Wyciszam się

środa, września 28, 2016

Po ponad dwutygodniowej walce z jakimś paskudnym wirusem, który ostatecznie skończył się na tym, że wszystkie trzy, tzn. Nel, Anielka i ja, wylądowałyśmy z gorączką i zapaleniem ucha, chyba wreszcie nasze życie wraca na dawne tory. 

A  ja się wyciszam. Nie spinam się już, że miał być nowy blog i rewolucja w życiu. Chyba nie dam rady zmienić i zaplanować wszystkiego. Cóż, tak naprawdę  to  ja nie lubię rewolucji. Jakieś tam powolne zmiany - może tak. I spokój. O, spokój ducha cenię sobie najbardziej.

Wiecie z czym najtrudniej mi się pogodzić? Z tym że, będąc matką prawie trójki, nie mam możliwości i miejsca na bycie idealną. Nie da się być zrelaksowaną, oczytaną, zadbaną wizualnie kobietą, maksymalnie angażującą się w związek żoną, wspaniałą kucharką, cudowną, ciepłą i cierpliwą matką i zorganizowaną panią domu. Jeżeli chcę do tego dążyć, to już teraz mogę nastawić się na porażkę.

Przytłoczył mnie nadmiar obowiązków. Tyle zaległych spraw na głowie, które powinny być skończone na wczoraj, a wiem, że nie wyrobię się z nimi nawet na za tydzień. 

Co dzień wieczorem staram się pobyć sama ze sobą i przemyśleć, czego mi trzeba. I po co to wszystko. Dla mnie samej? Dla mojego dobra? Czy dla innych ludzi? Tak żeby na zewnątrz dobrze to wyglądało... Zanim dojdę do jakichkolwiek wniosków, zasypiam.

Postanowiłam, że pora ustalić jakieś priorytety i ich się trzymać. Robić tylko to co najważniejsze. Nie łapać wszystkich srok za ogon. 

Najpierw jednak muszę odgruzować swoje życie i przygotować przestrzeń na nowe. Bo dla mnie porządek wokół mnie - to porządek w głowie. Czas przejrzeć szafę i wywalić z niej wszystko co niepotrzebne. Odhaczyć z listy zadań te naprawdę naglące sprawy. A taką rzeczą jest na przykład moja torba do szpitala. Zagrożona ciąża, strach przed licznymi komplikacjami. Nie wiem, co mi się po drodze może przytrafić. Ostatnia choroba i gorączka uświadomiły mi kiedy jechałam do szpitala, że jest możliwość, że będą chcieli mnie tam zatrzymać. A ja nie mam gotowej nawet koszuli nocnej... Chcę się czuć bezpieczna. Muszę znaleźć sekundę na te najpilniejsze rzeczy, chociaż sen zamyka mi powieki przed godziną 20. 

Nie chcę narzekać, ale przechodzę bardzo trudny okres. Kiedy do tego wszystkiego dokłada się brak pomocy i wsparcia od najbliższych, robi się nieciekawie. Jestem strzępkiem nerwów. Z ciągłą nadzieją, że zaraz będzie lepiej. Że wyjdę z tego. Że słońce wstanie jutro. Dla mnie i razem ze mną. 

Nie mam wpływu na to, co mi się przytrafia. Ale mogę zmienić swoje myślenie o tym. 

Teraz potrzeba mi jedynie spokoju. 

Te posty mogą Ci się spodobać:

7 komentarzy

  1. Ja miałam w swoim życiu taki moment, kiedy wymagałam od siebie bardzo dużo i niejednokrotnie nie udawało mi się sprostać swoim własnym wyobrażeniom. Byłam zła i sfrustrowana. Aż odpuściłam. U mnie dotyczyło to oszczędzania. Chorego oszczędzania. Ale wydaje mi się, że nie można samemu sobie stawiać poprzeczki zbyt wysoko. Lepiej pomyśleć dzisiaj ugotuję obiad na dwa dni i być z siebie zadowolonym, że się udało, a jak dodatkowo zrobisz coś ponad to będziesz z siebie mega dumna i o to chodzi. Nie masz być idealna. Masz być uśmiechnięta i szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyjdź z domu, wystarczy trochę świeżego powietrza, kilkuminutowy spacer i głęboki wdech i wydech. Dążenie do ideału z dwójką dzieci i w ciąży to nie najlepszy pomysł. Od zlewu pełnego brudnych naczyń, czy niemytych okien nikomu nic nie będzie,a Ty częściej siadaj w wygodnym fotelu z ciepłą herbatą, ulubioną książką, czy przed tv.
    Jeśli odnajdziesz wewnętrzny spokój wszystko samo i szybko się ułoży. Trzymam ksiuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że spacer by tu pomógł, ale większość dnia z chorymi dziećmi muszę siedzieć w domu ze względu na to ich zapalenie uszu... To zresztą nie byłby taki problem nawet, gdyby nie to że mam zalecenie od lekarza, by leżeć :( A znieść wózek i dziecko z czwartego piętra to za duży wysiłek dla mojego brzucha. A to chyba chodzi o to, że świruję w tych czterech ścianach...

      Usuń
  3. Wszystko będzie dobrze :* Ważne żeby nie wymagać od siebie nie wiadomo czego, tylko skupić się na najważniejszym. Teraz z czwórką dzieciaczków muszę sobie o tym przypominać codziennie, bo i u mnie perfekcjonizm daje znać. I choć czasem mi trudno, to jednak lepiej sobie odpuścić kolejne porządki, po których zaraz nie będzie śladu, a usiąść z dziećmi i mężem, razem spędzić czas... Potem się pamięta rozmowy, wspólne czytanie książek, zabawy - a nie to, czy podłoga była odkurzona ;) O czas tylko dla siebie też walczę każdego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Weronika, co tam u Ciebie słychać? :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wercia, spokojnie. Ciąża, emocje, znowu idzie coś nowego... Wszystko się poukłada i ogarniesz całą rzeczywistość wokół siebie. Najważniejsze żebyście były zdrowe, myśl o dziecku kiedy dopada Cię stres i smutek. Torbę lepiej mieć spakowaną, i wszystko da się zrobić nawet bez pomocy. Zamawiaj rzeczy do porodu ze sklepów internetowych, jeżeli nie wychodzisz z domu, w wolnej chwili dopakowuj do torby a to szlafrok, a to koszulę, a to kosmetyczkę. O innych i o tym co myślę, zwłaszcza jeżeli to są głupoty które Cię denerwują, wogóle nie myśl! Jesteś Ty i kropka! Trzymaj się dzielnie! ;)

    OdpowiedzUsuń