiąc, jak tu nie być szczęśliwym? Mam już wszystko. Zdrową rodzinę, własne mieszkanie, dobry samochód. Nie mam na głowie kredytu, a na wszystko zapracowaliśmy sobie zupełnie sami. Nie muszę martwić się bezzasadnie o przyszłość. Wiadomo, wypadki losowe się zdarzają, ale nie o to w życiu chodzi, by nastawiać się na coś złego. 


Co dalej? 

Nie mam raczej widoków na to, że Nelka dostanie się jeszcze w tym roku do przedszkola. Niestety, przegapiłam trochę zapisy, zresztą w tamtym czasie nie sądziłam, że będę chciała, by chodziła. Dopiero ciąża dała mi trochę do myślenia, że jednak czas dla Nel jeszcze bardziej mi się skurczy po porodzie, więc dobrze byłoby, żeby nie nudziła się w domu. Ona bardzo chce iść. 
Myślałam nad prywatnym przedszkolem, ale, niestety, musiałabym ją dowozić do miasta, a nie bardzo mam czym, ponieważ autem jeździ M. do pracy. Zakup drugiego samochodu tylko na ten cel jest bezsensowny, poza tym musiałabym zabierać ze sobą całą ferajnę. Ciężka sprawa, zwłaszcza jak już urodzę. 
To jest minus naszej przeprowadzki na prowincję. Mamy przedszkole, kilka bloków dalej, ale tak jak piszę, na ten moment nie da się już chyba nic zrobić. Może za rok. 
Póki co planuję rozpocząć z Nel naukę czytania globalnego. Zawsze to kilka chwil tylko z nią więcej, a i jakiś tam pożytek z tego będzie przy okazji. 


Co do siebie to głęboko rozważam rozpoczęcie nauki zaocznej od października. Mam milion wątpliwości, bo M. sam z dziećmi będzie zostawał w weekendy, bo potem poród i co dalej, bo beze mnie świat im się zawali... Ale jak nie teraz to kiedy? Kiedyś trzeba chociażby zacząć. Nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, ale nie chcę się zamykać na tą życiową furtkę tylko dlatego, że mam dzieci. Tak, do tej pory to była moja ulubiona wymówka - co robisz dla siebie? Aaa, nic, bo dzieci. 
Potrzeba mi czegoś innego, jakiejś odmiany. Życie dziećmi i domem jest fajne, ale przez rok, dwa. Ja siedzę już cztery i wizje na przyszłość mam, jakie mam, wiecie ;) Za chwilę ugrzęznę w jeszcze większej ilości pieluch i dla zdrowia psychicznego wypadałoby mieć jakąś odskocznię.

To tyle na dziś. 
Napiszę pewnie jutro, po kolejnej wizycie u gina. Ciekawa jestem bardzo, czy potwierdzi się płeć. Trzymajcie kciuki :)



































Te posty mogą Ci się spodobać:

6 komentarzy

  1. Mimo wszystko, nawet jeśli nie odpoczęłaś, to chociaż otoczenie się zmieniło. No i klimat :) dziewczynom też taka odskocznia na pewno się przydała. Śliczne fotki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że zawsze jakieś plusy się znajdą :)

      Usuń
  2. Weronika! Z przedszkolem państwowym to się nie poddawaj- pójdź, zapytaj, może jakieś miejsca zostały? Poza tym znajoma przedszkolanka mówi, że warto się pytać, dowiadywać, bo nie wszystkie dzieci zostają w przedszkolu. Mówi, że po Nowym Roku często przyjmuje się nowe dzieci. Zapytaj koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info :)
      Właśnie nie zamierzam się poddawać, będę tam chodzić do upadłego, chociaż lista rezerwowych dzieci przekracza już 20 :) Chciałabym, żeby chociaż ze dwa, trzy razy w tygodniu na trzy/cztery godzinki mogła iść, nic więcej. Mam nadzieję, że się uda :)

      Usuń
  3. O właśnie, miałam pisać to samo co Gosia, że ponoć na początku roku zwalniają się miejsca, bo dzieciaki chorują i rodzice rezygnują. Sama na to liczę. :)
    Już się martwiłam czy u Was wszystko ok bo taaaaka długa cisza.
    Będzie, co będzie, ale trzymam kciuki.! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś tak szczupła,ze w życiu bym nie powiedziala, że jesteś prawie w połowie ciąży: ) cieszę się, ze u Was wszystko w porządku,aż przyjemnie się czyta: )

    OdpowiedzUsuń